15.02.10 / Piotr Bernatowicz / SUPLEMENT (komentarzy: 40)
archiwum autora24.11.09 / Piotr Bernatowicz / WAŻNE SPOTKANIE !!!! (komentarzy: 4)
archiwum autora02.11.09 / Piotr Bernatowicz / OBIEG CENZURUJE? (komentarzy: 7)
archiwum autora28.10.09 / Piotr Bernatowicz / POCHWAŁA JAWNOŚCI (komentarzy: 7)
archiwum autora27.07.09 / Piotr Bernatowicz / KIERUNEK FESTIWALE (komentarzy: 9)
archiwum autora13.07.09 / Piotr Bernatowicz / MINARET: ZA... A NAWET PRZECIW (komentarzy: 64)
archiwum autora27.06.09 / Piotr Bernatowicz / UMARŁ KRÓL! (komentarzy: 13)
Historia kariery króla popu – Michaela Jacksona opowiedziana dziełami sztuki.
archiwum autora
14.09.08 / Piotr Bernatowicz / FRUSTRACI ANTE PORTAS - czyli kogo Wojciech Kozłowski nie wpuści do galerii
Jakie są powody powstania dzieła sztuki? Jest ich na pewno mnóstwo. Także frustracja, złość wobec danego stanu rzeczy i chęć dania temu wyrazu. Jednak jak możemy rozpoznać taką frustrację w gotowym dziele sztuki? To karkołomne zadanie. Bo dlaczego najsłynniejsze historyczne dzieła Matejki nie miałyby być efektem frustracji artysty, jego niezgody na wymazanie Polski z mapy dziewiętnastowiecznej Europy? Ale takie rozważania mogłyby nas zaprowadzić w ślepą uliczkę. Okaże się wówczas, że 50 % dzieł sztuki powstało jako efekt frustracji (a drugie 50% jak wyraz konformistycznej zgody na rzeczywistość :)
Przyjmijmy zatem, że owa frustracja przybiera w dziele wyraźną postać. Jest nią forma pastiszu, gdzie sfrustrowany artysta „wyżywa się” na dziele jednego ze swoich poprzedników. Taki „zawistny” gest. Akurat możemy śledzić taki przypadek w naszym kraju – The Kransals wyżywają się na Sasnalu. Wojciech Kozłowski rozpoznaje w ich działaniach właśnie efekt takiej frustracji. The Krasnals „przedrzeźniają” szacowne obrazy Wilhelma Sasnal, bo mu zazdroszczą. A to, zdaniem Kozłowskiego, dyskwalifikuje obrazy Krasnali jako dobre dzieła sztuki: są słabe, bo są wytworem ludzi sfrustrowanych. Dlatego też Kozłowski nigdy nie wpuści tego rodzaju sztuki do swojej zielonogórskiej galerii. Ciekawy to argument i z pozoru bardzo zdroworozsądkowy. Bo przecież galerie nie są dla frustratów, ale „prawdziwych”, pozytywnie myślących artystów.
Konsekwencje takie myślenia mogą jednak prowadzić do dość zaskakujących wniosków. By je określić przyjrzyjmy się pokrótce kilku dziełom artystów minionego wieku.
Zacznijmy od Marcela Duchampa. W 1919 tenże artysta stworzył dzieło, które – w świetle powyższej definicji artystycznej frustracji – jest jej stuprocentowym przykładem: domalował wąsy portretowi szacownej żony florenckiego kupca Francesco Giocondo, a precyzyjniej: reprodukcji słynnego dzieła Leonarda da Vinci! Nie dość – podpisał jej dość osobliwie L.H.O.O.Q., gdy przeczytamy ten akronim z francuska uzyskamy ni mniej, ni więcej tylko: „Ona ma gorącą dupę!” A fe. Wojciech Kozłowski na pewno nie wpuściłby takiego dzieła za próg swojej galerii.
Idźmy dalej. Robert Rauschenberg. W 1953 młody Robert Rauschenberg wygumkował rysunek swojego starszego kolegi Willema de Kooninga. Kim był de Kooning? Najbardziej wziętym malarzem szkoły nowojorskiej w tym czasie (potem okaże się, że to Pollock jest rzeczywistą gwiazdą). Rauschenberg kupił od de Kooninga jego rysunek za butelkę Jacka Danielsa i rozpoczął wymazywanie. Zabrało mu to miesiąc. Rezultat został okrzyknięty skandalem – jak można zniszczyć dzieło takiego mistrza! To wandalizm. I Rauschenberga nie wpuściłby Wojciech Kozłowski do swojej galerii.
Niespełna dziesięć lat później inny malarz, współzałożyciel grupy COBRA, Asger Jorn, rozpoczyna cykl obrazów zatytułowanych „Modyfikacje”. Zasada cyklu polega na domalowywaniu do tradycyjnych, realistycznych obrazów - które zwykle wiesza się w mieszczańskich wnętrzach - malarskich bazgrołów. Jeden z tych obrazów pt. „La avantgarde se rend pas” można było do niedawna oglądać na wystawie w wiedeńskim MUMoK „Bad painting – Good art”. Na wcale urokliwym portrecie dziewczynki ze skakanką – Jorn nabazgrał tytułowe słowa i jeszcze domalował niewinnemu dziecku wąsy i bródkę! Sztubacki dowcip sfrustrowanego artysty! Dlaczego kupuje się takie, „ładne” obrazy, a nie twórczość Jorna? – tak można odczytać gest artysty. No cóż, Asger Jorn też całuje klamkę u drzwi galerii Wojciecha Kozłowskiego.
By nie przedłużać tej litanii sfrustrowanych artystów przejdźmy do przykładu całkiem niedawnego. Bracia Jake i Dinos Chapmanowie. Ich ofiarą padł Francisco Goya. Czym zawinił tenże znamienity i poważany hiszpański artysta, że Chapmanowie postanowili wyżyć się na jego dziełach? Chapmanowie kupili kolekcję grafik Goi, a następnie przeprowadzili ich „korektę” polegająca na domalowywaniu twarzy klaunów tragicznym postaciom z cyklu „Okropności wojny”, swastyk, a także kotków. Chapmanowie zostali okrzyknięci skandalistami, źle bawiącymi się dziećmi brytyjskiej sztuki, sprawa otarła się nawet o interwencję policji, która przeszukała pracownię braci w poszukiwaniu śladów kulturowej „profanacji”. A to wszystko z frustracji i artystycznej złości wobec Goi, której Chapmanowie specjalnie nie ukrywają. Nie mam więc wątpliwości, że bracia Chapmanowie nie zostaną wpuszczeni do galerii kierowanej przez Wojciech Kozłowskiego.
Nazbierało się nam tych artystów-frustratów stojących u bram zielonogórskiej galerii BWA, kierowanej przez jednego z kluczowych kuratorów i krytyków w Polsce, Wojciecha Kozłowskiego. Są tu: Marcel Duchamp, Robert Rauschenberg, Asger Jorn, bracia Chapmanowie no i na końcu kolejki nasi, swojscy The Krasnals... Ale zaraz, zaraz... panowie... czy będąc w takim ciekawym towarzystwie opłaca wam się w ogóle czekać u bram tej galerii?



No to mamy aferę. Jeszcze większą. Pan Kozłowski rzucając nie poparte niczym wyzwiska w stronę The Krasnals spodziewał się ich stłamsić i ośmieszyć na forum świata sztuki. Dziś bumerang powraca ze zwielokrotnioną siłą.
Argumenty (‘rzygi, frustraci, nudni etc.’) odbijają się ośmieszającą czkawką.
I tylko jedno mnie zastanawia. Dlaczego? O co chodzi Panie Kozłowski?
Dlaczego The Krasnals są tak niewygodni, że aż przestaje Pan racjonalnie myśleć?
A Krasnale rosną w siłę. Tworzą z ‘frustracji’ poruszając kolejne istotne tematy. Dziś Gruzji. Zatem frustracja górą! Powinni tego uczyć na ASP. I nie mówię tego złośliwie.
W tym kontekście uważam, że Krasnale są pozytywnie Sfrustrowani, Znudzeni i Zrzygali się całkiem słusznie na rzeczywiście skostniały układ.
Panie Piotrze, gratuluje artykułu! Trafił Pan w samo sedno.Nic dodać, nic ująć!
Co za zbieg okoliczności: otwieram artluk i pierwsze co – rzuca mi się w oczy mniej więcej taka treść:
Duchamp niewinnie domalował wąsy Mona Lizie, a „narracjoniści” Aillaud, Arrovo oraz Racalcati urządzają mu symboliczny pogrzeb na swojej wystawie w 1965 roku. I podobnie jak dziś w stosunku do The krasnals, komentarze wielkiego artysty do twórczości narracjonistów były banalne: „głupio namalowane”, „to było zabawne do oglądania”. Dziś poważne instytucje nie stronią od wystawiania ich sztuki: dopiero skończyła się wystawa w Galeries Nationales du Grand Palais w Paryżu, na 18 września rozpocznie się w IVAM w Walencji.
Krasnale w tak zacnym towarzystwie... Kto by przypuszczał jeszcze niedawno, że w naszej, ba, rodzimej sztuce pojawi się taka bomba! Nie brakuje im niczego by odnieść sukces na zachodzie. Czy dopiero wtedy Pan Kozłowski ich przeprosi? No bo skoro tam ich uznali, tzn. że są dobrzy?
Co za bzdety…przestańcie zajmować się tymi Krasnalami, są ciekawsze rzeczy. Już zaraz wystawa Yoko Ono, cały polski świat sztuki się na nią szykuje, więc pewnie faktycznie będzie co obejrzeć.
Tomek Kozak dobrze mówi na blogu Izy Kowalczyk, w dyskusji z W. Kozłowskim, że jest to rodzaj pamfletu. Tego typu działanie być może jest istotne dla utrzymania odpowiedniego napięcia w sztuce.
Do Pana Goleckiego,
chyba bawi się Pan w jednej piaskownicy z Panem Kozłowskim.
"Co za bzdety" - rzeczywiście argument nie do zbicia.
Potraficie tylko rzucać wyzwiska. Nic więcej.
Jasne, w czwartek wernisaż Yoko Ono. Gwiazdy z daleka. Oczywiście, że idę zobaczyć.
Gdyby Krasnale przyjechali z daleka i mieli wystawę w CSW, pewnie śpiewałby Pan innym głosem.
I kto tu jest żałosny.
Dzisiaj trafiłam na bloga Tomka Kozaka, znalazłam tam rewelacyjne teksty: przemyślane, inteligentne, dla większości kontrowersyjne..no i dobrze. Ktoś wyzwał tam T.Kozaka od frustrata, co zresztą świadczy tylko i wyłącznie o frustracji autora tego wpisu. No cóż, padło stwierdzenie, że The Krasnals są wulgarni..Jak dla mnie, mogliby być jeszcze bardziej. Nie wiem co jeszcze mogę dodać, pan Bernatowicz i Tomek Kozak powiedzieli już wszystko, a Krasnale to malują. Tylko pozazdrościć, a zarazem pogratulować odwagi, otwartości umysłu, nawet jeśli niektórzy chcą wulgarności i chamstwa, bo ja osobiście mam serdecznie dosyć tych zagłaskanych, grzecznych lalusiów, pupilków i maminsynków
Pani Ewko!
protestuję! nie powiedziałem jeszcze wszystkiego :) proszę zaglądać na forum...
Od jakiegoś czasu odwiedzam forum arteonu i zauważyłem, że już po raz kolejny poruszany jest temat The Krasnals. Przyznaje, że wcześniej nie przyglądałem się ich działalności, ale po tym artykule pana Bernatowicza z chęcią zapoznam się z twórczością tych wybornych frustratów:) Przeczuwam, że to będzie niezła bomba!
Mam wrażenie, że dzięki opiniom nieprzychylnym im krytyków Krasnale powoli stają się kimś na kształt ludowych bohaterów. I dobrze bo ich działania obnażają przerażającą miałkość współczesnej, topowej sztuki.
Do p. Marcina Goleckiego
(i wszystkich zainteresowanych):
Artykuł o twórczości Yoko Ono publikujemy w pazdziernikowym 'Arteonie'. Zapraszam do lektury :)
z pozdrowieniami,
Magda Moskalewicz
Panie Piotrze!
Rzeczywiście trochę się zagalopowałam..to jasne, że ma pan jeszcze wiele do powiedzenia:) Bardzo chętnie będę śledzić forum, czekam z niecierpliwością na pańskie kolejne artykuły.
Pozdrawiam
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować