15.02.10 / Piotr Bernatowicz / SUPLEMENT (komentarzy: 45)
archiwum autora24.11.09 / Piotr Bernatowicz / WAŻNE SPOTKANIE !!!! (komentarzy: 4)
archiwum autora02.11.09 / Piotr Bernatowicz / OBIEG CENZURUJE? (komentarzy: 7)
archiwum autora28.10.09 / Piotr Bernatowicz / POCHWAŁA JAWNOŚCI (komentarzy: 7)
archiwum autora27.07.09 / Piotr Bernatowicz / KIERUNEK FESTIWALE (komentarzy: 9)
archiwum autora13.07.09 / Piotr Bernatowicz / MINARET: ZA... A NAWET PRZECIW (komentarzy: 64)
archiwum autora27.06.09 / Piotr Bernatowicz / UMARŁ KRÓL! (komentarzy: 13)
Historia kariery króla popu – Michaela Jacksona opowiedziana dziełami sztuki.
archiwum autora
27.06.09 / Piotr Bernatowicz / UMARŁ KRÓL!
Historia kariery króla popu – Michaela Jacksona opowiedziana dziełami sztuki.
1. Portret Michaela Jacksona autorstwa Andy Warhola, który ozdobił okładkę magazynu “Time” w 1984 – tu Michael Jackson jak świeżo koronowany król pop w największym blasku sławy po sukcesie płyty „Thriller”, za którą Jackson otrzymał osiem nagród Grammy, rzecz bez precedensu.
2. W 1985 Gwiazdor zaprzyjaźnił się z szympansem o imieniu Bubbles. Podczas tournee promującego płytę „Bad” z 1987 roku, Michael i Bubbles dzielili nawet wspólny apartament w hotelu w Tokyo. Niezwykłą przyjaźń uwiecznił Jeff Koons w pracy „Michael Jackson and Bubbles”. W 1988 jedna z trzech ceramicznych figurek została sprzedana z 5,6 miliona dolarów.
3. Michael, uważany z wieczne dziecko, próbuje zaprzyjaźnić się z innymi dziećmi, dla których wybudował wspaniałe rancho Neverland. Te przyjaźni przyniosły mu wielkie kłopoty. W 1993 oskarżono go molestowanie jednego z chłopców przebywającego w Neverlandzie. Jako kusiciela dzieci uwiecznił go Banksy w pracy z 2006 roku.
4. Twarz Michaela zmieniła się całkowicie w czasie trwania jego kariery. Z największej czarnej gwiazdy stał się zagubioną białą gwiazdą brukowców, najcześciej ukrywającą swoją twarz przed kamerami. Obraz Kingi Nowak z 2008, który choć utrzymany w stylu tuymansowo-sasnalowym jednak dobrze chwyta wrażenie owej nieludzkiej maski, jaką stało się oblicze Michaela w końcowych latach jego kariery...


Ta nie historia króla popu tylko zestaw czterech gniotów. Majkel Dżekson i buble, zwane czasami dziełami sztuki przez ubóstwo bez oka, ale z nosem do szmalu, zwane często krytyką. Brrr..
słowo "gniot" kojarzy mi się bardziej z wymęczonymi płótnami w pseudekspresjonistyczno-post-baconowskiej stylistyce...
W przypadku Koonsa jest to raczej postmodernistyczna gra z kiczem, a że ktoś to kupił za tak dużą kasę - to nie Pan czasem postulował wolny rynek sztuki bez publicznych dotacji? No to ma Pan tego próbkę. Na tym właśnie opiera się strategia Koonsa... (no i oczywiście Michaela Jacksona:)
Panie Piotrze, wprawdzie warunki biometeo ostatnio nienajlepsze, ale to jeszcze nie powód, by żartować jak w malignie. Otóż, obaj wiemy, że na wolnym rynku, Koons "poszedłby" po cenie realnej, czyli dmuchanego zajączka z cynfolii, na odpuście, powiedzmy, w Łowiczu. Cała reszta, czyli wszystko powyżej dolara, to prościutki wynik mechanizmu, który jakże klarownie, wyłożył Pan piórem Karoliny Majewskiej (nr 4(72)z 2006 r.)i Jarosława Lubiaka (nr 6(86)z 2007) na gościnnych łamach swojego Arteonu. Nieco wcześniej metody i mechanizmy te szczegółowo omówiła konferencja 21-23 października 2002 r. w Bunkrze Sztuki(kurator gł. Adam Budak), którą także Arteon zaanonsował na str. 47 w nr 10(30) z 2002 r.. Ten anons szczególnie polecam wszystkim zainteresowanym (klucz personalnego przekładu mechanizmu "na Polskę").
W kontekście wolnego rynku stylistyka postbaconowska winna być Panu bliższa niż postrichterowska, boć Bacon regularnie wyżej ,,chodzi" niźli Richter.
Co do gry kiczem, pełna zgoda, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Aliści większość ma możliwości zaledwie na kicz. Do gry z Baconem, trzeba jednak mieć to i owo.
zwłaszcza "owo" czyli (z łac.)jajo(a).
Rozumiem, że czyta Pan wskazane przeze mnie artykuły i anonse i stąd wymowne milczenie
W rzeczy samej – czytam, czytam ale... prace studentów głównie, bo nastał czas zaliczeń :)
Co do przywołanych tekstów pisze Pan: „cała reszta, czyli wszystko powyżej dolara, to prościutki wynik mechanizmu” opisanego m.in. w tekście Karoliny Majewskiej. No właśnie cały problem w tym mechanizmie. To jest właśnie system rynkowy, który zresztą Koons dobrze zna, bo pracował na giełdzie. Mam wrażenie, że idealizuje Pan wolny rynek (co właściwie znaczy – wolny czyli szlachetny, prawdziwy???), jako mechanizm, który ma w naturalny sposób kojarzyć wartość artystyczną z wartością ekonomiczną. Przecież praca Koonsa została kupiona na wolnym rynku – dom aukcyjny przeprowadził licytację, kolekcjoner zapłacił cenę. To nie jest wolny rynek? Oczywiście zgadzam się, że nie wszędzie taki wolny rynek funkcjonuje – np. gdy muzea kupują prace artystów lokalnych, po to, by ci ostatni mieli z czego żyć – działanie stosowane w latach peerelu, ale i dzisiaj pewnie też.
Co Bacona – jakoś nigdy mnie jego obrazy nie pociągały (choć miał całą rzeszę naśladowców także w Polsce w swoim czasie)
Nie zaliczam Panu, nie czytał Pan. Cały czas polecam, przestanie Pan bujać w obłokach.
Wolny rynek to taki, w którym liczą się relacje popytu i podaży, w którym zakupy wynikają z siły nabywczej kolekcjonerów a nie z siły nabywczej budżetów instytucji dotowanych. Wolny rynek to taki, gdzie wszystkie podmioty rynku: prywatne i publiczne mają taki sam dostęp do publicznych środków. Wolny to nie taki, w którym dotowany nie dość, że jest dotowany to ma priorytet w dostępie do dodatkowych grantów. Dlaczego Pan Lech Kruszona ma wydawać Arteon z własnych środków i konkurować z Obiegiem czy Artlukiem wydawanym z publicznych. Prywatna FGF czy Raster radzą sobie tylko dlatego, że lezą "po linii" Zuja et consortes, spóbowaliby zmienić front, a Bazylea poszłaby się ....
Nie chce mi się tu smarować epopei, ale mogę -ZA DARMO-
uszczegółowić tematy. Pozdrawiam.
PS Zostaw Pan tego Bacona i własne preferencje(swoją drogą szkoda, że nie zobaczę Pańskich możliwości artystycznych). Znam te śpiewki o legendarnych rzeszach naśladujących Bacona, chciałbym poznać choć jednego, bardziej podobnego do pierwowzoru niż Sasnal do Richtera. Sorry, zapomniałem, że od jakiegoś czasu się nie naśladuje tylko stosuje techniki subwersywne i appropriation art.
Ależ Pan uparty, przeskakuje Pan z Koonsa to na Richtera, to na Sasnala, włączając jeszcze po drodze FGR, Raster, Zamek Ujazdowski i kilka czasopism...
Ale niech Pan będzie konsekwentny –„wolny rynek to taki, w którym liczą się relacje popytu i podaży, w którym zakupy wynikają z siły nabywczej kolekcjonerów a nie z siły nabywczej budżetów instytucji dotowanych.” No więc proszę, oto kilka wyników aukcyjnych prac Jeffa Koonsa:
1. W 1999 roku magnat prasowy Peter Brant zapłacił 1,8 miliona dolarów w domu akucyjnym Christie’s za pracę „Pink Panther” (1988),
2. W 2001 roku norweski kolekcjoner Hans Rasmus Astrup zapłacił 5,6 miliona dolarów za „Michael Jackson and Bubbles” (1988),
3. W 2005 finansista Thomas H. Lee zapłacił 5,5 milionów za ”Jim Beam - J.B. Turner Train” (1986).
(źródło: Kelly Devine Thomas, The Selling of Jeff Koons, ARTnews, Maj 2005)
Jest podaż, jest popyt (są dotowane instytucje?). No więc ma Pan swój wolny rynek. A wcześniej pisał Pan, że Koons na wolnym rynku poszedłby za cenę dmuchanego zajączka z cynfolii na odpuście....
Co do moich możliwości artystycznych – nigdy Pan ich nie zobaczy, bo przeczę tej obiegowej tezie, że w krytyku tkwi niespełniony artysta. Choć - jak widać na Pańskim przykładzie - w artyście czasem drzemie niespełniony krytyk :)
Nie przeskakuję, tylko wymieniam różne zjawiska w ciągu logicznym. Np. prosiłem by wymienił Pan choć jednego z "rzeszy" naśladowców Bacona bardziej podobnego do pierwowzoru niż Sasnal do Richtera. Co do Koonsa, myli Pan skutek z przyczyną. Robota przygotowawcza dawno tam została zrobiona, żeby mogły pojawić się te miliony na "robionych" aukcjach. W Polsce, poza ilością zer na koncie jest podobnie. Najpierw "robimy" biografię: np. dotowany pokaz płyt pilśniowych w Zachęcie, potem pilśniowe zero jedzie do Wenecji czy Kassel (oczywiście z promotorem), a następnie, urzeczywistnione światowym pokazem, wstawia się zero do prywatnej galerii w NY, między inne zera z pilśni lub cynfolii (Gladstone). Tam cacko figuruje czas jakiś (lub sprzedaje do dotowanej Tate), by ponownie wrócić na krajowe parkiety dotowanych instytucji, w glorii bywalca NY i takich cenach, do zbiorów dotowanego Zuj-a. Wywód podaję trochę z przekory, bo nie mam złudzeń, że ten mechanizm jest Pan w stanie jeszcze uzupełnić tym lub innym szczegółem. Dobrej nocy.
a mnie się podoba tam "małpa" Koonsa, a to z powodu barokowej śmierci rozsiadłej w tej pracy. Oczwiście to efekt niezamierzony. Jednak ta śmierć silna i tak obecna jak martwa mucha o szmaragdowo-zielonych skrzydłach w rosole drobnomieszczańskiej niedzieli :-)
Rynek jest zapchany każdy potrafi tworzyć tylko nie każdy ma na to czas. Gdyby nie śmierć która skutecznie przerywa drogę do doskonalenia umiejętności... Czas to umiejętności...
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować