strona główna > 

W grudniowym, ostatnim „Arteonie”: pożegnalny wstępniak redaktor naczelnej.Ponadto:Łukasz Murzyn porusza temat zarządzania polską kulturą – sferą komunikacyjną i symboliczną, wystawę „Metafizyka obecności” w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie recenzuje Joanna Winnicka-Gburek, Karolina Staszak z kolei komentuje 29. Ogólnopolski Przegląd Malarstwa Młodych „Promocje 2019” w Legnicy. Ponadto Wojciech Delikta pisze o wystawie „rzeźbiarza tkaniny” Daniela Lismore’a w poznańskim Starym Browarze, a Agnieszka Salamon-Radecka recenzuje wystawę „Jan Hrynkowski. Opowieść artysty”, odbywającą się w Muzeum Narodowym w Krakowie. W najnowszym „Arteonie” także: o retrospektywie Pierre’a Bonnarda w Wiedniu pisze Grażyna Krzechowicz, Kajetan Giziński natomiast omawia prezentację „Geo. Migracje Transgraficzne” w BWA w Kielcach. Ponadto Karolina Greś przygląda się prezentacji „Siostry prerafaelitki” w The National Portrait Gallery w Londynie, Marcin Krajewski rekomenduje malarstwo Dariusza Milczarka. Zbigniew J. Mańkowski natomiast pisze o zapachu w sztuce – o zapachu Bożego Narodzenia, A w rubryce „Zaprojektowane” Alicja Wilczak przybliża temat dizajnu kulinarnego”. W grudniowym „Arteonie” ponadto aktualia i inne stałe rubryki. 

Okładka: Tadeusz Gustaw Wiktor, „Światło dla Bożeny X”, 2019, olej na płótnie, relief, 160 × 160 cm, fot. materiały prasowe Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Z dniem 1 stycznia 2020 roku wydawanie magazynu o sztuce „Arteon” zostaje zawieszone.

Dialog, głupcy!
Zarządzanie polską kulturą
Łukasz Murzyn

Coraz wyraźniej rozbrzmiewają ostatnio głosy, mówiące o konieczności dialogu pomiędzy od zawsze skonfliktowanymi obszarami naszej kultury. Staje się jasne, że bezwzględna wojna nadwiślańskich kulturowych „plemion” nie może prowadzić do całkowitego zwycięstwa jednej ze stron bez generowania kosztów bezprawnego wykluczania z uczestnictwa w kulturze części współobywateli.
Takie bezprawne wykluczenie konserwatystów obserwowaliśmy w epoce dyktatu lewicowo-liberalnego. Takie samo bezprawne wykluczenie obywateli o poglądach lewicowych i liberalnych jest dziś – w roku 2019 – pokusą części elit konserwatywnych. Na eskalacji tak ustawionego konfliktu społecznego cierpi nieodmiennie idea kultury polskiej jako całości, co z kolei rujnuje nas jako wspólnotę. (...) Polskie elity w sposób prosty reprezentują na krajowej scenie interesy głównych graczy światowej polityki. Polski wyborca decyduje zasadniczo jedynie o tym, u czyjej klamki będziemy wisieć w kolejnej kadencji.
Jak ten ponury obraz ma się do kultury? Przełożenie jest bezpośrednie. Każda władza, niezależnie od różnych w tym względzie deklaracji, prowadzi przecież jakąś politykę kulturalną. W efekcie za rządów lewicy i liberałów dryfujemy ku autokolonialnemu uwielbieniu głównego nurtu europejskiej myśli lewicowej i liberalnemu rozluźnieniu w sferze obyczajowej. Za rządów PiS natomiast wmawiamy sobie, że kultura chrześcijańska oraz spuścizna I i II Rzeczypospolitej są jakoś szczególnie zbieżne z programem politycznym amerykańskich republikanów. Tak czy inaczej, wychodzi głupio, wychodzi źle i my na tym źle wychodzimy. W obu orientacjach podobnie, padamy ofiarą zasady „dziel i rządź”.
Co zatem powinniśmy zrobić, aby przełamać ten zniewalający schemat? 

Łukasz Murzyn, z cyklu „Adwent”, 2008, fotografia cyfrowa, dzięki uprzejmości artysty

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Homo Metaphysicus
„Metafizyka obecności...” w krakowskim Muzeum Archidiecezjalnym
Joanna Winnicka-Gburek

Wystawa „Metafizyka obecności. Inspiracje religijne w dziełach artystów krakowskich 2000-2019”, otwarta na początku listopada w Muzeum Archidiecezjalnym im. Jana Pawła II w Krakowie, jest kolejnym etapem zakrojonego na szerszą skalę projektu artystyczno-naukowego, realizowanego przez Wydział Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Nowo powstała Pracownia Badań nad Ikonosferą realizuje projekt „Rzeczywistość materii a obecność transcendencji w wybranych dziełach polskiej sztuki współczesnej”. Preludium do dzisiejszych wydarzeń była ubiegłoroczna wystawa „Obecność” w Galerii Krypta u Pijarów. W planach na najbliższe lata jest rozszerzenie projektu – najpierw ukazanie inspiracji religijnych w sztuce polskiej, później obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Przy uwzględnieniu różnic branego pod uwagę zakresu tematycznego i przestrzennego, projekt jest kontynuacją samodzielnych badań, podjętych w połowie lat 90. przez Renatę Rogozińską, zwieńczonych obszerną publikacją („W stronę Golgoty. Inspiracje pasyjne w sztuce polskiej w latach 1970-1999”, Poznań 2002). Hasło promujące wystawę może początkowo wprawiać w konsternację większość odbiorców nieposiadających wykształcenia filozoficznego. Ci zaś, którzy są filozofami, najprawdopodobniej mają krytyczny stosunek do metafizyki, a w szczególności do metafizyki obecności.

Jacek Hajnos, „In persona Christi”, 2018, akryl, 80 x 100 cm, materiały prasowe Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Kilka dobrych obrazów
Promocje 2019
Karolina Staszak

Kiedy spotkaliśmy się w ramach obrad jury 29. Ogólnopolskiego Przeglądu Malarstwa Młodych Promocje 2019, byłam świeżo po obejrzeniu doskonałego filmu „Van Gogh. U bram wieczności” Juliana Schnabla. Nie jest to film biograficzny, ale opowiadający o samej naturze tworzenia. Van Gogh, uważany powszechnie za prekursora ekspresjonizmu, ukazany w nim został jako zaprzeczenie artysty awangardowego, który stawia siebie w centrum własnej twórczości i pragnie zacząć wszystko od nowa – takim twórcą jest przeciwstawiony mu Gauguin. Dzieło Schnabla pokazuje nam dwa typy artysty, dwa ideały twórczości, które w polskiej krytyce artystycznej opisał Janusz Krupiński – ideał mocy i ideał łaski. Gauguin postuluje zerwanie z naturą i tradycją, wzywa do rewolucji. Van Gogh – wpatrzony w naturę, kochający wielkich mistrzów szybkiego malowania, wdzięczny za każdy dobry obraz, który mógł zobaczyć – także chce dać ludziom (swym braciom – jak mówi) nowe malarstwo, a nim nadzieję i pocieszenie, jednak wie, że jest pośrednikiem, nie zaś źródłem wizji.
Pośród obrazów, nad którymi dyskutowaliśmy, nie szukałam oczywiście nowego Van Gogha, ale nie mogłam pozbyć się z głowy tych dwóch ideałów twórczości, zastanawiając się, co myślą o swoim malowaniu młodzi artyści. Czym jest dla nich akt twórczy? Jakie znaczenie ma dla nich fakt, że są malarzami? Jaką mają refleksję na temat natury, tradycji, medium? Co chcieliby dać swoim odbiorcom? Jaki mają do nich stosunek? Czy za wcześnie na takie pytania? Wierzę, że nie. Wierzę, że należy je stawiać od samego początku, nawet jeśli tymczasowo frustruje brak zadowalającej odpowiedzi. 

Przemysław Garczyński (ASP Gdańsk), „Pokój czyli Niebo”, 2018, akryl na płótnie, 300 x 100 cm; Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 29. Ogólnopolskiego Przeglądu Malarstwa Młodych Promocje 2019, fot. materiały prasowe Galerii Sztuki w Legnicy

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Bądź sobą, inni są już zajęci
Daniel Lismore w Poznaniu
Wojciech Delikta

Od kiedy fundacja Art Stations Grażyny Kulczyk opuściła mury poznańskiego Starego Browaru, wystawy w tamtejszej Galerii na Dziedzińcu (kreowane przez nowych włodarzy) nabrały charakteru, z którym licuje pojęcie „pop”. Według definicji zaproponowanej w 1957 roku przez Richarda Hamiltona, pop jest „produkowany masowo, młody, dowcipny, sexy, efekciarski, olśniewający i wielkobiznesowy”. Taką właśnie naturę miały ekspozycje Davida LaChapelle’a, Zdzisława Beksińskiego czy Ryszarda Kai. Obliczone na przyciągnięcie jak najliczniejszej grupy zwiedzających oraz trafiające w gusta większości, zasłużyły na miano popularnych. Podobną strategię – bardziej marketingową aniżeli kuratorską – obrali organizatorzy aktualnej wystawy: „Jestem dziełem sztuki” Daniela Lismore’a. W browarniczej galerii zaprezentowano ubiory 35-letniego Brytyjczyka, którego amerykański „Vogue” opisał jako „najbardziej ekscentrycznego człowieka Anglii”. Już sama ekstrawagancja (codziennego – co należałoby podkreślić) stroju Lismore’a stanowi wabik na publiczność, zaciekawioną jego dziwnością. Zanętę znajdziemy także w tekście reklamowym (bo nie kuratorskim), w którym padają nazwiska znanych zagranicznych gwiazd, „uznających Daniela Lismore’a za wybitnego i intrygującego artystę”. Na domiar tego, jak magnes działać ma tytuł pokazu – niebezzasadny, jednak potraktowany przez organizatorów z nonszalancją. Tymczasem moda Lismore’a, jak i on sam, zasługują na znacznie głębszą refleksję, bowiem o ich wartości oraz znaczeniu nie przesądzają opinie gwiazd, afektowane hasła czy reklamowe przynęty.

Wystawa Daniela Lismore’a w Starym Browarze, fot. „Arteon”

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Klęska urodzaju
Jan Hrynkowski w MNK
Agnieszka Salamon-Radecka

Swego czasu, jako potencjalny widz, wyrażałam potrzebę zapoznania się z dorobkiem artystów o kluczowym dla rozwoju polskiej sztuki XX wieku znaczeniu, zaprezentowanych w postaci monograficznych wystaw. Oglądając przygotowaną w Muzeum Narodowym w Krakowie prezentację poświęconą nieco zapomnianemu w ostatnich latach, czołowemu przedstawicielowi krakowskich formistów, Janowi Hrynkowskiemu (1891-1971), powinnam więc poczuć się usatysfakcjonowana. Jednakże ta niezmiernie obfita i różnorodna ekspozycja wywołuje we mnie rodzaj konsternacji. Wystawa zatytułowana „Jan Hrynkowski. Opowieść artysty” jest bodaj pierwszą od ponad pięćdziesięciu lat monograficzną prezentacją jego spuścizny artystycznej. Poprzednia zorganizowana została w warszawskiej Zachęcie w 1966 roku, w pięćdziesięciolecie pracy twórczej Hrynkowskiego. Pokazano wówczas ponad 150 obrazów, rysunków, grafik i rzeźb jego autorstwa. Obecna, o wiele większa, poza jego dorobkiem, obejmującym prace powstałe od pierwszych lat XX wieku aż po rok 1971 (ostatnim obrazem Hrynkowskiego prezentowanym w Krakowie jest akwarelowy „Pajacyk” z 1971 roku), pokazuje także dzieła artystów jemu współczesnych oraz dokumenty i fotografie pochodzące z jego archiwum rodzinnego, w większości po raz pierwszy udostępnione przez wdowę po artyście – malarkę Bogusławę Hrynkowską, jego trzecią żonę. Jednakże to zrozumiałe ze wszech miar założenie – wielokontekstowego ukazania twórczej sylwetki Hrynkowskiego – stało się też przekleństwem tej wystawy. Jest ona po prostu zbyt obszerna. Po pewnym czasie widz jest najzwyklej w świecie zmęczony liczbą wystawionych prac, mimo że ciekawych, nierzadko też prezentowanych po raz pierwszy. Mało tego, nawet gdyby autorzy wystawy ograniczyli się do pokazania jedynie dzieł samego Hrynkowskiego, to też jest ich tak dużo, że i tak należałoby przeprowadzić selekcję – ograniczyć się do tych najistotniejszych, naprawdę kluczowych dla jego twórczych poszukiwań.

Jan Hrynkowski, „Portret żony”, 1967, własność prywatna, fot. materiały prasowe MNK

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Poeta codzienności
Retrospektywa Pierre’a Bonnarda w Wiedniu
Grażyna Krzechowicz

Dzięki współpracy trzech międzynarodowych instytucji – Tate, Ny Carlsberg Glyptoteki i Kunstforum – po raz pierwszy w Wiedniu można oglądać obszerną wystawę retrospektywną niezwykłego malarza, Pierre’a Bonnarda. 116 artefaktów, w tym obrazów, a także szkiców rysunkowych i prywatnych zdjęć z archiwum artysty, ubezpieczonych na prawie pół miliarda euro, pozwala zapoznać się z jego życiem i twórczością. Punkt ciężkości wystawy położony został na obrazy pochodzące z dojrzałego okresu, związanego z pobytami artysty, a później stałym zamieszkaniem na Lazurowym Wybrzeżu.
Urodzony pod Paryżem w 1887 roku, w rodzinie wysokiego urzędnika ministerialnego, Pierre Eugène Frédéric Bonnard miał początkowo pójść w ślady ojca, studiując prawo, które jednak szybko zamienił na studia artystyczne i życie paryskiej bohemy, odnosząc od lat 90. XIX wieku sukcesy jako współzałożyciel grupy nabistów. Guillaume Apollinaire w 1910 roku wyrażał się z najwyższym uznaniem o jego malarstwie jako „zmysłowym i pełnym prostoty życia”. Słynna Misia Godebska Edwards zamówiła u Bonnarda w tym czasie aż cztery obrazy do swego paryskiego mieszkania, a rosyjski kolekcjoner Iwan Morozow trzy panele do swojej rezydencji w Moskwie. Kubiści i surrealiści, z którymi Bonnard nie chciał mieć nic wspólnego, dystansując później nabistów, przykleili Bonnardowi etykietkę „ostatniego impresjonisty”. 

Pierre Bonnard, „Die Wanne (Das Bad)”, 1925, Öl auf Leinwand, 86 × 120,6 cm, materiały prasowe Kunstforum Wien

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Poprzez i poza
„Geo. Migracje transgraficzne” w BWA
 Kielce
Kajetan Giziński

Wystawa „Geo. Migracje transgraficzne” to już trzecia prezentacja, zrealizowana w ramach badań statutowych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Cykl zainicjowany przez artystkę Teresę Annę Ślusarek tworzy nowe konteksty dla grafiki. Wychodząc od bardzo szerokiej definicji tejże, kuratorka aranżuje skomplikowane ideowo ekspozycje, mające zgłębić tajniki tej dziedziny, włączając jednak w kolejne odsłony projektu prace sytuujące się gdzieś na peryferiach grafiki, co może budzić zastrzeżenia. Głównym założeniem tych wydarzeń, traktowanych jako badanie, jest właśnie rozszerzanie jej pola. Cel działań wytyczony przez organizatorów zawiera się w samym tytule. „Migracja”, czyli wychodzenie poza dane terytorium w poszukiwaniu lepszych warunków, oraz „trans”, również jako odmienny stan świadomości, ale przede wszystkim jako przedrostek oznaczający przez, poprzez i poza.

Krystyna Szwajkowska, „Struktury życia XLIII. Globalne ocieplenie”, 2019, druk wypukły, szablon, 100 x 70 cm, materiały prasowe BWA Kielce

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Odkrywanie przemilczanego
„Siostry prerafaelitki” w The National Portrait Gallery
Karolina Greś

Można powiedzieć, że w centrum uwagi przełomowej wystawy w The National Portrait Gallery znalazły się siostry, żony, kochanki, modelki, pomocnice prerafaelitów. Nie byłoby to stwierdzenie błędne – rzeczywiście związek z jego przedstawicielami jest czynnikiem łączącym te jakże różne kobiety, jednak głównym celem przeglądu stało się ukazanie ich jako silnych jednostek, oddziałujących na siebie wzajemnie oraz na otoczenie. (...) Narracja dotyczy dwunastu kobiet. Są to: malarki – Joanna Wells (jej prace wystawiane były m.in. w Royal Academy, zmarła w wieku 30 lat, wydając na świat trzecie dziecko), Marie Spartali Stillman, Evelyn de Morgan (reprezentowała późną fazę prerafaelicką, była pacyfistką, sufrażystką, jako córka earla naraziła się na skandal, zajmując się zawodowo sztuką, odniosła jednak sukces w The Grosvenor Gallery), Georgiana Burne-Jones, Effie Millais (była żona Ruskina), Elizabeth Siddal (również poetka, żona Rossettiego, która umarła w wieku 29 lat w wyniku przedawkowania opium), Maria Zambaco (kochanka Burne-Jonesa, który porzucił dla niej żonę; zachowała się wstrząsająca historia, kiedy po narodzinach pierwszego dziecka malarz wyrzucił swoją żonę, Gertrude, ze swojej pracowni, pozwalając jednak tam przebywać Zambaco), a także modelki – Fanny Cornforth, Christina Rossetti (poetka, siostra Dante Gabriela), Jane Morris, Annie Miller i Fanny Eaton (córka niewolnicy i najprawdopodobniej plantatora, która dzięki swojej unikalnej urodzie stała się ulubienicą malarzy). Zaprezentowane zostały ich obrazy, fotografie, rękopisy i rzeczy osobiste. Twórcom wystawy udało się utrwalić to, co mogło na zawsze popaść w niepamięć. Odkryli wizerunki kobiet, unikając ich idealizacji czy ukazania jako męczennic, a o to nie było trudno. Kuratorzy pokazali silne kobiety, tworzące, uczące się, osiągające sukcesy, ale i ponoszące porażki. Zdradzane i zdradzające, w szczęśliwych i toksycznych związkach. Rodzące dzieci, borykające się z tragedią ich śmierci. Na przekór społecznym oczekiwaniom walczące o własne istnienie.

Jane Morris at Tudor House (Mrs William Morris posed by Dante Gabriel Rossetti, 1865), John Robert Parsons, 1865, Bromide print, © The National Portrait Gallery, London

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Światłoczułość
Rekomendacje - Dariusz Milczarek
Marcin Krajewski

W malarstwie Dariusza Milczarka, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy (zarówno za pośrednictwem cyfrowych reprodukcji, jak również, nieco później, na żywo), pragnąłem widzieć przedłużenie wielowiekowej tradycji caravaggiowskiego maniera tenebrosa, nowoczesną reinterpretację barokowej sztuki światła i cienia. Moje oko, zaślepione przez wiedzę wyniesioną ze studiów i doświadczenie w pracy z obrazami, próbowało mi wmówić, że patrzę na ostre kontrasty tego, co jasne z tym, co ciemne. Długa i niezwykle inspirująca rozmowa z artystą uświadomiła mi, jak bardzo się myliłem. Dariusz Milczarek tworzy swoje obrazy w dość egzotycznej w dzisiejszych czasach technice tempery żółtkowej. Choć początkowo, jeszcze w okresie studiów, do malowania używał popularnych farb olejnych, to jednak szybko zorientował się, że nie pozwalają mu one na osiągnięcie zaplanowanych efektów malarskich. Obraz olejny wydawał mu się zbyt gładki, śliski, błyszczący, przesadnie ekspresyjny. Niepomiernie drażnił go fakt, że technika olejna pozwala na przemalowywanie obrazów, ukrycie błędów, zamaskowanie potknięć. Od zawsze uważał, że obraz należy akceptować ze wszystkimi jego mankamentami – bo tylko wtedy jest w nim prawda. W archaicznej technice tempery, którą doskonalił przez wiele lat, odnalazł wszystko to, czego szukał: charakterystyczną matowość obrazu, surowość, możliwość szybkiego malowania za pomocą kolejnych warstw i wreszcie – mozolny, mechaniczny, niemal mantryczny, benedyktyński sposób pracy, który, w dziwnie przyjemny sposób, odcina go od świata zewnętrznego i sprawia, że sam zanurza się wyłącznie w rzeczywistości powstającego dzieła.

Dariusz Milczarek, „Pomiędzy”, 2017, tempera żółtkowa na płótnie, 120 x 160 cm, dzięki uprzejmości artysty

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Zapach Bożego Narodzenia
O zapachu w sztuce
Zbigniew J. Mańkowski

Wzrok jest potentatem zwłaszcza w sztuce. Jak pachnie w niej Boże Narodzenie? Otóż, namalowane narodziny Chrystusa pachną z trudem i tylko wtedy, kiedy mamy wyobraźnię synestezyjną, czyli jeśli potrafimy temu, co narzuca się wzrokowi, przypisać jakieś jakości –w tym przypadku – zapachowe. Weźmy na początek „Boże Narodzenie” Roberta Campina (ok. 1425), na którym widnieje szopa wpisana w dość realistycznie ukazany krajobraz z wyraźnymi cechami charakterystycznymi dla średniowiecznego miasta, z zamkiem w tle oraz okazałymi wieżami bramnymi strzegącymi przedzamcza. Raczej nie ma tu wiele okazji do wąchania, ale może pachną porastające okolicę liczne drzewa? Czy spójrzmy – bo znowu nie powąchajmy – na Sandra Botticellego „Pokłon Trzech Króli” (ok. 1485-1486). Tu z kolei – wbrew przekazom – nie tylko nie ma lichej stajenki i ubóstwa, jest natomiast wizualny splendor elementów klasycznych ruin i soczystej zieleni południowego krajobrazu. A wobec tego byłoby i co wąchać! Ale jest przede wszystkim co oglądać: teatr narodzin przyszłego Króla świata nosi jednak znamiona wizualnego bogactwa północnych Włoch. Czy wreszcie zwróćmy uwagę na „Pokłon pasterzy” Giorgiona (1505–1510). Tu wielki malarz daje wyraz apokryficznej wiedzy, jakoby dziecię-Bóg narodziło się w jaskini i, jak to u tego tajemniczego mistrza, wydarzeniu towarzyszy bogactwo stającej się i zapewne pachnącej natury – czuję intensywną woń wody i wyrazisty aromat krzewu laurowego.
Jak pachniała owa silnie narzucająca się europejskiej wyobraźni stajenka, w której urodził się Chrystus? Musiała mieć swój zapach! Zapach wyrazisty i silny zarazem – wszak była miejscem schronienia wspólnym dla ludzi i zwierząt. Na pewno nie według naszych europejskich wyobrażeń – także tych mocno utrwalonych w ikonografii.

Gorgione, „Pokłon pasterzy”, 1500-1510, olej na desce, 91 x 111 cm, National Gallery of Art, Washington, źródło: internet

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Biżuteria stołu
Dizajn kulinarny
Alicja Wilczak

Sztuka związana ze spożywaniem posiłków, prezentacją i podawaniem potraw oraz dekoracją stołu jest domeną wielu sfer rzemiosła, projektowania, wzornictwa i obyczaju. L'art de la table to zarówno zastawa stołu, jak i sposoby serwowania jedzenia, wyznaczane przez kulturowe kody. Biżuteria to z kolei ozdoby ciała kojarzące się z rzemiosłami związanymi z obróbką metali i z jubilerstwem. Ale twórcy zajmujący się biżuterią artystyczną mają w swoim dorobku także realizacje zastawy stołowej lub projekty z motywami odnoszącymi się do kulinariów.
Jedna z najważniejszych prezentacji współczesnej sztuki złotniczej o tej tematyce została zrealizowana w 1996 roku w Galerii Sztuki w Legnicy na wystawie „Srebra stołowe i nie tylko...”. Głównym założeniem tej wystawy było ukierunkowanie na unikatowe obiekty wykonane w dowolnej technice, zarówno przedmioty korpusowe, jak i biżuteryjne. Podstawowym materiałem miało być srebro, co wynikało z tradycji Legnickich Przeglądów Srebra. Obiekty, które zaprezentowano na tej wystawie, w wielu przypadkach zyskały miano dzieł ikonicznych, które stanowią klasykę współczesnej sztuki złotniczej. Stało się tak dlatego, że temat został przez twórców zinterpretowany niezwykle kreatywnie. Świadczą o tym pokazane na tej wystawie prace m.in. Andrzeja Mrozińskiego, Agnieszki Bruzdy, Giedymina Jabłońskiego, Jacka Barona, Jacka Byczewskiego, Sławomira Fijałkowskiego, Marcina Gronkowskiego, Kamilli Rohn, Lucyny i Marka Nieniewskich czy Mariusza Pajączkowskiego.

Marcin Gronkowski, broszka, Kolekcja Współczesnej Polskiej Sztuki Złotniczej Marii Magdaleny Kwiatkiewicz

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym