15.02.10 / Piotr Bernatowicz / SUPLEMENT (komentarzy: 31)
archiwum autora24.11.09 / Piotr Bernatowicz / WAŻNE SPOTKANIE !!!! (komentarzy: 4)
archiwum autora02.11.09 / Piotr Bernatowicz / OBIEG CENZURUJE? (komentarzy: 7)
archiwum autora28.10.09 / Piotr Bernatowicz / POCHWAŁA JAWNOŚCI (komentarzy: 7)
archiwum autora27.07.09 / Piotr Bernatowicz / KIERUNEK FESTIWALE (komentarzy: 9)
archiwum autora13.07.09 / Piotr Bernatowicz / MINARET: ZA... A NAWET PRZECIW (komentarzy: 64)
archiwum autora27.06.09 / Piotr Bernatowicz / UMARŁ KRÓL! (komentarzy: 12)
Historia kariery króla popu – Michaela Jacksona opowiedziana dziełami sztuki.
archiwum autora
Skurcz przepony
Piotr Bernatowicz
„Arteon” już po raz jedenasty przyznał swoją nagrodę. Tym razem przypadła ona Oskarowi Dawickiemu. Spośród 23 nominacji, nadesłanych przez przedstawicieli polskiego świata sztuki, tegoroczne jury w składzie: prof. Anna Markowska, prof. Marcin Berdyszak, Jarosław Denisiuk, dyrektor Galerii El w Elblągu, dr Łukasz Rondudaoraz redaktor naczelny „Arteonu” Piotr Bernatowicz(bez prawa głosu) postanowiło jednogłośnie, aczkolwiek po długiej dyskusji dotyczącej charakteru nagrody, przyznać ją Oskarowi Dawickiemu. Oskar Dawicki jest postacią znaną na polskiej scenie sztuki współczesnej, na której działa już kilkanaście lat. W swojej twórczości odświeża formułę performance, wyrywając tę dziedzinę ze skostnienia, w jakie stopniowo popadała ona w ciągu ostatnich dekad. Posługuje się ironią jako strategią, zdaje się wiernie podążać za myślą Waltera Benjamina, mówiącą, że skurcz przepony jest czasem o wiele lepszym wyjściem do pogłębionej refleksji niż skurcz duszy.
Oskar Dawicki, fot. archiwum Oskara Dawickiego
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Piękno jest podejrzane
Z Arturem Żmijewskim rozmawia Piotr Bernatowicz
Piotr Bernatowicz: Jak rozumiesz piękno?
Artur Żmijewski: W ogóle nie myślę o czymś takim, jak piękno. Byłbym skłonny mówić bardziej o paradygmacie estetycznym, o strategiach porozumiewania się estetycznego, o kodach estetycznych, które powodują, że ludzie rozumieją się poprzez obrazy, które wzajemnie akceptują. Jeśli słucham muzyki, lubię raczej takie kiczowate kawałki. (...) Myślę, że ten kicz to kod estetyczny, którym ludzie się świetnie porozumiewają. Jest jednym z naszych wspólnotowych języków. To, że my to lubimy, nie tyle znaczy, że lubimy te dźwięki, ile że lubimy porozumienie. Przyjemność płynie ze zrozumienia innego. Wydaje mi się, że to na tym polega...
Ciekawe, że od piękna przeszliśmy prostą drogą do kiczu...
Kategoria piękna jest arystokratyczna, służy wykluczeniu, dzieleniu ludzi. Oddzieleniu ludzi pięknych od ludzi brzydkich, rzeczy pięknych od rzeczy brzydkich – dostęp do tych pięknych mają bardziej zamożni, to jest też sposób dyscyplinowania ludzi. Piękno można uznać za jedną z definicji podłości społecznej, oddziaływania jednych na drugich. Stoi za tym przemoc. Chodzi o dyscyplinowanie, dostosowanie wyglądu, nie tylko cielesnego, ale także miejsca, w którym żyjesz. (...)
Artur Żmijewski, „Karolina”, 2001, kadr z filmu, dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Rozrywka, sztuka i seks
Karolina Majewska
Tymczasowe wprowadzanie obiektów sztuki współczesnej w obszar muzeum sztuki dawnej pozwala odczytać na nowo prace należące do stałej kolekcji. Propozycja nowego kontekstu niekoniecznie prowadzi do radykalnie nowych interpretacji, ale raczej do innego rozłożenia akcentów interpretacyjnych. Ekspozycja pracy „The Hoerengracht” Eda i Nancy Kienholzów w londyńskiej National Gallery jest właśnie tak rozumianą interwencją interpretacyjną. Praca Kienholzów wprowadza element dialogu z historyczną narracją muzeum i tym samym dynamizuje tę narrację. „The Hoerengracht” to instalacja powstała w berlińskim studiu Kienholzów w latach 1983-1988. Jest ona realistycznym odtworzeniem fragmentu amsterdamskiej Red Lights District, z jej okiennymi wystawami kobiecych ciał na sprzedaż. Praca ta mieści się w typowej dla Eda Kienholza tematyce pograniczy społecznych.
Edward i Nancy Reddin Kienholz, „The Hoerengracht” (detal), 1983-1988, © Kienholz Estate, dzięki uprzejmości L.A. Louver, Wenecja, CA, materiały prasowe, The National Gallery w Londynie
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Teoria rzeczywistości Moudova
Wiktoria Furrer
Wystawa prac, które poruszają się po trajektoriach konceptualizmu, to przedsięwzięcie trudne, by nie powiedzieć – skazane na niepowodzenie. Z definicji każda próba odtworzenia czy utrwalenia takich form performance, jak interwencja, ingerencja czy wręcz aneksja przestrzeni społecznej, pozostanie jedynie ich reanimacją. Fundacja BINZ39 z siedzibą w Zurychu podejmuje to wyzwanie i prezentuje twórczość Ivana Moudova, jednego z najciekawszych – zdaniem krytyków – bułgarskich artystów młodego pokolenia. Wystawa dokumentuje eksperymentalne działania Moudova z pogranicza sztuki konceptualnej, instalacji, wideo-artu i fotografii. Międzyświaty, quasi-legalne byty, pseudomafijne struktury to przestrzeń, w której porusza się Moudov.
Ivan Moudov, „Back and forward”, 2009, fot. dzięki uprzejmości artysty
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Dżungla i demokracja
Eulalia Domanowska
Projekty Leszka Golca i Tatiany Czekalskiej stały się zaczątkiem pomysłu wystawy i zainspirowały Marię Brewińską, kuratorkę warszawskiej Zachęty. Galeryjne sale opanowały w styczniu „Wszystkie stworzenia duże i małe”. Mrówki, koty, psy, byki, a także węże, tygrysy czy słonie tworzą dżunglę, która próbuje przełamać antropocentryczną tradycję stawiania człowieka w centrum świata jako jednostki uprzywilejowanej. Zadanie właściwie niewykonalne i utopijne, które jednak może nam, ludziom, pomóc zwrócić uwagę na wiele kwestii związanych z fauną, jak aspekt zwierzęcy ludzkiej natury, dokonywanie antropomorfizacji zwierząt, przyjemność obcowania z nimi, opozycja kultury i natury traktowanych jako przeciwstawienie sobie czegoś dzikiego, pierwotnego i ludzkiej myśli cywilizacyjnej i technologicznej. To wystawa zabawna, podejmująca ważkie tematy w atrakcyjny sposób.
Pilar Albarracín, „Wilczyca”, 2006, kadr wideo z dokumentacji performance, © Pilar Albarracín, fot. materiały prasowe Zachęty
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Zakurzony magazyn ze zwierzętami
Justyna Ryczek
W warszawskiej Zachęcie przełom roku 2009/2010 dostarczył sporo okazji do kontaktu ze sztuką współczesną. Przygotowano trzy odmienne wystawy. Wystawa Zbigniewa Libery to punkt obowiązkowy, „Polonia” Allana Sekuli dotyka nas bezpośrednio; trzecia, dodatek do indywidualnych osobowości świata sztuki, „Wszystkie stworzenia duże i małe” pozwala na rodzinne wycieczki, przynajmniej takie znajdziemy doniesienia. Ucieszyłam się, że temat zwierząt znalazł się w centrum, stając się głównym problem poszukiwań kuratorskich. Oczekiwałam ciekawej, przemyślanej i pobudzającej ekspozycji. Spojrzenia, które pozwoli się zastanowić nad własnym podejściem/postawą wobec innych istot. Spotkało mnie rozczarowanie.
Deborah Sengl, „Tyle możesz zrzucić”, 2009, rzeźba, dzięki uprzejmości Galerie Steinek, Wiedeń, fot. materiały prasowe Zachęty
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Fotograficzna łamigłówka
Dorota Łuczak
Allan Sekula należy do grona najczęściej wymienianych teoretyków fotografii. Zamysł formułowany w tekstach stanowi, jak podkreśla większość krytyków, punkt wyjścia dla projektów praktycznych, będących wielopłaszczyznowymi traktatami politycznymi, równolegle problematyzującymi status fotografii. Wszystkie te poziomy ujawniają się podczas bacznego oglądu wystawy Sekuli „Polonia i inne opowieści” w warszawskiej Zachęcie. Prócz tytułowego projektu „Polonia…”, przygotowanego specjalnie dla Zachęty i The Renaissance Society w Chicago, w ramach ekspozycji zostały zestawione znane już prace artysty (m. in. „Bajki o przemyśle lotniczym” z 1973 roku, „Rozważania o tryptyku” z lat 1973/1978 czy „Czekając na gaz łzawiący” z lat 1993-2000). To jednak pierwsza z wymienionych realizacji wydaje się punktem kulminacyjnym ekspozycji.
Allan Sekula, „Pocałuj mnie, jestem Polakiem”, Chicago, sierpień 2007, materiały prasowe Zachęty
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Trzy razy sam na sam
Krzysztof Jurecki
W gdańskiej Galerii Pionova w styczniu i w lutym 2010 roku odbywała się ciekawa wystawa malarzy najmłodszego pokolenia, które poszukuje swego spełnienia i być może sukcesu artystycznego. Ekspozycja stała się pretekstem do postawienia pytania o obecny status malarstwa i jego potencjalne możliwości rozwoju, a jednocześnie okazją do diagnozy jego stanu, w tym określenia, posługując się terminem Jacques’a Derridy, potencji „pharmakonu”. Wystawa Małgorzaty Malinowskiej, Marty Rynkiewicz i Pawła Matuszewskiego pokazała różne sposoby pojmowania malarstwa, które opierają się na odmiennych metodach. Jest to o tyle istotne, że polskie konkursy malarstwa, jak konkurs Gepperta w 2009 roku, programowo pozbywają się tego sposobu wypowiedzi. Nie znaczy to, że nie ma go w Polsce.
Paweł Matuszewski, „Bobki”, 2007, fot. materiały prasowe Galerii Pionova
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Orientacja na ornament
Magdalena Bińczycka
Wystawa „Islam. Orientacja. Ornament” w Muzeum Etnograficznym w Krakowie jest propozycją podróży po krainie islamskiego ornamentu. Celowo zrezygnowano z pokusy stworzenia całościowej opowieści o sztuce islamu. Koncepcja aranżacji wnętrza powstała dzięki wykreślaniu islamskich ornamentów przez jedną z kuratorek wystawy. Przestrzeń została doprowadzona do formy kwadratu, a w kwadrat zostało wpisane koło… Powstał dzięki temu trójwymiarowy ornament. Następnie przestrzeń została podzielona na sześć części, z których każda prezentuje inny typ ornamentu. W centralnej części ekspozycji znajduje się multimedialna animacja ornamentu, rzutowana na podłogę i ściany. „Chodziło o to, by oglądający znalazł się wewnątrz ornamentu”– komentuje autorka koncepcji artystycznej wystawy Anna Mokrzycka.
Po lewej: wzór ornamentu pochodzący z Dar El Makhzen (pałac sułtana Moulay Ismaila), Tanger, Maroko, XVII w. W środku: wzór ornamentu pochodzący z zespołu budynków pałacowo-świątynnych z okresu panowania Akbara z dynastii Wielkich Mogołów, Fatehpur Sikri, Indie, XVI w. Z prawej: wzór ornamentu pochodzący z Meczetu al-Salih Tala’i, Kair, Egipt, XII w. Fot. Marcin Wąsik, materiały prasowe Muzeum Etnograficznego w Krakowie
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Skratch – zadrapanie, rysa
Agnieszka Sosnowska
Projekt „Skratch”, zrealizowany przez Macieja Kuraka w warszawskiej galerii lokal_30 oraz łódzkim Manhattanie, opiera się na pomyśle zamiany miejsc, a raczej możliwie dosłownie rozumianym przeniesieniu przestrzeni – wycięciu jej i wklejeniu gdzie indziej. Podczas trwających ponad miesiąc wystaw, które odbywały się niemalże równolegle w Warszawie i Łodzi, doszło do przedefiniowania struktury pomieszczeń obu galerii. Manhattan został przeniesiony do lokalu_30 i na odwrót. Warstwa wizualna wnętrza obu pomieszczeń została z nich zdjęta niczym skóra, niemalże zdrapana (scratch), przy użyciu aparatu fotograficznego i przeniesiona po kawałku na wielkoformatowy papier, który pozwolił zachować skalę prawie 1:1.
Maciej Kurak, „Skratch”, fot. materiały prasowe galerii lokal_30
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym
Zrost
Jakub Bąk
"Zrost” jest wystawą o miłości, skrajnie romantyczną. Tytuł nie jest przypadkowy i nie jest metaforą, tworzywo nie jest przypadkowe i nie jest fetyszem. Recepcja pracy Izy Tarasewicz chyba w dużej mierze rozbija się o podporządkowanie jej organicznym materiałom, których używa – „to ta od tych jelit i tłuszczu”. Obawiam się, że bardzo mocny materiał, używany często przez artystkę, zasłania wielkiej części publiczności opowieści, jakie za jego pomocą przekazuje autorka rzeźb ukręconych z wieprzowych jelit. Jest to sztuka tak silna przy pierwszym zetknięciu, że na bardzo powierzchownym kontakcie sprawa się kończy.
Widok wystawy „Zrost” Izy Tarasewicz w BWA Zielona Góra, fot. Piotr Żyliński, materiały prasowe BWA Zielona Góra
Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

