strona główna > 
We wrześniowym „Arteonie” o autobiograficznym malarstwie Fridy Kahlo w kontekście ogromnego powodzenia, jakim cieszyła się retrospektywa tej artystki w berlińskim Martin-Gropius-Bau, pisze Dominika Sumińska. Pytania o twórczość Magdaleny Abakanowicz, których nie zadano przy okazji retrospektywnej wystawy tej artystki w Muzeum Narodowym w Krakowie, stawia Piotr Słodkowski. Film Sophie Fiennnes o Anselmie Kieferze recenzuje Renata Pernak, a z Dmitrijem Gutowem rozmawia Andriej Moskwin.W najnowszym „Arteonie” ponadto recenzja wywołującej kontrowersje prezentacji „Mógłbym żyć w Afryce”, pokazywanej w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, krótka historia Mediations Biennale w Poznaniu, w rubryce „Czytanie sztuki” analiza pracy Zofii Kulik „Light Rosa II”, a także recenzje: wystawy „Mambo Spinoza” w krakowskiej Galerii Zderzak, II Europejskiego Festiwalu Malarstwa Monumentalnego Monumental Art 2010 w Gdańsku, ekspozycji „Robotnicy opuszczają miejsca pracy” w Muzeum Sztuki w Łodzi, a także wystawy Marcina Berdyszaka w warszawskiej Galerii XX1.

Magnetyzm temperamentu
Retrospektywa Fridy Kahlo
Dominika Sumińska
Jedną z postaci, które za pomocą swojej sztuki wystawiły sobie niezniszczalny pomnik wiecznej pamięci, jest niewątpliwie Frida Kahlo, której retrospektywa zakończyła się niedawno w berlińskim Martin-Gropius-Bau, a od 1 września trwa w wiedeńskim Kunstforum. Fenomen niewyobrażalnego zainteresowania tym wydarzeniem wśród niezliczonych rzeszy odbiorców rodzi pytania: co właściwie sprawia, że obrazy Fridy Kahlo są tak odmienne, tak pociągające, co skłania całe rodziny do stania w niekończących się kolejkach, co powoduje, że sale wystawiennicze są nieustannie pełne zwiedzających, co tak nieodparcie przyciąga autokary pełne widzów z najróżniejszych grup społecznych, kultur oraz w różnym wieku?

Frida Kahlo, „Sun and life”, 1947, Private collection, Courtesy Galería Arvil, Mexico City, © Banco de México Diego Rivera & Frida Kahlo Museums Trust, México, D.F. / VBK, Wien 2010, materiały prasowe Bank Austria Kunstforum

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Pomnik
Wystawa Magdaleny Abakanowicz w MN w Krakowie
Piotr Słodkowski
Spośród twórców aktywnych po 1945 roku Magdalena Abakanowicz, na równi z Tadeuszem Kantorem i Krzysztofem Wodiczką, a w dziedzinie rzeźby – z Aliną Szapocznikow, bezsprzecznie zyskała międzynarodowy rozgłos. Autorka oryginalnych form tkackich, nomen omen zwanych abakanami, (...) stała się par excellence eksportową polską artystką. Jest jednak znamienne, że w przeciwieństwie do odbioru sztuki Kantora (działalność Cricoteki), Wodiczki (słynne eseje Rosalind Deutsche) czy Szapocznikow (monografia autorstwa Agaty Jakubowskiej) za sukcesem podwarszawskiej rzeźbiarki zasadniczo nie idzie krytyczna refleksja nad jej twórczością. Dlatego właśnie kurator wystawy Abakanowicz w Muzeum Narodowym w Krakowie miał dużą szansę, by wyjść poza zaklęty krąg zdawkowych komplementów pod adresem artystki, które – nie zostawiając miejsca na bardziej wyważoną ocenę – w istocie rzeczy banalizują jej faktyczne osiągnięcia. Co ważne, także okoliczności sprzyjały takiej rewizji, skoro ostatnie monograficzne prezentacje dorobku rzeźbiarki w Polsce odbyły się jeszcze w latach 90. XX wieku, w Zamku Ujazdowskim (1995) i w Galerii Starmach (1998), a aranżację pokazu AD 2010 przygotował Robert Rumas, znany przecież z kontestatorskich instalacji w duchu sztuki krytycznej. Mimo wszystko żadne odważne przewartościowanie nie doszło jednak do skutku.

Magdalena Abakanowicz, „Ugłowione”, 1997-1998, tkanina jutowa, żywice, kolekcja artystki, fot. Jacek Świderski (Muzeum Narodowe w Krakowie), materiały prasowe MN w Krakowie

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Narracje z ruin miasta
film Sophie Fiennes o Anselmie Kieferze
Renata Pernak
Prezentowany podczas tegorocznej edycji festiwalu Era Nowe Horyzonty film Sophie Fiennes „Wasze miasta trawą zarosną”, przedstawiający twórczość Anselma Kiefera, to pretekst do dyskusji zogniskowanych wokół rozmaitych problemów. Z jednej strony można analizować ten film z uwagi na wartości stricte audiowizualne, z drugiej natomiast – pokusić się o ocenę prezentowanej w nim figury współczesnego artysty. To, co jednak wydaje mi się najbardziej cenne, to możliwość wpisania go w szerszy, edukacyjny kontekst. Tak ustawiona płaszczyzna interpretacji wynika z kilku ważnych aspektów. Przede wszystkim film „Wasze miasta trawą zarosną” był prezentowany w Międzynarodowym Konkursie Filmów o Sztuce, gdzie zdobył wyróżnienie, a tym samym zagwarantował sobie dystrybucję w Polsce. Możliwość zobaczenia na dużym ekranie kin studyjnych dokumentu o sztuce o tak wysokim poziomie wydaje się nie lada przełomem.

Anselm Kiefer, „Warm buildings”, kadr z filmu „Wasze miasta trawą zarosną”, reżyseria Sophie Fiennes, 2010, Wielka Brytania, Francja, Holandia, fot. www.overyourcities.com

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

25 ton błota
Z Dmitrijem Gutowem rozmawia Andriej Moskwin
Andriej Moskwin: Studiując Pana twórczy dorobek na stronie www.gutov.ru – malarstwo, rysunki, grafikę, projekcje wideo, fotografie, instalacje, plakaty, performance – ma się wrażenie, że jest Pan człowiekiem renesansu. Czym jest umotywowana tak szeroka rozbieżność zainteresowań: poszukiwaniem własnego, głęboko ukrytego ja, pragnieniem jak najpełniejszego wyrażenia samego siebie? Być może jest to pewna strategia, służąca temu, by jak najlepiej dotrzeć do odbiorcy z pewną ideą?
Dmitrij Gutow: Ostatnimi czasy zajmuję się również rzeźbą. Robię w sztuce wszystko, co jest możliwe. Jednak jest to tylko jedna część mojego życia. Drugą stanowi naukowo-badawcza działalność. Mój osobisty problem tkwi w tym, że nie czuję się w sztuce fachowcem. W pewnym stopniu jestem przykładem dość rozpowszechnionego w Japonii i Chinach wzorca artysty-dyletanta, amatora. Uprawiam różnorodną działalność: zajmuję się kaligrafią, piszę wiersze, maluję krajobrazy. Jednym słowem, żyję pełnią życia. Jest to dla mnie pewien ideał, który zawsze mam w świadomości.

Dmitrij Gutow, „Szostakowicz”, 1993, instalacja, fot. dzięki uprzejmości artysty i M&J Guelman Gallery

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Egzotyczne lata 80.
„Mógłbym żyć w Afryce” w MSN w Warszawie
Xawery Stańczyk
Ryszard Woźniak wywołał mały skandal, demonstracyjnie zabierając swój obraz „Świat bez wojen” z wernisażu wystawy „Mógłbym żyć w Afryce” w Muzeum SztukiNowoczesnej w Warszawie. (...) Woźniak opublikował list otwarty, w którym uzasadnia swoje postępowanie. Argumentację artysty można sprowadzić do trzech głównych zarzutów. Wystawa została przygotowana niestarannie i zaaranżowana chaotycznie, czego świadectwem był brak opisów pokazywanych dzieł. Wystawa nie jest reprezentatywna, niesłusznie zdominowana przez prace Mirosława Bałki i pozostałych członków grupy Neue Bieriemiennost. Wystawa bezzasadnie miesza różne okresy lat 80. XX wieku, tragiczne czasy stanu wojennego przesłaniając rozprzężeniem w przededniu transformacji. Pierwszy z tych zarzutów można zbagatelizować, bo po interwencji Woźniaka pracownicy muzeum opatrzyli prace opisami. (...) Na drugi zarzut (sensowny, bo nie zobaczymy tu świadectw tak ważnych fenomenów artystyczno-społecznych, jak chociażby Pomarańczowa Alternatywa, Wspólnota Leeeżeć, Akademia Ruchu czy Łódź Kaliska) organizatorzy wystawy odpowiedzieli, że kurator ma prawo do swojej własnej, subiektywnej wizji ostatniej dekady PRL, a wizualna dominacja instalacji grupy Neue Bieriemiennost wynika po prostu z jej gabarytów. (...) Subiektywna wizja kuratora uzasadnia też to, że tematyka martyrologiczna na tej wystawie właściwie się nie pojawia – to odpowiedź na ostatni zarzut. Takie uzasadnienie nie wydaje się przekonywające. Woliński, rzecz jasna, ma prawo do subiektywnego punktu widzenia, a umiejętność skorzystania z niego się chwali. Jednakże subiektywne spojrzenie to za mało, by obronić szczególny charakter ekspozycji w tak prestiżowym miejscu, jakim ma być MSN.

Mirosław Filonik, „Honolulu Babon”, 1986, dzięki uprzejmości artysty i kolekcji J. Kiliszek, materiały prasowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Mediacje transkontynentalne
Mediations Biennale w Poznaniu
Jacek Zwierzyński
We wrześniu rozpoczyna się w Poznaniu druga edycja Mediations Biennale, największej tego typu imprezy poświęconej sztuce współczesnej w Polsce. Na całym świecie mnożą się rozmaite biennale, co jest spowodowane skutecznością promocyjną tej formuły wystawy – odbywać się co dwa lata i co dwa lata kończyć sukcesem. Niezwykłość poznańskiego wynika z dążenia do konfrontowania sztuki Europy Środkowej i Dalekiego Wschodu przy niewielkim udziale artystów z innych stron świata.

Wade Marynowsky, „The hosts; A masquerade of improvising automatons”, 2009, robotyka, światło, dźwięk, 240 x 130 cm, fot. G. Knight, materiały prasowe  Mediations Biennale

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Po co w sztuce symbole?
„Light Rosa II” Zofii Kulik
Michał Haake
Na szczególnej więzi między zmysłowym a ideą zasadza się, w moim przekonaniu, istotność fotomontażu Zofii Kulik pt. „Light Rosa II” z 2000 roku. Walor tego dzieła polega wszak również na tym, że pozwala ono rozróżnić symbolikę konwencjonalną od artystycznej. Wykorzystując obecny między innymi w sztuce chrześcijańskiej motyw rozety (symbol rozszerzającej się na wszystkie strony miłości Boga), praca ta obiera za punkt odniesienia symbolikę, która sama w sobie nie nosi jeszcze cech artystyczności. (...) Uważa się, że Kulik przywołuje w swoich pracach formy sztuki dawnej jako symbole absolutu, które są wynajdywane przez Kościół dla legitymizacji swej władzy. Oparta na tym założeniu interpretacja tradycji wizualno-symbolicznej przez artystkę ma się konkretyzować w ustaleniu określonej relacji między witrażowymi formami jej prac a przedstawionymi w ich obrębie postaciami nagiego mężczyzny.

Zofia Kulik, „Light Rosa II”, 2000, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Mambo Spinoza
Wystawa w Galerii Zderzak
Przemysław Chodań
Tego lata Kraków stał się centrum wystawienniczym trendu, jakim jest odwoływanie się do sztuki określanej manifestem André Bretona z 1924 roku. „Przekleństwa wyobraźni” w Bunkrze Sztuki pretendowały do zrewidowania czy podsumowania obserwowanego od co najmniej siedmiu lat zjawiska, prezentując nazwiska rozpoznawalne w kontekście międzynarodowym, z Kowalskim i Ziółkowskim na czele. Galeria Zderzak również postanowiła zaprezentować wystawę surreal, posługując się jednak odmienną taktyką doboru prac oraz odniesień do przeszłości. Ekspozycji nadano nazwę „Mambo Spinoza”, będącą tytułem piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów. Zderzak, jako galeria prywatna, skonstruował wystawę z dzieł swoich artystów, między innymi Moniki Chlebek, Cecylii Malik, Dawida Czycza, Ziemowita Kmiecia, Moniki Szwed.

Monika Szwed „Lekcja tańca”, fot. Magdalena Kiełkowiecz-Werner, materiały prasowe Galerii Zderzak

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Mural znaczy ścienny
Monumental Art w Gdańsku
Przemysław Jędrowski
Po raz pierwszy malarstwo monumentalne zawitało na Zaspie w 1997 roku, a od roku 2009 odbywa się w Gdańsku Europejski Festiwal Malarstwa Monumentalnego Monumental Art. Festiwal przyjął strategię budowania kolekcji i, zawłaszczając kolejne ściany, tworzy galerię monumentalnych obrazów ściennych. Do roku 2016 (do którego ma się odbywać impreza) co najmniej 24 kolejne ściany zyskają swoje murale. Tego lata na Zaspie powstały prace Juba Mönstera z Niemiec, Jacopa Ceccarelliego z Włoch, Edeltraut Rath z Niemiec i Pan Liping z Chin, Tomasza Bielaka, Ryszarda Niedzielskiego oraz Gdańskiej Szkoły Muralu. Pochodowi sztuki szlak przeciera „zamiatacz”. Jego autorem jest 61-letni artysta, Jub Mönster. Malarz sportretował na nim swojego znajomego – zamożnego prawnika, który pod krawatem i z cygarem w zębach dla relaksu zamiata swoją posesję. Na gdańskim blokowisku jednak, dla widza pozbawionego wiedzy o jej genezie, scena ta może nabierać podwójnie metaforycznego wymiaru.

Jub Mönster (Niemcy), mural, Gdańsk Zaspa, materiały prasowe II EFMM Monumental Art

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Robotnicy opuszczają miejsca pracy
Wystawa w Muzeum Sztuki w Łodzi
Przemysław Chodań
Łódzkie Muzeum Sztukidziała niezwykle prężnie. Przed wakacjami otworzono tu trzy interesujące wystawy: prezentujące twórczość Roberta Morrisa „Uwagi o rzeźbie”, inspirowaną dziełem Strzemińskiego ekspozycję „Sala Neoplastyczna. Kompozycja otwarta” oraz wystawę „Robotnicy opuszczają miejsca pracy”. Ta ostatnia przygląda się, między innymi, tematowi pracy w czasach postfordyzmu, w społeczeństwach skupionych na wymianie wartości niematerialnych.

Ali Kazma, „Casa di Moda”, 2009, dzięki uprzejmości artysty i Missoni Foundation, materiały prasowe Muzeum Sztuki w Łodzi

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Po co nam przedmioty?
Wystawy Marcina Berdyszaka w Warszawie i Popradzie
Eulalia Domanowska
Przedmioty, ale przekształcone, zasłonięte, opakowane, zakamuflowane, zestawione w nietypowe układy są narzędziem w sztuce Marcina Berdyszaka od ponad 20 lat. W latach 90. XX wieku sięgał do holenderskich martwych natur, uznanych za najwyższy artystyczny przejaw iluzyjnego realizmu, przekształcając malarskie przedstawienia w trójwymiarowe układy. W swojej sztuce porusza kwestię sztucznie prowokowanych emocji. Zajmują go kulturowe stereotypy, problem unifikacji i konsumpcji właściwych kulturze globalizacji, mechaniczne wartościowanie rzeczywistości, które można by określić jako kulturową tresurę, a wreszcie standaryzacja nie tylko zachowań, ale nawet odczuć.

Marcin Berdyszak, „Estetyka kryzysu”, obiekt, Galeria Tatrzańska Poprad, Słowacja, 2010, fot. M. Berdyszak

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Czy w Polsce potrzebne jest biennale sztuki?
Panel dyskusyjny: 14 października 2010, czwartek, godzina 15-17.30
Miejsce: Muzeum Narodowe w Warszawie, Al. Jerozolimskie 3
Organizator: „Arteon”

Biennale stało się w ciągu ostatniej dekady jednym z najbardziej powszechnych i skutecznych sposobów pokazywania sztuki na świecie. Międzynarodowe biennale to nie tylko wystawa, ale ruchoma stolica i muzeum sztuki w jednym. Węzeł w globalnym art worldzie. Czy zatem organizacja międzynarodowego biennale jest konieczna dla zaistnienia sztuki tworzonej lokalnie w ponadnarodowym kontekście? Jeśli tak, to jaki kształt powinno przyjąć polskie biennale? Czy lokalna tradycja powinna być istotnym elementem budowy międzynarodowego biennale? Jakie są jednak konsekwencje myślenia kategoriami biennale dla prezentowanej sztuki – i czy działają one na korzyść, czy wbrew tej ostatniej? Czy może należy podjąć próbę wypracowania nowej formuły prezentowania sztuki kontestującej globalne trendy?
O tym dyskutować będą członkowie redakcji „Arteonu” oraz zaproszeni goście, między innymi prof. Piotr Piotrowski, historyk sztuki, dyrektor MNW.
Zapraszamy

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym