strona główna > forum krytyków

W ramach tematu sierpniowego „Arteonu” – „wyobraźnia / wizja / film” – twórczość filmową Wojciecha Jerzego Hasa, w kontekście wystawy na festiwalu Era Nowe Horyzonty, analizuje Filip Lipiński, „Zagubioną autostradę” Davida Lyncha interpretuje Piotr Bernatowicz, a filmom Jean-Luca Godarda przygląda się Kamil Lipiński. W najnowszym „Arteonie” także recenzja Filipa Lipińskiego z wystawy „Dreamlands” w paryskim Centrum Pompidou, relacja Mata Marii Bieczyńskiego z prezentacji sztuki afrykańskiej w Berlinie, a także prezentacja filmów Teresy Tyszkiewicz autorstwa Agnieszki Kwiecień. W sierpniowym „Arteonie” ponadto akcję Betleja „Płonie stodoła” analizuje Mikołaj Iwański, o to, czy Marek Wasilewski, kręcąc w Łodzi swoją filmową etiudę, obraził uczucia religijne, pytają Anna Demenko i Jakub Dąbrowski, wystawę Andrzeja Wasilewskiego w łódzkiej Zonie Sztuki Aktualnej recenzuje Anna Nawrot, a prezentacji fotografii w Galerii Klimy Bocheńskiej przygląda się Zofia Jabłonowska-Ratajska.

zaproszenie na wystawę, która się nie odbędzie

05.04.09 / Piotr Bernatowicz / CENZURA W SAMYM CENTRUM SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ

Czyżby w Polsce cenzura wystaw stała się ponurą normą?

 

Świeża jest sprawa ocenzurowania wystawy Aliny Żemojdzin w gdańskiej Galerii „Łaźnia”, a już dowiadujemy się o nowym przypadku cenzury – tym razem w największej i najbardziej renomowanej polskiej, publicznej galerii: CSW Zamek Ujazdowski.

 

Dziś otrzymałem list podpisany przez Rafała Jakubowicza i Ewę Mikinę informujący o bezprecedensowym akcie cenzury, którego dopuścił się dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, Wojciech Krukowski. 

 

W czwartek 09.04 w Galerii Wejście w CSW Zamek Ujazdowski miała odbyć się wystawa Rafała Jakubowicza pt.: „Miejsce”. Jej tematem miał być problem funkcjonowania współczesnych instytucji artystycznych jako archiwum sztuki. Projekt odnosił się wprost do praktyki jednej z najstarszych i najbardziej znanych na świecie polskich galerii związanych z neo-awangardą: Galerii Foksal.

 

Głównym elementem wystawy miała być powiększona do gigantycznych rozmiarów forma skrzynki, używanej w  Galerii Foksal do archiwizowania danych i materiałów dotyczących poszczególnych artystów związanych z tą galerią. Taką skrzynkę posiada w Galerii Foksal także Rafał Jakubowicz, który był związany z tą instytucją. Pierwotnie projekt został zaproponowany do realizacji w Galerii Foksal. Nie został on jednak przyjęty przez ówczesnego dyrektora Galerii, Jaromira Jedlińskiego, który zarzucił projektowi m.in. „mainstreamowość”.

 

Zainteresował on jednak kuratorkę, Ewę Mikinę, która zaproponowała realizację projektu w CSW Zamek Ujazdowski. Projekt został zaakceptowany przez dyrektora CSW, Wojciecha Krukowskiego w 2008 roku. Na realizację wystawy został przyznany stosowny budżet.

 

Na tydzień przed otwarciem wystawy, gdy artysta przyjechał do Warszawy, aby rozpocząć pracę nad sfinalizowaniem projektu, Wojciech Krukowski zdecydował o wstrzymaniu wystawy. Powodem był pół-stronicowy list byłego dyrektora Galerii Foksal, Wiesława Borowskiego, w którym oznajmił on swój sprzeciw wobec – jak to określił - „próby wykorzystywania ideowej i fizycznej postaci Archiwum Galerii Foksal lub jego elementów do samodzielnych, „autorskich” prezentacji publicznych”. Jego zdaniem jest to naruszenie praw autorskich do „pudeł z drewna i plexi do przechowywania archiwaliów Galerii Foksal”, które ( prawa) posiadają Wiesław Borowski i Krzysztof Wodiczko.

Dyrektor Wojciech Krukowski podczas spotkania z artystą, Rafałem Jakubowiczem i kuratorką, Ewą Mikiną, oznajmił swoją decyzję o wstrzymaniu ekspozycji.

Jak pisze Rafał Jakubowicz w otwartym liście skierowanym do naszej redakcji (link do listu znajduje się na końcu tekstu):

 

„Kwestia prawa autorskiego została w tym przypadku wykorzystana jako wygodne narzędzie uzasadniające prewencyjną cenzurę. Dziwię się, że Wojciech Krukowski zareagował na list Wiesława Borowskiego odwołaniem czyli ocenzurowaniem wystawy. Powinien on raczej przekazać ów list nam, tzn. artyście oraz kuratorce, byśmy mogli odeprzeć stawiane w nim zarzuty (jakkolwiek nie było w zasadzie czego „odpierać”).”

 

Dyrektor nie przedstawił swej decyzji na piśmie. Został o to poproszony oficjalnym dokumentem skierowanym przez artystę i kuratorkę.

 

Czekając na pismo wyjaśniające tę decyzję, warto pokusić na gorąco o kilka pytań.

 

Dlaczego Wiesław Borowski i Jaromir Jedliński nie chcą dopuścić do prezentacji projektu podejmującego krytyczną analizę działalności publicznej galerii?

 

Dlaczego argument o naruszenie praw autorskich nie został przywołany w uzasadnieniu odmowy wystawy przez Jaromira Jedlińskiego?

 

Czy wywierając nacisk na dyrektora niezależnej instytucji nie działają oni podobnie do szefów komercyjnych korporacji, które także czasem próbują nie dopuścić do publicznej dyskusji na temat swej działalności, choć przecież ani Wiesław Borowski, ani Jaromir Jedliński nie są oficjalnie związani z Galerią Foksal (jej dyrektorką jest Katarzyna Krysiak), a ponadto Galeria Foksal jest instytucją publiczną?

 

Dlaczego Wojciech Krukowski podjął decyzję o wstrzymaniu wystawy na skutek listu byłego dyrektora Galerii Foksal, nie popartego żadnymi przekonującymi prawnymi ekspertyzami dotyczącymi rzekomego naruszenia praw autorskich?

 

Dlaczego dyrektor CSW, Wojciech Krukowski ugiął się pod naciskiem prywatnej osoby stawiając tym samym niezależność swej instytucji pod znakiem zapytania?

 

Dlaczego wycofał się ze swojej wcześniejszej decyzji i nie podjął próby obrony koncepcji wystawy, ani nie dał takiej szansy kuratorce i artyście?

 

 

Na koniec pojawia się pytanie najbardziej zatrważające – czy cenzura przestaje już być piętnowanym zachowaniem, ale staje się stałą, dopuszczalną praktyką w polskiej sztuce?

 

 

 

Pełna treść listu Rafała Jakubowicz a i Ewy Mikiny (wraz załącznikami) jest dostępna pod adresem:

http://www.mediafire.com/?b9nfxnvd27j

 

 

Poniżej pismo Dyrektora CSW Zamek Ujazdowski, Wojciecha Krukowskiego tłumaczący odwołanie wystawy:

 

Warszawa, dn. 6 kwietnia 2009

 

 

Pan

Rafał Jakubowicz

 

Pani

Ewa Mikina

 

 re: Projekt Miejsce dla Galerii Wejście w CSW

 

 

Jestem również artystą i autorem; racje autorskie i moralne zawsze będą miały dla mnie znaczenie przesądzające.

Zadałem Rafałowi Jakubowiczowi, w trakcie pierwszej rozmowy na temat Projektu Miejsce pytanie: czy Foksal nie ma zastrzeżeń do takiej formy użycia jego „relikwii” – oczywiście, mówiąc „Foksal” miałem na myśli przyzwolenie autorów, tzn. Wiesława Borowskiego i Krzysztofa Wodiczki. Uzyskałem od R. Jakubowicza odpowiedź twierdzącą.

Na dzień przed planowanym przystąpieniem do realizacji Projektu Miejsce otrzymałem oświadczenie Wiesława Borowskiego prezentujące przeciwne racje autorów znaku tradycji Foksalu.

W związku z powyższym, przekazując kopię oświadczenia W. Borowskiego  Rafałowi Jakubowiczowi i Ewie Mikinie zawiesiłem moją deklarację realizacji Projektu Miejsce w planowanym terminie zapewniając, że w przypadku uzyskania zgody autorów ( deklarowałem również w tej sprawie mediacje)  realizację projektu w CSW potwierdzę.

 

Wojciech Krukowski

 

Dyrektor CSW Zamek Ujazdowski

 

 

PS.

 

Wobec konfrontacji dwóch stanowisk autorskich nie mam wątpliwości: przewagę moralną mają autorzy projektu macierzystego, którym przysługuje argument straty, trudnej do wymierzenia w skali przyjętych formuł prawnych, lub pożądanych korzyści artystów podejmujących próbę reinterpretacji znaku wyjściowego. Sądzę , że w przypadku działań angażujących motywy pewnych pierwowzorów emblematycznych, również takich jak np. niebieski pasek E. Krasińskiego, czy istotne cechy „obrazów liczonych” R. Opałki mogłyby wystąpić podobne kontrowersje. „Foksal” i wypracowane w ciągu dziesięcioleci jego dobra autorskie stanowią niekwestionowany znak pozycji Polski na artystycznej mapie świata – i nadwrażliwość jego twórców wydaje mi się zrozumiała.

 

 

W.K.

 

 

 

I odpowiedź artysty i kuratorki:

 

 

 

Rafał Jakubowicz

Ewa Mikina

 

Szanowny Pan

Wojciech Krukowski

Dyrektor CSW Zamek Ujazdowski

Warszawa

 

 

Projekt wystawy „Miejsce” zaakceptował Pan w połowie zeszłego roku. Mówiąc wprost, ugiął się Pan po liście Wiesława Borowskiego, na dziewięć dni przed otwarciem wystawy, w dniu rozpoczęcia montażu.

 

W przypadku cenzury prewencyjnej, z którą mamy tu do czynienia, możemy zaobserwować pewien powtarzający się schemat, to znaczy rzekome „oszustwo artysty” i „brak wiedzy dyrektora”. To już – można powiedzieć – nasza polska tradycja.

 

Przedstawiając Panu projekt, nie mogliśmy przecież wiedzieć, co też miał Pan na myśli pytając o zgodę Galerii Foksal (to znaczy: opinię Borowskiego i Wodiczki). Jak Panu doskonale wiadomo, kierowniczką Galerii Foksal jest obecnie Katarzyna Krysiak, nie zaś Wiesław Borowski czy Krzysztof Wodiczko i ona (wraz z Lechem Stangretem), odpowiada za Galerię oraz Archiwum. Katarzyna Krysiak wiedziała o projekcie (prosimy o powrót do naszego tekstu „macierzystego”). Na pierwszym spotkaniu pokazaliśmy Panu wypożyczoną (a nie potajemnie wykradzioną) z Galerii Foksal skrzynkę, będącą pierwowzorem projektu.

 

Podkreślamy raz jeszcze: obecnie kierowniczką Galerii Foksal jest Katarzyna Krysiak nie zaś Wiesław Borowski, Jaromir Jedliński czy Milada Ślizińska. Chyba już najwyższy czas przyjąć to do wiadomości, pozwalając jej podejmować samodzielne, niezależne decyzje dotyczące Galerii oraz Archiwum.

 

Paradoksem jest, że zgoda na realizację projektu ze strony Galerii Foksal nie jest – z prawnego punktu widzenia – w tym przypadku w ogóle potrzebna.

 

Jako artysta, na co powołuje się Pan na wstępie listu, powinien Pan najlepiej rozumieć kwestie dialogu w sztuce. Podążając tym tropem moglibyśmy zapytać, czy realizując wraz z Akademią Ruchu akcję „Autobus” (1975), uzyskaliście pozwolenie spadkobierców Bronisława Wojciecha Linke, do którego obrazu akcja pośrednio nawiązywała?

 

Poza tym, że jest Pan artystą i dyrektorem, jest Pan również obywatelem, w związku z czym obowiązują Pana podstawowe zasady życia obywatelskiego. Powołuje się Pan na „przewagę moralną autorów projektu macierzystego” my zaś – mówiąc górnolotnie – na prawa konstytucyjne. W tej sytuacji mamy pewną przewagę.

 

Najsmutniejszy jest proces, w którym Żywe Archiwum staje się Martwym Archiwum.

 

Z poważaniem

Rafał Jakubowicz

Ewa Mikina

 

ps

Na marginesie wspomina Pan o niebieskim pasku Edwarda Krasińskiego. Tak się składa, że Karol Radziszewski zrealizował projekt, w którym zamienił niebieski pasek Krasińskiego na taki sam, tyle że różowy (2007), jak domniemamy, bez zgody spadkobierców zmarłego artysty. Nie wydaje nam się, by ucierpiał na tym dorobek Krasińskiego.

 

Komentarze:
showgeszeft
buuahahaha godne pożałowania
legion
Lektura całości korespondencji niezwykle pouczająca. Sporo mówi o środowisku i nie wyłania się z tego obraz krzepiący. Ani zdrowy.
gość niedzielny
nie ma czym się podniecać...-klasyczne ,,W damskiej ubikacji ktoś napisał "głupi kaowiec" ,,

-a wystarczyło wysłać Pana Jakubowicza na stypendium do Genewy ,powiedzieć,że był Prima Aprilis i to taki Happening...
->ale w tym kraju ludziom brakuje kreatywności i finezji w rozwiązywaniu problemów....
Towarzysz Winnicki
andrzej biernacki
1.Interesująca jest wysokość przyznanego budżetu "na realizację wystawy". Proszę Podać Pułap, Panie Piotrze?
2.Cenzurą jest jedno- dwuosobowe odwołanie wystawy, a -oczywiście-już cenzurą nie było jednoosobowe dopuszczenie wybranego, młodego jegomościa, spośród setek innych, do dotowanej wystawy w dotowanej, największej w kraju instytucji?
3. Jaki jest status dyrektora publicznej instytucji artystycznej, bo chyba jeszcze nie właścicielski?
4. Interesujący jest także popularny ostatnio chwyt artystyczny pn "elephantiasis". Powiększenia wiszące już w ZUJ-u, czyli tekturowe BUD(n)Y Budnego (mniej więcej tak interesujące jak cembrowina z solą za 80 tys. Bałki tamże) dobrze zgrałałaby się z powiększeniem foksalowego pudła Jakubowicza, gdyby zawisło. Ot, jeszcze niedawno na tapecie były powielenia (byle fotka x 500 - "Od Syberii ..."), teraz powiększenia (byle pudełko x 500). No i, rzecz jasna, tasiemcowe uzasadnienia, mistrzyni uzasadnień Mikiny.
piotr.b
Panie Andrzeju, nie znam wysokości przyznanego na wystawę Jakubowicza budżetu. Myślę jednak, że są to dane jawne, więc na pewno osoba odpowiedzialna za realizację wystaw w CSW udzieli Panu takich informacji.

Akurat wysokość kwoty przyznanej na realizację, ale też jakość pracy (choć moim zdaniem jest to ciekawy projekt) jest w tym momencie najmniej istotna.

Istotny jest sam fakt ocenzurowania wystawy oraz mechanizm jaki za tym wszystkim stoi.

Możemy spierać się o jakość programu CSW Zamek Ujazdowski. Możemy mieć różne zdania co do rodzaju sztuki tam pokazywanej, ale fakt cenzury to zupełnie inna sprawa.

To rodzaj kneblowania ust, ucięcie dyskusji, coś bliskiego przemocy fizycznej.

Zapewniam Pana, że gdyby coś podobnego przydarzyło się artyście, którego twórczość uważam za mniej interesującą, uznałbym to za tak samo skandaliczne wydarzenie.
kupajeza
Pan Krukowski niech ocenzuruje jeszcze kibel Duchampa
kupajeza
PS to tak do poczytania jesli pan Krukowski sie nie orientuje co zrobil http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_autorskie
andrzej biernacki
Jakoś przestały mi wchodzić dłuższe komentarze. Który z redaktorów zowie się Krukowski?
GB
Do Ewy Mikiny i Rafała Jakubowicza.
Ewo i Rafale,
Skoro na decyzję o odwołaniu wystawy „Miejsce” w CSW decydujący wpływ miał list wyrażający stanowisko Wiesława Borowskiego, to spotkajcie się z byłym dyrektorem galerii Foksal, nawet jeśli jest dziś - jak napisała Ewa - „osobą prywatną” (swoja drogą tak był określany kiedyś L. Wałęsa, więc to określenie ma swój cień). Z osobą prywatną nawet może być łatwiej rozmawiać, niż osobą-instytucją. Sprawa jest warta podjęcia negocjacji, wyjaśnień - ogólnie - rozmowy. To będzie także część projektu „Miejsce”, w końcu sztuka to nie tylko obiekty, pudła, anektowane przestrzenie, ale także negocjowanie idei i realizacji. Sądzę, że nie warto już teraz rezygnować, nawet jeśli szanse na porozumienie są małe. Kto wie, czy właśnie tego typu niepewne negocjacje nie są najbardziej potrzebne. Osobiście bardzo bym chciał mieć możliwość znaleźć się na chwilę wewnątrz skrzynki dokumentacyjnej Rafała Jakubowicza i zobaczyć, co widać w jej wnętrzu i co widać z takiego wnętrza.
Grzegorz Borkowski
projekt CSW
Do Grzegorza Borkowskiego:
Drogi Grzegorzu,

Jak już napisaliśmy, nie jest to temat do negocjacji.
Tam, gdzie łamie się zasady, nie ma rozmów.
Bardzo dziękujemy za uwagę i komentarz.
Pozdrawiamy
Rafał Jakubowicz, Ewa Mikina
showgeszeft
Pan Grzegrz ma trochę racji ,ale RJakubowicz to nie jest w końcu wczesny student Aspe i troche szacunku mu się należy choćby zewzględu na dorobek a nie dopraszania u Osoby prywatnej..zresztą na co tu zgoda potrzebna ?trzeba zrobić ten pomysł gdzie indziej,napewno będą chętni na to.a co do tego ma J Jedlinski tego zupełnie nie rozumiem
piotr.b
tak na marginesie: ciekawe jest to, że w liście Pana Wiesława Borowskiego nie pojawia się w ogóle nazwisko artysty, ani kuratorki, ani tytuł projektu. Jest tylko mowa o „autorskich” prezentacjach publicznych...

Albo Borowski celowo nie używa nazwisk i tytułu - wtedy trzeba to odbierać jako świadome lekceważenie artysty i kuratorki,
albo nie wie dokładnie o co chodzi i działa na oślep, coś dzwoni ale nie wiadomo w jakim kościele, to też niezbyt dobrze świadczy o jego stosunku do artysty i sztuki...
showgeszeft
a ile Pan Borowski ma lat?
nie rozumiał działań (pseudoawangarda z ramienia Robakwskiego i Świdzińskiego )A.Wiśniewskiego i A.Partuma to może i Jakubowicz to dla niego za wysokie progi ??

z drugiej strony pokazywał go w Foxal więc to ze strony FGalerii jakieś zupełne dno ..
muza
ja myślę że lepszym "miejscem" na zrobienie tej wystawy jest galeria muzalewska w poznaniu - tam przecież wystawiali foksalowi artysci za czasów dyrektora Jedlińskiego a stamtad już do prywatnych kolekcji :)
andrzej biernacki
Seuchersperrbebiet tu widzę, jako żywo: rozróżnia się osoby prywatne i osoby instytucje jak w jakiejś -za przeproszeniem- komunie: mniejsza o potencjał, ważne miejsce zatrudnienia (jak dawniej legitymacja). Arbeitsdisziplin?
Swoją drogą, w Poznaniu też RJ cenzurowali?
andrzej biernacki
seuchensperrgebiet - ma się rozumieć
piotr.b
Czy to jednak nie za czasów komuny dyrektor danej instytucji miał czasem o wiele mniejsze możliwiości decyzyjne (w sprawie własnej instytucji) niż osoby z tzw. "potencjałem"?

Chyba sieć takich nieformalnych powiązań, które wpływają na podejmowanie dycyzji była rdzeniem minionego systemu? Czyż nie?
andrzej biernacki
Nie przesadzałbym z tą autonomią dyrektorów instytucji dotowanych. Jeśli np. P. Krukowski chce decydować autonomicznie, niech (to oczywiście banał) zaryzykuje i dołączy do śmiałków zakładających prywatne instytucje wystawiennicze(to dość droga impreza), wywiesi szyld Galeria Krukowskiego (to też jakiś wydatek), słowem niech sam ponosi koszty własnych decyzji. Niech wtedy kupuje cembrowiny po 80 tauzenów i ustawia na placu po horyzont, skoro to takie chodliwe w świecie (jak się utrzymuje), to przecież jeszcze zarobi.
Ale dość uśmieszków. Sytuacja z Jakubowiczem, Żemojdzin, Cattellanem itp., jest prostą konsekwencją komuszego (choć obecnego i w zachodnim kapitaliżmie) z gruntu faryzejskiego funkcjonowania na tym samym rynku (nie wiedzieć czemu zwanym wolnym) instytucji z kasą płaconą z góry i instytucji na siebie zarabiających działalnością. Dualizm ten dotyczy nie tylko instytucji ale i samych artystów. Przykład: Dlaczego Rafał Jakubowicz (nie wczesny student aspe ale i nie starzec), chcąc pokazać swe prokreacje ma mieć zaklepaną z góry kasę, a urządzenie wystawy innemu artyście(docenionemu wszelkiej maści nagrodami), kosztuje 40 tys. zł?(miesięczny koszt samego lokalu w Krakowie)
piotr.b
Przepraszam, ale chyba mija się Pan z problemem tutaj poruszanym.

Mój tekst nie dotyczył tego, że dyrektor Krukowski nie chce zrobić wystawy Rafała Jakubowicza. Miałby do tego prawo. Pan ma prawo zgłosić wystawę do CSW w takim sam sposób, jak zrobił to Jakubowicz. Trzeba napisać scenariusz, pojechać do Warszawy (więc jakieś koszty trzeba ponieść) i zanieść go do CSW i poprosić o odpowiedź.

Tu problem jest taki, że wystawa została zatwierdzona, a potem odwołana, bo komuś spoza CSW się nie podobała. To tak jakby wpływowy polityk wysłał pismo do TVP i dyrektor TVP zatrzymał emisję jakiegoś programu.

Natomiat o finansowaniu instytucji publicznych i ich programie możemy podyskutować innym razem.
piotr.b
Ciekawy i znaczący wydaje mi się komentarz Indeksu 73 (www.indeks73.pl) do całej sprawy:

"Z perspektywy rocznej działalności Indeksu 73, inicjatywy na rzecz poszerzania dyskursu o wolności w sztuce, wręcz niewiarygodna wydaje się decyzja dyrektora Wojciecha Krukowskiego o odwołaniu wystawy, czyli blokowaniu dyskusji na temat niezwykle istotnych zagadnień sztuki współczesnej w Polsce.
Odwołanie wystawy "Miejsce" to naruszenie art. 73 Konstytucji RP, gwarantującego wolność twórczości artystycznej oraz wolność korzystania z dóbr kultury. Art. 73 zapewnia niezbywalne prawo do reinterpretowania dzieł sztuki, negocjowania mitów i symboli, prezentowania własnych opinii, wizji i racji"
więcej na stronie indeksu (www.indeks73.pl)
andrzej biernacki
To, zapewne, jakiś mój intelektualny feler, ale poruszany temat jest dla mnie mniej zajmujący wprost, a niezwykle ciekawy "naokoło". Np. wisi mi knebel nałożony na Jakubowicza w kontekście faktu, że programy CSW, Zachęty, Wozowni Łaźni,ms, dawno już założyły knebel na cały segment polskiej sztuki np. tej tworzonej bez scenariuszy, co z kolei wisiało i wisi innym.
Nie za bardzo też chce mi się wierzyć, że jakimś innym, mitycznym razem podyskutujemy o finansowaniu instytucji publicznych, skoro nie udało się przez ostatnie kilka lat tego total niekonstytucyjnego bezhołowia.
legion
A dla mnie cała ta, w sumie zabawna, sytuacja jest pewną diagnozą stanu naszego artświatka - czas rewolucji i swobodnego dyskursu/fermentu już minął, ustalił się i okrzepł pewien układ sił i relacji, wiadomo kto gdzie stoi i kogo po prostu nie wypada krytykować.
Przy czym koncepcja Jakubowicza nawet nie była krytyką, raczej "rozmową o", ale ktoś najwyraźniej stwierdził, że może to o krytykę się otrzeć.
Jakub Dąbrowski
Od strony prawnoautorskiej sprawa jak zwykle nie jest oczywista, choć racja wydaje się być po stronie Rafała, ale ta foksalowa arystokratyczno-gerontokratyczna mieszanka wywołuje uczucie - delikatnie mówiąc - zażenowania. Nawet Krukowski pisze o „nadwrażliwości” twórców Foksalu, którą on „rozumie”. Ozn. to, że w przypadku innych artystów ich prawa autorskie są dla niego mniej wartościowe, Foksal ma taką specjalną kategorię „autorskichprawsuperzastrzeżonych”. Co za bzdura...
andrzej biernacki
za parawanem cenzury schowała się tu sprawa jakości samego projektu Jakubowicza. Wprawdzie widziałem tylko odręczny rysunek w indeksie i zdanie intencji autorskich, ale zastanawiam się jakie uzasadnienia musi mieć w rękawie Mikina, żeby obronić jakieś powiększenie jakiejś skrzynki z jakiejś (jak się okazuje wrogiej)galerii.
Jakub Dąbrowski
Czyli co - znów bawimy się w awangardę i pseudoawangardę? Nie sądzę, za parawanem schowały się zupełnie inne kwestie, o których można przeczytać w materiałach w Indeksie 73 (załącznik nr 5)
andrzej biernacki
Kilka pytań:
1. Po co Jakubowicz idzie z projektem do publicznej instytucji, jeśli w niedawnej przeszłosci ocenzurowano mu Arbeitdisziplin w innej instytucji publicznej? (Ja wiem po co, ale nie powiem, bo z kolei Piotr Bernatowicz powie, że mijam się z tematem
2. Co w ogóle robi ta neomedialna awangarda w instytucjach publicznych, żeby nie powiedzieć reżymowych? (Mam nadzieję, że nie szuka cenzury)
3. Czy odnotował kto (w tym indeks 73) jakiś przypadek cenzury w galerii prywatnej? (Bo ja widzę, że neocenzura dokładnie tak jak neostrajki najlepsze podglebie mają w sektorze publicznym)
4. Czy ktoś zauważy wreszcie otwarcie(bo prywatnie każdy widzi), że ci sami, co najgłośniej krzyczą o wolności wypowiedzi twórczej, pierwsi zniewoliliby wszelką krytykę owoców tej wolności?
4. Czy ktoś widzi, że cenzura dotyczy tych, którzy po galeriach nie uprawiają twórczości plastycznej tylko polityczną. A na cenzurę polityczną opozycji np sejmowej nikt się jakoś (i słusznie) nie oburza
5. I jeszcze jedno pytanie, dla większości, zapewne, "od czapy": Ciekawym (zupełnie prywatnie) za kogo mieli lub mają absolwenci po ASPe: np Jakubowicz czy Żmijewski, pospołu z kuratorami typu Mikina taką -sorry- np. Boznańską (Ja podejrzewam, więc powiem: za frajerkę, zupełnie bez znaczenia, robiącą nad kominek wazoniki z kwiatkami na tekturkach!)
egon
„4. Czy ktoś zauważy wreszcie otwarcie(bo prywatnie każdy widzi), że ci sami, co najgłośniej krzyczą o wolności wypowiedzi twórczej, pierwsi zniewoliliby wszelką krytykę owoców tej wolności?”

„wręcz niewiarygodna wydaje się decyzja dyrektora Wojciecha Krukowskiego o odwołaniu wystawy, czyli blokowaniu dyskusji na temat niezwykle istotnych zagadnień sztuki współczesnej w Polsce.
Odwołanie wystawy "Miejsce" to naruszenie art. 73 Konstytucji RP, gwarantującego wolność twórczości artystycznej oraz wolność korzystania z dóbr kultury. Art. 73 zapewnia niezbywalne prawo do reinterpretowania dzieł sztuki, negocjowania mitów i symboli, prezentowania własnych opinii, wizji i racji”

Odwołanie wystawy to dobry pretekst do dyskusji np. o cenzurze, która pewnemu środowisku jest oczywiście na rękę. Dla mnie jest to raczej wykorzystanie sytuacji i obrócenia jej dla siebie na plus.
Ale dziś nie da się już zaaplikować takiej wersji bez wyraźnego cynizmu i obłudy. Jak można uwierzyć krzyczącym o wolność w sztuce głosom, które bronią swej twierdzy jak głodne lwy przed wpuszczeniem niewygodnego fermentu? Powrócę tu do tak niewygodnego zjawiska jakim jest The Krasnals. Indeks 73 mówi o blokowaniu dyskusji na temat niezwykle istotnych zagadnień sztuki współczesnej w Polsce, ale czy ci, których reprezentuje, nie są jedną z największych blokad tej dyskusji? Walczą jedynie o prawa dla swojej drużyny, mając gdzieś tak naprawdę dialog z innymi.
Nawoływanie o „negocjowanie mitów i symboli, prezentowanie własnych opinii, wizji i racji” jest w istocie cyniczne i fałszywe. A zmowa milczenia jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi cenzury, do tego zachodzi legalnie, bezkarnie, jak gdyby nigdy nic. „Środowisko” walczy o wolność wypowiedzi dla jednego małego modułu, podczas gdy odwraca się plecami od innych konstrukcji.


Jak się pan panie Bernatowicz odniesie do tego, że The Krasnals skrytykowali Basię Bańdę, której Arteon właśnie przyznał nagrodę? Jest to dość ciekawa i dwuznaczna sytuacja, gdyż jest to grupa, którą pan dość mocno promował jeszcze niedawno na swoim forum. Mówił pan też wówczas o prewencyjnej cenzurze. Jakie zdanie i stanowisko ma pan w chwili obecnej? Woli pan już o nich nie wspominać, zachować milczenie wynikające z niezgody na ich głos w dyskusji, czy też docenia pan ich nieskrępowanie w wygłaszaniu swojego zdania?
piotr.b
"Ninio - huligan - gej / z cyklu Animal Planet" - jest świetny, tyle mam do powiedzienia w sprawie aktualnej działalnosci The Krasnals :)Widać jest to jakaś poznańska klątwa :)
stuszewski
http://splot.art.pl/e-splot/130/formdisziplin-z-rafalem-jakubowiczem-rozmawia-adam-andrzej-fuss-cz-i
andrzej biernacki
Przeczytałem powyższe wywiady i pod wszystkim co pisze Rafał podpisuję się obiema łapami. Co z tego jednak, skoro utrzymuję nadal, że jego (i jemu podobnych) akcje i projekty, w skutkach są całkowicie chybione: miast wypierdolić kołtuna ze społeczeństwa i barłóg z polityki (który to kołtun ma się nadal super, w dupie mając owe projekta) wymiotły -JEDYNIE- z publicznej przestrzeni sztukę z warsztatem, na rzecz jakiś pomazanych kartek, sznurków pod sufitem i skrzynek ze sklejki. Lub -dosadniej- zrobiły ciemną idiotkę z naszej, przywołanej tu przeze mnie Boznańskiej. Sorry
andrzej biernacki
Przywołanej nieszczęśliwie, rzecz jasna
Jazon
1. Dlaczego Wojciech Krukowski podjął decyzję o wstrzymaniu wystawy na skutek listu byłego dyrektora Galerii Foksal, nie popartego żadnymi przekonującymi prawnymi ekspertyzami dotyczącymi rzekomego naruszenia praw autorskich?

Może się mylę, poprawcie mnie, ale:
Czy można nazwać cenzurą sytuację kiedy istnieje podejrzenie, że dzieło sztuki (artysta) narusza prawo? Jeśli dyrektor dopuści do wystawy, dopuści do złamania prawa i będzie odpowiadał za przestępstwo. Brak ekspertyz? To nie argument. Czy każde dzieło sztuki powinno być zaopatrzone w ekspertyzę prawną, zanim dyrektor podejmie decyzję o dopuszczeniu pracy do ekspozycji? Tylko taka procedura zabezpieczałaby go przed oskarżeniem o cenzurowanie. Albo dyrektor jest kompetentny, albo nie, albo jest suwerenny albo nie. To on "dowodzi" tym statkiem i możemy się oburzać, możemy walczyć, ale bądźmy uczciwi i odpowiedzialni.

W tym przypadku uważam, że dyrektor galerii ma prawo podjąć taką decyzję, a artysta ma prawo się od niej odwołać. Nazywanie cenzurą sytuacji kiedy każda strona ma prawo dochodzić w sądzie swoich racji jest nadużyciem.

2. Dlaczego dyrektor CSW, Wojciech Krukowski ugiął się pod naciskiem prywatnej osoby stawiając tym samym niezależność swej instytucji pod znakiem zapytania?

Dlatego, że prywatna osoba ma takie same prawa jak instytucja.

3. Dlaczego wycofał się ze swojej wcześniejszej decyzji i nie podjął próby obrony koncepcji wystawy, ani nie dał takiej szansy kuratorce i artyście?

Najwyraźniej został wprowadzony w błąd, zaufał artyście i kuratorce. Jako dyrektor powinien uważniej przyglądać się zatwierdzanym projektom. To, że nie bronił projektu pokazuje jego prawdziwy stosunek do wystawianych prac. Nie był przekonany do spornej pracy. Nie wierzył w nią, ale przyznał na nią budżet. Podejmuje nieprzemyślane decyzje. To dowód braku kompetencji dyrektora i racji Andrzeja Biernackiego.

4. Na koniec pojawia się pytanie najbardziej zatrważające – czy cenzura przestaje już być piętnowanym zachowaniem, ale staje się stałą, dopuszczalną praktyką w polskiej sztuce?

Jeśli każdy przejaw suwerenności potraktujemy jak cenzurę to zgoda, pleni się w zatrważającym tempie. Gdyby jednak inni dyrektorzy nie cofali swoich wcześniejszych decyzji, w związku z zaistniałymi okolicznościami obawiam się, że mielibyśmy więcej katastrof budowlanych i górniczych, więcej wypadków samochodowych i w ogóle więcej problemów. Specyfiką stanowiska dyrektora jest prawo do ostatniego słowa. To on ponosi odpowiedzialność za błędy, które popełniają jego podwładni i on ma prawo zmienić decyzje, wycofać zgodę. To dosyć oczywiste.

Ps. Nie rozumiem dlaczego nie zatrudnia się prawników aby rozpatrzyli sprawę? Tak byłoby najprościej. Ktoś podejmuje autonomiczną decyzję i zaraz robi się z tego sprawa polityczna. A może chodzi publicity? Może to wyreżyserowane?


Z drugiej strony racja Wiesława Borowskiego „próba wykorzystywania ideowej i fizycznej postaci Archiwum Galerii Foksal lub jego elementów do samodzielnych, „autorskich” prezentacji publicznych” wydaje mi się wątpliwa. Atrybutem postmodernizmu jest cytat; opisana praca nosi takie znamiona, czy i tu mamy równych i równiejszych? Dziś kiedy modelem jest kultura, wszystko co przedstawiamy jest czyimś utworem, czyjąś własnością. Czy debiutujący artysta może cytować żyjącego klasyka? Czy może zrobić powiększoną kopię obrazu Nowosielskiego, bez posądzenia o plagiat? Czy uzasadnienie artysty i kuratorki jest wystarczające?
Sporna praca to klasyczny jak mi się wydaje przykład transgresji. Tam gdzie mamy do czynienia z uczuciami czy przekonaniami widza artyści dopuszczają transgresję, jeśli jednak ktoś ingeruje w ich utwór transgresja jest niedozwolona. Jest niedozwolona bo narusza prawa majątkowe. Pieniądze górą.

Jakkolwiek jest, omawiany problem pozwala wypracować satysfakcjonującą wszystkie strony jego prawną wykładnię, pod warunkiem, że zrobią to prawnicy konsultując się z twórcami i wykładnia ta zostanie udostępniona wszystkim zainteresowanym. Przydałoby się i dyrektorom, kuratorom i artystom. Może Ministerstwo albo CSW sfinansuje taką ekspertyzę?

Oto problem:
” wykorzystywania utworu artystycznego lub jego elementów w realizacji samodzielnych, „autorskich utworów”.
Gdzie przebiega granica dozwolonego użytku?
Ustawa stwierdza:
Art. 29.
1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych
utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
andrzej biernacki
Gdzie przebiega granica dozwolonego użytku?
Tam gdzie dociera szybka informacja. A ponieważ dociera dzisiaj wszędzie, awangarda, która jeszcze niedawno twórcom tradycyjnych mediów oczy chciała wyłypić kryterium NOWOŚCI, teraz hyżo weksluje się na pozycje transgresji, licencji postmodern, appropriation etc. Przypomnijmy kilka tych licencji, których nie da się już wmieść pod dywan:
- Uklański/Stephan Huber
- Kozyra/Sarah Lucas
- Libera/Levi van Veluw
- Budny/Katja Strunz
- Kuśmirowski/Sam Durand, Howard Kanovitz
- Bujnowski/Soulages
- Tarasewicz/Ande Leccia
- Bałka/ Rebecca Horn, Beuys, Whiteread.
andrzej biernacki
No i kwestia moralności w sztuce, o która raz po raz zatrąca Rafał Jakubowicz w rozmowie z A.A.Fussem:
- Czy godzi się wywlekać z Galerii Foksal jeszcze cokolwiek po tym, jak wywleczono z niej nazwę
- Czy warto ryzykować wywalenie z roboty pół Poznania ludzi tylko dlatego, że się coś artyście skojarzyło
- Czy warto dywagować o twórczej wolności w instytucji, która sekuje całe połacie współcześnie tworzonej polskiej sztuki?
- Czy nie byłoby uczciwiej samemu wydać kilka tysięcy zeteł na elephantiasis ze sklejki, jak inni ponoszą ryzyko własnej twórczości?
Jazon
http://wiadomosci.onet.pl/1955787,11,item.html

"logo musiałoby mieć naprawdę identyczny wygląd"
- Utwór to "powiększona do gigantycznych rozmiarów forma skrzynki, używanej w Galerii Foksal do archiwizowania danych i materiałów dotyczących poszczególnych artystów związanych z tą galerią. Taką skrzynkę posiada w Galerii Foksal także Rafał Jakubowicz, który był związany z tą instytucją."

A więc skrzynka nie jest identyczna (pod każdym względem) z oryginalną, jest prezentowana jako skrzynka Fokaslu, a nie autorska skrzynka Jakubowicza, jest utworem dla którego modelem jest skrzynka Foksalu, dokładnie tak jak modelem wielu obrazów były greckie posągi.

Decyzja dyrektora CSW i uzasadnienie Wiesława Borowskiego i Krzysztofa Wodiczki pokazuje się, że jeśli artysta zdobywa pozycję, wara od jego dzieł, są święte.
Wolno używać pisuaru (produkt), wolno malować motylki i kwiatki (natura), wolno filmować ukrytą kamerą (natura), wolno kopiować/cytować stare dzieła (kultura), ale nie wolno tykać wybitnych dzieł sztuki współczesnej. Nowe tabu?

Prawo autorskie chroni utwory przed kradzieżą. Czy praca Rafała Jakubowicza może być klasyfikowana jako kradzież wartości intelektualnych? Nie sądzę. Decyzja CSW wskazywałaby jednak na taką interpretację.

Skrzynka Foksalu jest bytem kultury, (ale czy artefaktem?) i jako taki jest percypowana.
Czy współczesne utwory artystyczne mają być wyłączone z pola penetracji sztuki współczesnej?

Należy rozważyć:
1. kompetencje dyrektora – instytucja która jak mi się wydaje na co dzień musi mierzyć się z prawnym aspektem kontrowersyjnych dzieł sztuki nie wypracowała procedur, które pozwalają ocenić dzieło i koncepcję na etapie zawierania umowy.
2. stosunek dyrektora prezentowanej twórczości – wydaje decyzję, której nie chce lub nie potrafi bronić.
3. nadużywanie terminu cenzura. Nazywanie cenzurą każdej suwerennej decyzji to przesada. Ludzie są omylni i dobrze jeśli korygują błędy zanim jest za późno, szkoda, że robią to tak późno, to pokazuje, że muszą się jeszcze dużo uczuć. Nawet dyrektorzy. A artyści powinni znaleźć sposób dochodzenia swoich praw w sądzie. Tak się dzieje np. w USA. Władze zamykają wystawę, która budzi kontrowersje (publiczność protestuje), a sąd ocenia racje i przywraca lub nie. Nikt nie krzyczy o cenzurze. Tam gdzie istnieją drogi dochodzenia swoich praw, nie może być mowy o cenzurze.
4. Brak prawnych wykładni dla podstawowych pojęć prawa autorskiego.
5. Artyści i animatorzy kultury powinni mieć wsparcie urzędu – doradca i obrońca w razie procesu i proces – tak, ale ewentualna kara adekwatna do przestępstwa (zamknięcie wystawy, wycofanie dzieła z wystawy), a nie pozbawianie pracy (Anda Rottenberg, czy więzienie DN). O to powinniśmy walczyć. Bez tego strach prowokuje dziwne ruchy.
6. sytuację artystów – z jednej strony publiczność o określonych upodobaniach i przekonaniach z drugiej brak kompetencji lub nonszalancja dyrektora, kuratora, krytyka i z drobnej sprawy robi się wielka polityka. Artysta powinien zajmować się twórczością, może mieć dziwne pomysłu. Animatorzy powinni go chronić lub sprowadzać na ziemię. Tak przygotowywać wystawę, by publiczność nie protestowała, tak znać prawo, by obronić słuszną sprawę, znać sztukę i mieć własne zdanie.
piotr.b
Do Jazona – dziękuję za odpowiedzi na postawione w tekście pytania. Nie wwszystkie jednak wydają mi się do końca trafne:

1. Czy można nazwać cenzurą sytuację kiedy istnieje podejrzenie, że dzieło sztuki
(artysta) narusza prawo?

Pytanie tylko na ile to podejrzenie jest uzasadnione, na ile jest pretekstem. Moim zdaniem dyrektor powinien to sprawdzić, zasięgając opinii prawników. Gdyby próbował ocenić sytuację pod względem prawnym i nawet z tego powodu przesunąć wystawę (do czasu otrzymania opinii prawnej) byłoby to działanie uzasadnione. Jednak dyrektor
a) tego nie zrobił
b) uznał, że nawet nie jest to istotne, bo głównym argumentem odwołania wystawy stała się lojalność wobec Wiesława Borowskiego, a nie podejrzenie naruszenia prawa.

2. Prywatna osoba ma takie sama prawa ja instytucja.

Pełna zgoda. Każdy ma prawo protestować, bronić swoich praw i być poważnie traktowany przez każdą instytucję. Tylko tu nie podjęto próby weryfikacji argumentów osoby protestującej.
Zgodnie z takim rozumowaniem, każdy mógłby wysłać list protestacyjny do jakieś gazety czy telewizji i zażądać wstrzymania danego programu.
Tak więc nie chodzi o to czy osoba prywatna jest tak samo ważna jak instytucja, tylko czy ma sensowny argument.
Tak na marginesie, brak odpowiedzi na pytanie czy Wiesław Borowski ma prawo reprezentować Krzysztofa Wodiczkę, który zaprojektował skrzynki (chodzi mi oczywiście nie o jakieś niejasne „prawo moralne” ale konkretne wynikające z jakieś umowy, pełnomocnictwa itp.)


3. Najwyraźniej (dyrektor) został wprowadzony w błąd

Skąd takie przypuszczenie? Dlaczego zawsze w takich przypadkach z góry ustalamy model: naiwny ale poczciwy (zaufał przecież) dyrektor i podstępny artysta, który coś zawsze ukrywa, a potem udaje niewinnego?
A może jest odwrotnie? Może to artysta zaufał dyrektorowi, a ten w pewnym momencie, kiedy pojawiły się kłopoty, uznał że lepiej „spławić” artystę niż popsuć sobie stosunki z wpływowym kolegą?

4. Jeśli każdy przejaw suwerenności potraktujemy jako cenzurę to zgoda, pleni się w zatrważającym tempie.

Suwerenność nie wyklucza cenzury. Powtarzam, nikt tu nie zarzuca dyrektorowi Krukowskiemu, że odwołał wystawę, bo jej realizacja groziła naruszeniem prawa. On ją odwołał z innych przyczyn, niejako prywatnych. Pytanie czy dyrektor instytucji publicznej, jaką jest CSW powinien kierować się względami prywatnymi.
Poza tym nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu, cenzura to cenzura. Fakt, że ktoś może uznać postępowanie dyrektora Krukowskiego za słuszne, oznacza, że uznaje tę cenzurę za uzasadnioną.

pozdrawiam

andrzej biernacki
Jeszcze wczoraj, jak pisała Mikina z Jakubowiczem, Borowski był zaledwie "prywatną osobą na emeryturze", a dzisiaj, jak pisze Piotr Bernatowicz powyżej, ten sam Borowski jest już: "wpływowym kolegą", którego obawia się dyrektor największej instytucji artystycznej w kraju!
Jazon
Do Piotra B.
Mój pierwszy wpis został skorygowany kolejnym wpisem, w którym w zasadzie nasze stanowiska w tej sprawi ulegają zbliżeniu.
Podsumowując uważam, że:
1. Podejrzenie o to, że dzieło narusza prawo powinno być potwierdzone/rozwiane na wstępnym etapie uzgodnień, a nie dopiero kiedy ktoś protestuje. To standard, który obowiązuje jak mi się wydaje wszystkich urzędników. Są sytuacje, które możemy przewidzieć, i takie, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Można było przewidzieć problemy jakie mogą się pojawić w związku z użyciem skrzynek, w związku z kremem z ludzkiego tłuszczu.
2. Ma Pan rację: „dyrektor powinien to sprawdzić, zasięgając opinii prawników”. Powinien to zrobić zanim podpisał umowę z artystą. Słowo artysty to za mało, artysta może nie dostrzegać problemów widocznych z pozycji dyrektora. Instytucja kultury, która prezentuje sztukę współczesną powinna wypracować procedury, które pozwalają ocenić prawne aspekty utworu na etapie uzgodnień. Najwyraźniej nie ma takich procedur.
3. Artyści i animatorzy kultury powinni mieć wsparcie prawnika z urzędu – doradcy i obrońcy w razie procesu. To elementarna potrzeba artystów i instytucji, które prezentują sztukę najnowszą.
4. Zgoda, należy „weryfikować argumenty osoby protestującej” posiłkując się ekspertami, ale przede wszystkim należy przewidywać.
5. Zgoda: „brak odpowiedzi na pytanie czy Wiesław Borowski ma prawo reprezentować Krzysztofa Wodiczkę, który zaprojektował skrzynki”, ale to kwestia wtórna. Pierwotną jest odpowiedź na pytanie czy wykorzystanie skrzynek w omawiany sposób jest naruszeniem praw autorskich/majątkowych? Czy jest kradzieżą? Jeśli nie jest autor może protestować, ale w sądzie przegra. Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle ważna dla animatorów kultury i dla artystów. Dzięki niej unikną posądzeń o celowe prowokowanie „zadymek”.
Ponieważ dla zarządzających innych dziedzin ludzkiej aktywności jest to oczywiste, artyści są posądzani o celowe prowokowanie takich sytuacji, choć wydaje mi się, że jest to jedynie przejaw prawnej ignorancji i mesjanizmu, który jak im się wydaje usprawiedliwi każde działanie wbrew normom i prawu, które traktują jako stereotypy a nie porządkujące życie społeczne zasady.
6. Najwyraźniej (dyrektor) został wprowadzony w błąd.
”Skąd takie przypuszczenie?” Stąd: „Zadałem Rafałowi Jakubowiczowi, w trakcie pierwszej rozmowy na temat Projektu Miejsce pytanie: czy Foksal nie ma zastrzeżeń do takiej formy użycia jego „relikwii” – oczywiście, mówiąc „Foksal” miałem na myśli przyzwolenie autorów, tzn. Wiesława Borowskiego i Krzysztofa Wodiczki. Uzyskałem od R. Jakubowicza odpowiedź twierdzącą.” – To nie znaczy, że dyrektor jest usprawiedliwiony. Pytanie powinien był kierować do prawnika a nie do artysty. Poleganie na opinii artysty w tej sprawie jest dowodem braku kompetencji urzędniczych.
7. „A może jest odwrotnie? Może to artysta zaufał dyrektorowi, a ten w pewnym momencie, kiedy pojawiły się kłopoty, uznał że lepiej „spławić” artystę niż popsuć sobie stosunki z wpływowym kolegą?” – Może tak jest, dlatego artysta ma prawo dochodzić swojego w sądzie i nie powinno to nikogo dziwić, jeśli tak postąpi. Tak się postepuje w państwie prawa. Zerwano umowę. To sprawa dla prawników.
Nie wiem jakie były zapisy umowy, nie przywiązujemy do tego wagi. Niestety, i potem mamy pasztet, korzysta „swój”, albo silniejszy. I musi istnieć drugi obieg:), żeby pewne kwestie uświadomić artystom i animatorom.
8. Prywata. Choć dyrektor nie powinien kierować się względami prywatnymi, będzie to robił, a zasady funkcjonowania takich instytucji (procedury) powinny być formułowane tak, by było to trudne. Jesteśmy ludźmi i tak postępujemy, dlaczego akurat dyrektor CSW miałby być kimś wyjątkowym? Nepotyzm to nic nowego.
9. Dyrektor dlatego, że jest dyrektorem ma prawo do ostatniego słowa. Powinien mieć argumenty. Jeśli nas nie satysfakcjonują są prawne ścieżki, którymi możemy dochodzić swoich racji. Zdaję sobie sprawę z tego, że to teoria, że praktyka jest bardziej złożona, ale jeśli za każdym razem będziemy ustępowali, „załatwiali”, „przepychali”, lub robili larum, to proszę się nie dziwić zarzutom DRUGIEGO OBIEGU. To obieg oficjalny dysponuje instrumentami, które pozwalają te działania przeprowadzić zgodnie z obowiązującym prawem, DRUGI OBIEG niestety musi zadowolić się narzekaniem i unaocznianiem przekroczeń, za co jest posądzany o mentalność spiskową.
10. „Suwerenność nie wyklucza cenzury.” Zgoda. „Cenzura to cenzura.” Tu się nie zgodzę. To nie jest cenzura, lecz unik, pójście na łatwiznę i arogancja. Łatwiej odwołać wystawę artysty bez pozycji niż uruchomić procedury prawne, które trwale rozwiążą problem, lub wchodzić w konflikt z ustosunkowanym artystą. Ponieważ arogancja tego zachowania CSW wydaje mi się zbyt duża, przychodzi do głowy cyniczne promowanie Rafała, co pewnie jest nieprawdą i jednak dowodzi tego o czym głośno było u Krytykanta, że awangarda i reprezentujący ją animatorzy i urzędnicy stracili z oczu zwykłych artystów. I choć czasem źle klasyfikujemy artystów, zwykłych mamy za ustosunkowanych i odwrotnie, faktem jest to, że na terytorium polskiej sztuki dokonał się podział na równych i równiejszych. Równiejsi mają dotacje, zakupy i granty, a równych się „wyklucza”.
11. W tej dyskusji pojawiło się ważne zagadnienie prawa do wykorzystania przez artystę utworu innego artysty. Kwestia dozwolonego użytku. Wydaje mi się, że cytowany przez mnie art. 29. zezwala na takie wykorzystanie w celach artystycznych, ale znowu, to zadanie dla prawników, a my powinniśmy im pomagać. Ponieważ prawo autorskie chroni utwory przed kradzieżą, należy odpowiedzieć na pytanie czy praca Rafała Jakubowicza może być klasyfikowana jako kradzież wartości intelektualnych? Czy współczesne utwory artystyczne mają być wyłączone z pola penetracji sztuki współczesnej? To stawiałoby je na bardzo uprzywilejowanej pozycji.
Pozdrawiam.
andrzej biernacki
No, pięknie. Ludzi utalentowanych zowie się Drugim Obiegiem a ledwie zadymiarzy awangardą. Mam nadzieję, że Jazon to nie red. naczelny, który tasiemcowymi wywodami chce zasłonić argumenty i pytania saute?
Jazon
Krótko. Jak zwał tak zwał, dobre jest dobre.
Nie o wszystkim można w skrócie, choć zgadzam się, należy kondensować.
Interesuje mnie odpowiedź na pytanie "Czy współczesne utwory artystyczne legalnie mogą być "modelem" dla artystów?".
andrzej biernacki
Wszystko może być "modelem" dla artystów. Tyle, że o tym trzeba mówić, a nie rżnąć głupa, że się spadło z księżyca ze swoimi supernowymi koncepcjami. Bywa też, jak u Jakubowicza: chociaż wyraźnie mówi o rodowodzie swojego projektu, nie zmienia to faktu, że kaliber artystyczny pozostaje w odwrotnym stosunku do planowanych gabarytów jego "Powtórzenia",
ewka
Całe to zamieszanie wokół cenzury sprawiło, że teraz rozmawia się o wystawach Jakubowicza czy Żemojdzin, które w normalnych warunkach zniknęłyby w gąszczu innych wystaw i nikt by o nich nie rozmawiał, bo moim zdaniem po prostu są słabe. Dzięki "cenzurze" wypłynęły. Mam wrażenie, że z tego robi się już moda. Cenzura to hasło klucz do promocji artysty(zresztą nie pierwszy raz).
piotr.b
problem tylko w tym, że tą "promcję" robią osoby cenzurujące pracę. O ile w przypadku Żemojdzin praca była rzeczywiście prowokująca i można się było spodziewać takie reakcji, o tyle w przypadku Jakubowicza cała sytuacja jest dość zagadkowa.

Tak więc to nie krytycy, ale cenzorzy wyławiają te wystawy w "gąszczu innych"... Pytanie: dlaczego?
piotr.b
Myślę że Jazon w 11. punkcie poruszył ciekawy wątek, który można odnieść do szerszego pytania o to czym jest dzisiaj prawo autorskie.
Czy prawo autorskie nie stało się narzędziem ograniczania dostępu do dóbr kultury? Mniejsza o to, czy akurat praca Jakubowicza jest ciekawa czy nie. Załóżmy, że potencjalnie jest to ciekawa twórcza wypowiedź.
Jeśli uznalibyśmy, że jakiś element tej wystawy jest prawnie zastrzeżony – pozbawilibyśmy widza CSW, instytucji publicznej (nie komercyjnej) jakieś formy uczestnictwa w kulturze.

Myślę, że przeciwko temu, m.in. protestuje Partia Piratów (http://www.pp-international.net/), która wskazuje na monopolizowanie sfery kultury przez korporacje wykorzystujące prawo autorskie.

Czy tutaj Foskal (tzn. Wiesław Borowski) nie zachowuje się trochę jak reprezentant korporacji, który chroni swoją pozycję monopolisty?
Jazon
„Tak więc to nie krytycy, ale cenzorzy wyławiają te wystawy w "gąszczu innych"... Pytanie: dlaczego?”
Moje hipotezy:
1. robią to specjalnie – pijar. Działanie strategiczne, (artysta nie musi być wtajemniczony). Taka sytuacja może mieć miejsce kiedy artysta wchodzi w obieg inwestorski. Ktoś kupił prace artysty (studenta), a teraz pracuje na wzrost zainteresowania, który skutkuje "marką" i wzrostem cen. Niebawem powinny się pojawić prace artysty w obiegu wtórnym, aukcyjnym. Zarobi inwestor (nazywany kolekcjonerem) a nie artysta, a my będziemy ciosać kołki na głowie artysty. Jesteśmy paskudni ;)
2. przez zagapienie. Beztroski stosunek do zasad (w sztuce nazywany kontestacją;) przenosi się na grunt instytucji. Nikt nie zawraca sobie głowy formalnościami, prawem, ekspertyzami. Problem odkrywa przypadkiem, ktoś wstawił na aukcję cudzy obraz, ktoś zaprotestował, oburzył się itd. Brak procedur, brak standardów, urzędnik wpada w popłoch i reaguje spontanicznie adekwatnie do pozycji „kontrahenta” (na korzyść silniejszego), oczywiście w trosce o własną skórę. I robi to jak umie, nie ma dobrych nawyków, więc idzie po linii najmniejszego oporu. Nie przewiduje i nie ponosi konsekwencji takich zaniechań, ale ponosi nieadekwatne konsekwencje jeśli rzecz nabierz rozgłosu w trakcie wystawy (Anda R., to skandal, że została wtedy zwolniona), dlatego panikuje przy byle wystawie.

Nie należy braku kompetencji i urzędniczej rzetelności nazywać cenzurą, bo w ten sposób unieważnimy pojęcie „cenzura”. Kiedy wszystko jest nazywane cenzurą, przestaniemy zwracać na nią uwagę i przegapimy lub zlekceważymy prawdziwą cenzurę.
Pamiętam z dzieciństwa bajkę, chłopiec, chyba Piotruś żartował sobie i wzywał pomocy. Kiedy w końcu naprawdę potrzebował pomocy nikt nie przygiął go ratować. Tak będzie z cenzurą, jeśli będziemy nadużywać tego terminu.

Zgadzam się z ewką: „Dzięki "cenzurze" wypłynęły. Mam wrażenie, że z tego robi się już moda. Cenzura to hasło klucz do promocji artysty(zresztą nie pierwszy raz).” Klucz, który łatwo wykorzystać, w egocentrycznym i przewrażliwionym środowisku, nieadekwatnie reagującym na każdy przejaw krytyki. Działamy w takim środowisku.

Podsumowując, na pytanie dlaczego odpowiadam, ponieważ jest to:
1 – strategia opisywana w każdym podręczniku PR = biznes, takie działanie leży w czyimś (kolekcjonera/inwestora) interesie, albo
2 – brak kompetencji

Pozostawiam wam wybór. Sam znam za mało szczegółów, by wyciągać trafne wnioski.

Przykład z ostatniej chwili. Ta sama historia.
http://rastergallery.blogspot.com/2009/04/przywaszczony-maciejowski-wycofany-z.html
Jazon
"Czy tutaj Foskal (tzn. Wiesław Borowski) nie zachowuje się trochę jak reprezentant korporacji, który chroni swoją pozycję monopolisty?"

WB broni swoich zasobów, ma takie prawo, a prawo autorskie powinno odnosić się do takiej sytuacji, ponieważ jest dziś typowa i powszechna. Pozycja artysty jak Pan trafnie zauważył będąca odpowiednikiem korporacji sprawi, że początkujący lub mniej znani artyści będą kneblowani. Mogą sobie malować pejzaże i kwiatki.

To problem prawny, który wymaga profesjonalnej ekspertyzy i wykładni udostępnionej i znanej twórcom i animatorom. Ktoś niezależny (ZPAP, MKiDN, ?) powinien zamówić i sfinansować taką ekspertyzę. Dziś bez tego ani rusz. Bez niej animatorzy będą ostrożni. To naturalny odruch.
kubbik
cała akcja wygląda na mistyfikacje, temat jest mało śmierdzący, osoby które w niego wdeptują, na własne życzenie, zbyt eleganckie.
Już same teczki, z jednej strony bardzo błahe, z drugiej nośne, samo słowo wpycha nas w karuzele polskiego życia publicznego, dyskurs lustracji, produkowanie przeszłości, blablabla

Teczki, prawa autorskie, foksal(e), cenzura, poetyka skandalu składają się na całkiem owocny splot, generujący wiele narracji łączących sporo różnych wątków,

Nie zdziwiłbym się gdyby Jakubowicz umówił całą akcję ze stronami sporu :), zresztą daje się to interpretować jako kawałek sztuki, całkiem wtedy ciekawy, bo jako skandal jest to mizerne
piotr.b
Do Jazona:

Przykład z przywłaszczeniem obrazu Maciejowskiego opisywany przez raster to zupełnie inna historia - tam chodziło o przejęcie fizycznej własności artysty, a nie o wystawienie obrazu z cytatem, parafrazą, pastiszem itp. obrazu Maciejowskiego.
I nikt tam nie wspomina o cenzurze.


Jazon
Panie Piotrze,
„Przykład z przywłaszczeniem obrazu Maciejowskiego opisywany przez raster to zupełnie inna historia”
Ponieważ ja nie klasyfikuję sytuacji z pracą RB jako cenzury, lecz jako1 lub 2, dostrzegam zbieżność. Można przyjąć, że „zadyma w CSW” to pkt.1 i „zadyma z obrazem M” to pkt.1. Jest to jedna z możliwości, lub ww zadymy to p.2.
Z matematycznego punktu widzenia są jeszcze inne możliwości, ale zostawmy je analitykom rynku:)

„tam chodziło o przejęcie fizycznej własności artysty” – zgadza się, tak ma to wyglądać „ktoś przywłaszczył sobie pracę M.”, ale czy na pewno? Mam wątpliwości bo istnieją przesłanki, które pozwalają rozpatrywać możliwości 1 lub 2. podobnie jak w CSW.
https://www.blogger.com/comment.g?blogID=7076118098189948423&postID=7049885875916922973 – tu jest mój komentarz.

I znowu mamy analogiczny wybór:
1. PR – wyreżyserowana akcja
2. brak kompetencji (zaniedbanie) po stronie galerii (opiekunek) lub domu aukcyjnego.

Cenzura jest wtedy kiedy nie możemy drogą prawną egzekwować swoich praw. Prawo pozwala cenzurować.
Autocenzura, wtedy kiedy oskarżeni, nie mogą się bronić, bo nie uruchamia się procedur prawnych tylko karze, np zwalnia ze stanowiska. Przykład z Zachętą i AR był precedensem, który bezustannie skutkuje negatywnie na polu sztuki. Nie pokazano jak należy przejść przez problem, tylko zwolniono dyrektora. Żaden dyrektor nie dostrzegł więc co należy zrobić aby być bezpiecznym. No i wie, że nawet gdyby prawo było po jego stronie, jeśli opinia publiczna, albo inne czynniki się oburzą dyrektor traci stanowisko. Daleko nam jeszcze do państwa prawa.
W omawianej sytuacji RJ może wystąpić do sądu, sąd oceni kto ma rację. To zdecydowanie przykład urzędniczej nonszalancji i/lub prywaty.
Jazon
ps, oczywiście RJ
piotr.b
nie mówmy że białe jest białe, a czarne jest czarne :)

sprawa z Maciejowskim na aukcji byłaby podobna do sprawy RJ gdyby np. The Krasnals namalowali pastisz obrazu Maciejowskiego i próbowali go wystawić na aukcji (pod swoim nazwiskiem) a Maciejowski by zaprotestował i obraz został wycofany.

Tak się jednak nie stało, więc niezależnie czy nazwiemy przypadek RJ cenzurą czy nie, te dwie sprawy mają się nijak do siebie. Oczywiście człowiek inteligentny, czego Panu nie można odmówić, może wszystko skojarzyć. Tylko po co?
andrzej biernacki
Sprawy w tzw nowej sztuce już dawno dojrzały by zainteresować nimi np. UOKiK. Parę dni temu był w Polsce przedstawiciel międzynarodowego UOKiK, badając sprawy gł. bankowe i gospodarcze pod katem monopolizowania rynku w tych sektorach (korporacje kartele zawiazywane w celu wypracowania przewagi rynkowej). Aby nie kopiowac Jazona tasiemcami, zacytuje tylko jedna jego wypowiedz: Banki chetnie prywatyzuja zyski a nacjonalizuja straty. Ten chwyt jest sola dzialania publicznych galerii np. ZUJ-a. Dokladnie to, nacjonalizuja koszty: wystaw,publikacji, promocji, zakupow do zbiorow, a zyski dyskontuja prywatnie biografie i kieszenie. W konkurencji z tak wypromowanym artystycznym debiutantem, nawet klasyk z kilkudziesiecioletnim dorobkiem jest bez szans.
andrzej biernacki
cytowane zdanie jest wypowiedzia urzednika nie Jazona
Jazon
"Banki chetnie prywatyzuja zyski a nacjonalizuja straty."
zgadza się, od jakiegoś czasu obserwuję rynek sztuki od strony posunięć banków. Tak mi to wygląda, jak pisze AB
piotr.b
do AB - uwaga cenna i trafna, świadczy tylko o tym, że debata w sprawie kondycji i funkcjonowania polskich publicznych instytucji artystycznych jest rzeczywiście niezbędna
andrzej biernacki
Czekam niecierpliwie na inicjatywę redakcji w tej kwestii, nie ukrywam, że z dozą sceptycyzmu. Baczcie przy tym, by nie podzielić losu Krytykanta (zamknięcie komentarzy), bo, jak powiedziałem wcześniej, faryzejski system działania tzw artystycznych instytucji publicznych to PODSTAWOWY warunek quasi politycznego: amatorskiego w jakości i zawodowego w autopromocji dyskursu, zwanego nową sztuką polską. Bez tego INNY KLUCZOWY ELEMENT,sieć kuratorsko-galeryjna zapętlona wokół Frieze Found.(dyrekcje instytucji dotowanych E.Z. i USA okolona systemem prywatnych galerii do przerzutu towaru), przyjmująca z łaski pojedyncze odpryski YPA (np Matecki, Kowalski, Ziółkowski, Sasnal, Uklański ale -o dziwo- nie Libera, który odważył się wyznać, że ZUJ to art.słabizna), straci atrakcyjnego finansowo partnera i wszelką ochotę na dalsze działania.
Jazon
przykład, czyli RAPORT PELIKANA (znowu będzie długo:):

1. bank, korporacja, kolekcjoner, inwestor kupują: studentów, pewnych artystów, artystów z potencjałem czyli „bezpłciowych”, identycznych z tymi, których już wylansowano, gotowych na przekroczenia…(jak w show biznesie – gwiazdki)
2. sponsorują rankingowe publiczne galerie, organizują konkursy artystyczne wspólnie z nimi, sponsorują targi sztuki, powołują fundacje, itp
3. rankingowa publiczna galeria – wystawia pewnych artystów, dziwnym zbiegiem okoliczności nazwiska tych artystów pokrywają się z nazwiskami zakupionych w p.1 artystów. (Oczywiście są rozbieżności, bo grup interesu jest wiele).
4. wydarzeniom towarzyszą recenzje, teksty krytyczne napisane przez osoby na etatach w korporacjach „powiązanych” z kolekcjonerami. Jeśli piszący są freeL i tak piszą na zlecenie ww lub sponsorowanej galerii. Muszą z czegoś żyć, a tylko giganty rynku cokolwiek zlecają. Czy jakaś lokalna galeria utrzymywana przez gminę zleciła kiedyś krytykowi cokolwiek? Wydaje mi się, że teksty krytyczne są opłacone. Kto płaci ten wymaga.
5. Media piszą o tych wydarzeniach, bo odbywają się w publicznych rankingowych galeriach, są komentowane przez autorytety, lub osoby, które twierdzą, że są niezależne.
6. Kolekcjonerzy ujawniają swoje kolekcje (prezentują się jako, ci którzy mają dobry węch), np. banki dowodzą w ten sposób, że potrafią doradzić klientom Art Bankingu, inne korporacje obniżają koszty reklamy (marketing powiązany, powiązany z publicznymi środkami, jednak zyski przejmują sponsorzy, tak jak o tym pisze AB, a nie galerie).
7. zaczyna się bicie piany, PR, zadyma, dobrze jeśli jest skandal, sponsor jest czysty, ale o nim słychać, bo sponsorowane wydarzenie głośne.
8. prace pojawiają się na aukcjach, najpierw badawczo, potem jeśli rynek zaskoczy jest ostra licytacja.

wszyscy tracą z oczu kolejność: to, że najpierw ktoś kupił tanio, za publiczne środki wypromował, i teraz odcina kupony sprzedając.

AB ma rację. Gdyby było inaczej, najpierw praca powinna być wypromowana przez galerię, potem dopiero udostępniana kolekcjonerowi. Aby sprawa była czysta powinno to wyglądać następująco:
Rankingowa (markowa, publiczna) galeria robi komuś wystawę, podpisuje umowę z artystą na rozporządzanie jego twórczością (lub kupuje jego prace), bo inwestuje publiczne środki w prywatną osobę. Jeśli uda się artystę wypromować, może zatrzymać lub sprzedać prace, uzyskuje zwrot z inwestycji, a nawet zysk, który pozwala jej na nowe zakupy, nowe przedsięwzięcia itp.

Teraz za każdym razem sięga po publiczne środki, nie chroni ich żadnymi warunkami, nie rozporządza jak własnymi, lecz traktuje jak własne i tak manipuluje wydarzeniami, żeby zarobili (i to dobrze) zaprzyjaźnieni kolekcjonerzy (bo wcale nie artyści). Ale najgorsze jest to, że osoby odpowiedzialne za publiczne środki nie mają świadomości, że tak to wygląda, więc zaraz na pewno wylejecie na mnie wiadro pomyj, że na poważnym forum wyskakuję z teorią spiskową. To nie jest teoria spiskowa. To są fakty. Nie podaję nazw korporacji, nazwisk kolekcjonerów aby nie oberwać.

I ja czekam na inicjatywę redakcji w tej sprawie.
andrzej biernacki
Pozwolisz, Jazonie, że choć tym razem też obszerny, wydrukuję i oprawię sobie Twój ostatni wpis w - dość drogie- ramki.
Jazon
Cieszy mnie, że mamy podobne spostrzeżenia, smuci to, co było do przewidzenia, moja wypowiedź, choć nie skutkowała "kubłem" skonsternowała rozmówców. Milczą. Myślą pewnie "nawiedzony", bo nikomu nie chce się wrzucić do wyszukiwarki kilku nazw, nazwisk wielokrotnie już podawanych tu i tam i dostrzec, że wszystkie prowadzą w te same miejsca.

Jeśli chodzi o sprawę i inicjatywę, obawiam się, że Arteon sam może być uwikłany. (Jeszcze słowo a mnie zsanują:)

No i jeszcze nasza narodowa przywara. "Każdy sobie ...", a w pojedynkę wiele się nie zdziała, dlatego choć nieprzeciętni, choć wybitni my Polacy, wciąż jesteśmy ariergardą. Awangarda musi wierzyć w siebie, musi robić swoje po swojemu. Po swojemu czyli tak jak widać z naszego podwórka, a nie z Londynu czy NY.
Trwonimy szansę za szansę, bo jak zauważa Żakowski w ostatniej Polityce choć nie łamią nas kołem, „my się na to godzimy. Patrzymy, milczymy, Bogu dziękujemy, że na nas nie padło i po dwudziestu latach demokracji znów (jeszcze) szepcemy po kątach”.

Jestem z Panem, jestem z The Krasnals, z Legionem, co nie znaczy, że we wszystkim przyznaję Wam rację, ale czy wy jesteście ze mną? Legion tak, choć został przywołany do porządku, zdemaskowany i teraz milczy, Pan teraz, a Krasnale? Krasnale wciąż grają do własnej bramki. Oczekuję, że zaprzeczą, bo na moim blogu jeszcze ich nie było, podobnie jak Pana. Pozycjonujemy Arteon, wcześniej Krytykanta, który nawet nie zauważył, jaką mu robimy przysługę i zamknął komentarze. Takie są kompetencje tych, którzy trzymają stery. Mają rogi, złote rogi, a zostają ze sznurem…;)
stuszewski
widzę żę Pani Beata zeszła trochę swoimi wywodami tasiemcowymi z tematu...
Jazon
Krótko: Punkt dla mnie :)
Jazon
PS.Polska scena artystyczna przypomina zimny stop mniej lub bardziej szlachetnych metali. Energia wyparowała. Wszystko już wiadomo: kto, z kim, kiedy, gdzie i po co. Dyskurs jest tak przewidywalny, że faktycznie nie istnieje. Dominujące przez ostatnie lata strategie wyeksploatowane i użyte; trzeba dodać: z powodzeniem. Z drugiej strony krytyka nie porządkuje i nie hierarchizuje, a tylko opisuje i kataloguje. Dzieje się dużo czy wręcz za dużo, jednak nikt tego nie zauważa, tkwiąc w starych, wyschniętych koleinach; nikt nie stara się oddzielić ziaren od plew. Zbyt wielkimi słowami szafuje się przy nazywaniu rzeczy małych i odwrotnie – razi nieporadność krytyka w kontakcie z arcydziełem, swego rodzaju strach przed wzniosłością. Jak tlenu brakuje dyskursu o dyskursie, refleksji metakrytycznej. Nieczęste polemiki mają temperaturę rozmów emerytek nad filiżanką czekolady. Nikt nie stawia dziecinnych pytań, które są wszak najbardziej rozbrajające: dlaczego akurat to jest dobre? Czy to, co mówi ten krytyk ma jakikolwiek sens?

Obowiązującym – powiedzmy: niezwykle częstym – modelem uprawiania krytyki stał się model następujący: artysta konstruuje pewną wypowiedź, po czym – z pomocą kuratora lub bez – jej sensy merytoryczne przelewa na papier. W ten sposób dzieło zamienia się w kondensat, tekst, rozprawkę. Notkę otrzymuje prasa, przedrukowuje się ją również na ulotki „towarzyszące wystawie”. Możemy być pewni, że w ewentualnym artykule prasowym (czy internetowym) znajdziemy mniej lub bardziej wyczerpujący opis tego, co przedstawia dzieło, jaki był zamiar artysty, a także garść erudycyjnych ozdobników, którymi zwykło krasić się recenzje. Nikt nie zadaje sobie trudu, by wbić klin, zapytać, czy to wszystko – zaproponowana przez artystę forma i treść – ma sens? To nawet nie konformizm czy koniunkturalizm – to raczej ospałość, przegapienie momentu zmiany. Kondensat stał się esencją. Opis – krytyką.

W 2006 roku o polskiej sztuce najnowszej piszą ci sami ludzie, którzy w latach dziewięćdziesiątych współtworzyli obowiązujący dziś język – lub ludzie posługujący się owym językiem. Jednak dziwnym trafem brakuje krytyki podobnej do polowań, jakie urządzał onegdaj Raster – takiej, którą znaczą krwawe ślady. W czasie ostatniej dekady procent złych artystów w stosunku do wybitnych nie zmienił się – przeciwnie: kurek wolnego artystycznego rynku odkręcono na dobre, a strumień z roku na rok będzie coraz większy. Istnieje niemniej jedna, ale za to fundamentalna różnica – dzisiejsza zła sztuka jest diametralnie różną od złej sztuki, którą piętnowano dziesięć lat temu. Więcej – często ta sama sztuka, która wówczas była świeża i prowokacyjna, dziś jest tylko smutnym cieniem dawno minionej rebelii czy niechby refleksji. Czas spojrzeć prawdzie w oczy – buntu już nie ma, jest za to rynek. A ten nie lubi równości, przeciwnie: istnieje dzięki czytelnej kategoryzacji.

A to czyje słowa?
stuszewski
kuby i co z tego wynika?
proszę pisać jak on z imienia i nazwiska jeśli z Pani taka mondrala.zresztą po jakiego wała te całe wywody,nic zupełnie nie wnoszące do dyskusji.ciągle to samo ,ciągle to samo .ile można ?
andrzej biernacki
Ile można? Do skutku. Nie da się stuszować, że te przejawy cenzury nad którymi rozdziera się szaty, to pikuś wobec ideokracji dotowanych, zawłaszczenia rynku sztuki przez trzymających publiczną kasę.
Co wynika z naszych wpisów, na razie niewiele, ale jak będzie więcej takich jak RJ, co dostaną w dupę od dotowanego, któremu się akurat tak przywidzi, to może się jeszcze paru frustratów jak ja, obudzi. Cel jest prosty, wypieprzyć komunę z polskiej kultury, nawet (albo zwłaszcza)jeśli ma zachodnie, kapitalistyczne zaplecze.
stuszewski
powodzenia ;-)
Jazon
Gdyby stuszewski grał fair (zamiast dążyć na skróty do retorycznej dyskredytacji oponenta) nie zadawałby tych pytań w odniesieniu do postawionych hipotez. O tym, jak DRUGI OBIEG definiuje „system” i jego wady, jaki jest jego stosunek do owego „systemu”, co trzeba zrobić dzisiaj, na czym opierać strategiczne reformy – o tym wszystkim było już wcześniej wielokrotnie, stuszewski ma rację. Nasze hipotezy są w przeważającej mierze „negatywnym” podsumowaniem minionego roku, w którym to podsumowaniu nie ma miejsca na powtórkę z programu „pozytywnego” – ten chwilami rysuje się w DRUGIM OBIEGU. Tam właśnie próbujemy wyjaśnić (na ile się to udaje, to inna sprawa) co uważamy za jedną z kluczowych spraw na rodzącym się naiwnym rynku sztuki, dlaczego nagląca jest konieczność wypracowania odmiennego paradygmatu krytycznego, co rozumiemy pod pojęciem „środki publiczne” i w jaki sposób definiujemy konstytutywną rolę instytucji publicznych sztuki, na czym polega naszym zdaniem partycypacja w „systemie”, dlaczego niektórym artystom mamy za złe tę partycypację, innym zaś nie poczytujemy jej za słabość lub hipokryzję, czemu niezbędny jest powrót do rzetelnie pojmowanej debaty, etc.

Co robić w tej sytuacji? Można by oczywiście rozdzierać szaty w katedrze krytycznego etosu i krzycząc „Hańba!”, lamentować nad cenzurowaniem artystów, cenzurowaniem sztuki. Wybaczcie, ale ja tak nie zrobię, bo zdrowy rozsądek podpowiada mi, że rację ma AB, stwierdzam to zarówno po argumentach, te bowiem są drogowskazami dla przenikliwych i dociekliwych, jak i po przekonaniach, że „jak będzie więcej takich jak RJ, co dostaną w dupę od dotowanego, któremu się akurat tak przywidzi, to może się jeszcze paru frustratów jak ja, obudzi.”. Gdzie bowiem może RJ dziś opublikować swoją skrzynkę? W jakich galeriach? Czyżby w „Drugim Obiegu”; w jakiejś anty-Zachęcie? Zaryzykuję tezę, że póki co NIGDZIE.

‘System’ to po prostu ‘rynek’ – a zatem także AGORA – to przestrzeń agonu, w której nie tylko konkurują produkty, lecz także ścierają się racje. Ja wierzę, że jestem w stanie przekonać innych do swoich racji. I to właśnie staram się robić. Stopniowo, lecz systematycznie uświadamiać innym uczestnikom wymiany idei, że obecny kształt rynku jest niezadowalający ponieważ promuje się na nim sztukę, która przekazuje banalne treści, która co najwyżej banalne treści przebiera w kontrowersyjny (komercyjny) kostium sztuki krytycznej.

Na koniec pozostaje jeszcze jedna sprawa - istotna, i pierwszorzędna z punktu widzenia tej akurat dyskusji. Według pozornie logicznej tezy mamy dziś w CSW ponownie do czynienia z cenzurą, PB przekonuje że ocenzurowano skrzynkę, a skoro ocenzurowano można sądzić, że była „obrazoburcza”, jednako trzeba pamiętać, że sztuka krytyczna już dawno temu została „zamordowana”, nieprawdą jest zatem, że krytyczność skrzynki stała się przyczyną wycofania dzieła, bo sztuki krytycznej już nie ma, za sprawą tchórzostwa instytucji kapitulujących wobec gróźb ze strony światopoglądowego konserwatyzmu (charakterystycznego zarówno dla prawicy, jak i lewicy).

Nie należy tchórzostwa, beztroski i niekompetencji mylić z cenzurą, aby nie zdewaluować tego pojęcia, jedynie bowiem żywe chroni nas przed dyktatorami kneblującymi otwartą debatę publiczną. Skrzynka nie jest transgresją światopoglądową, lecz ingeruje w autorskie prawo majątkowe uznanego artysty oraz/lub „systemowej” galerii sztuki. Tchórzowska postawa dyrektora CSW jest dowodem na brak urzędniczych kompetencji, które dla inwestorów i kolekcjonerów są użyteczne, bo stanowią sprzyjające okoliczności i bywają cynicznie wykorzystywane do celów promocyjnych przez manipulatorów w przestrzeni agonu, gdzie konkurują produkty, którymi są zarówno dzieła jak nazwiska artystów.
Trudno o tym przekonać kiedy na każdym kroku naruszane są zasady rzetelnej dyskusji. Rozmowa będzie możliwa dopiero wówczas, kiedy adwersarz zacznie szanować standardy polemicznej uczciwości (co zresztą wyjdzie na zdrowie nie tylko jemu, lecz także publicznej debacie), kiedy wreszcie ważne będzie o czym i jak rozmawiamy, a nie kto rozmawia, lub z kim. Na zakończenie parafrazowanej jak zwykle wypowiedzi dodam, że autor oryginału, woli rozmawiać z Krytykantem. Próbuję przekonać tak jego jak innych, że rozmowa z Jazonem też może być pożyteczna.

Jeśli chodzi o treści „ukryte” w cytacie z Krytykanta, aby nie przedłużać ponad waszą wytrzymałość tej wypowiedzi komentuję je w tym miejscu: http://obieg.blogspot.com/2009/04/po-jakiego-waa-te-cae-wywody.html
Pozdrawiam ;)
stuszewski
???

http://1.bp.blogspot.com/_43x2HACCoNY/Se7sFDhME1I/AAAAAAAADiQ/UG52vue6HBE/s1600-h/solid2.jpg
andrzej biernacki
W tytule wywiadu A. Mazura z Wojciechem Krukowskim o ZUJ-owej kolekcji (http://www.obieg.pl/wydarzenie/10483), użyto określenia palimpsest. Całkiem do rzeczy zważywszy, że z grecka znaczy to tyle, co "wtórnie zeskrobany".
mannke
Rzygac mi sie chce, jak to wszystko czytam...
Gdzie tu jest miejsce dla sztuki !!!?
andrzej biernacki
andrzej biernacki
Proszę się nie krępować i rzygać. Pusta fontanna Duchampa czeka otworem!
Skomentuj:
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować