strona główna > forum krytyków
wybierz miasto:
B G K Ł O P S T W KONKURSY

Gdańsk
Muzeum Narodowe w Gdańsku / Oddział Etnografii
"Dźwięki pierwotne"
18.05.2019 - 31.12.2019

"Dźwięki pierwotne" to pierwsza wystawa w Oddziale Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, która wykorzystuje przestrzeń całego budynku, a także ogródek przymuzealny. Na potrzeby ekspozycji powstały oryginalne instalacje dźwiękowe, wypożyczono wyjątkowe eksponaty i zabytkowe, często już nieznane instrumenty muzyczne. Przygotowany soundtrack wystawy stałej Oddziału, który wzbogaci ekspozycję o antropologiczno-muzykologiczną opowieść o nieistniejącym już świecie. Do zespołu tworzącego projekt zostali zaproszeni badacze etnomuzykolodzy, muzycy oraz artyści współcześni, wszystko po to, by stworzyć interaktywną, atrakcyjną wizualnie i odbieraną wieloma zmysłami wystawę, która pozwoli wejść w sferę dźwięków i poznać sekrety polskiej muzyki ludowej. Namawiamy też do aktywnego uczestnictwa: słuchania, grania i tańczenia!
Wystawa „Dźwięki pierwotne” przybliża fenomen dźwięku w kulturze, jego ewolucji, funkcji i ról. Temat ten został ukazany na trzech poziomach: dźwięków naturalnych, muzyki ludowej wyrastającej z dźwięków pierwotnych oraz wtórnego zainteresowania muzyką tradycyjną, inspiracji i jej przetwarzaniu przez współczesnych artystów.
Pierwszy poziom jest poświęcony relacji dźwięków człowiek – natura, a więc naśladowaniu dźwięków natury, naturalnym instrumentom (patyki, kamienie, źdźbła traw), dźwiękom pracy ludzkiej, wpływowi dźwięków na ciało, sygnałom oraz dźwiękom magicznym. To wokół tej problematyki – dźwięków pierwotnych – jest osnuta koncepcja wystawy i placu zabaw dla dzieci. Oprócz szumu drzew i strumyka tematem są między innymi pejzaże dźwiękowe dziewiczego krajobrazu, utracona równowaga dźwięku i ciszy czy melodia wsi. Nie sposób pominąć kwestii siły ludzkiego brzmienia w świecie naturalnych dźwięków, wszak przez wiele wieków najgłośniejszym słyszalnym sztucznym dźwiękiem było bicie dzwonu czy złowrogie huki armat.
Drugi, najobszerniejszy poziom wystawy, dotyczy szeroko rozumianej polskiej muzyki ludowej. Celem wystawy jest uchwycenie pejzażu dźwiękowego dawnej wsi, zdefiniowanie polskiej muzyki ludowej, ukazanie jej charakterystycznych elementów (w zależności od regionu i grup etnicznych), funkcji, ewolucji, bogactwa instrumentów muzycznych, wreszcie – twórców i muzyków. Ta część wystawy jest poświęcona następującym relacjom: muzyka a obrzędy, muzyka a religijność, muzyka a życie codzienne. Wydarzenia ze sfery sacrum i profanum. Wystawa porusza także temat więzi człowieka z instrumentem (i muzyków, i twórców), a także wizerunku muzyka, jego roli w społeczeństwie, pełnionych funkcji intensywności doznań muzycznych. Na koniec zainteresowani mogą się zapoznać z historią badań nad dźwiękiem, nagrań terenowych czy archiwaliami.
Trzeci poziom tematyczny wystawy stanowi próbę ukazania wpływu muzyki na kompozytorów klasycznych i popularnych oraz współczesnych artystów audiowizualnych, jak również pokazania analogii między muzyką wsi a jazzem i bluesem, opartej o fenomen improwizacji.
Wystawie towarzyszy książka dla dzieci Brzdęk. Jak złapać dźwięk autorstwa Pawła i Piotra Sitkiewiczów z ilustracjami Agaty Królak. Dodatkowo, zapraszamy na październikową konferencję naukową, a także sympozja popularnonaukowe, wykłady, spotkania oraz prelekcje. Projekt wzbogaci specjalnie przygotowany program edukacyjny, dostosowany do odbiorców w różnym wieku, adresowany zarówno do grup zorganizowanych, jak i rodzin, seniorów, młodzieży i dzieci. Dzięki bogatemu programowi koncertów przez cały czas trwania wystawy Oddział Etnografii będzie rozbrzmiewał muzyką ludową, klasyczną i współczesną.
Kuratorzy: Anna Ratajczak-Krajka, Krystyna Weiher-Sitkiewicz, Waldemar Elwart; opieka merytoryczna: prof. dr hab. Zbigniew Jerzy Przerembski (Uniwersytet Wrocławski), dr Robert Losiak (Uniwersytet Wrocławski), artyści: Marcin Dymiter aka emiter, Sylwester Galuschka & Konrad Gustawski & Wojciech Wilk, Julie Myers, Florian Tuercke, Wojciech Zieliński

[zwiń]


Gliwice
Muzeum w Gliwicach – Willa Caro i Czytelnia Sztuki
"Hasior. Wystawa ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem"
13.07.2019 - 20.10.2019
Patronat „Arteonu”

Jak sam twierdził, „nigdy nie chorował na nowoczesność”. Jeden z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych polskich twórców współczesnych – Władysław Hasior. prowokujący indywidualista, przyrównywany do Rauschenberga i Warhola, uznawany za prekursora polskiego pop-artu. Tworzywem sztuki uczynił odpady cywilizacji technicznej łączone z przedmiotami ze sfery sacrum. Prowadził nieustanny dialog z polską rzeczywistością i mitologią, dialog zaprawiony poezją, ale też drwiną i ironią, jak „Sztandar św. Emeryta”. Sięgał po tematy ponadczasowe, symbole i archetypy, które wpisywał w aktualny kontekst. Tworzył prace ekspresyjne i uczuciowe. Rzeźbę „Niobe” ulepił z mydła i rozpalił ogień. Jego sztuka była sztuką pięciu żywiołów – piątym miała być fantazja. Żywiła się kiczem religijnym i świeckim, obrazami Polski powiatowej, gdzie tradycyjna kultura wiejska i małomiasteczkowa przyswajała i przeobrażała/oswajała wytwory „nowoczesności”. Wystawa „Hasior...” została przygotowana we współpracy z Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, które posiada największą kolekcję prac artysty oraz jest opiekunem jego spuścizny. Ekspozycja zostanie zaprezentowana w dwóch odsłonach. Na piętrze Willi Caro będzie można zobaczyć zarówno wczesne prace (kolaże, szkice akademickie i ceramiki), jak i asamblaże, projekty wybranych realizacji plenerowych czy też archiwalia związane z życiem artysty. W Czytelni Sztuki natomiast organizatorzy przybliżą fotograficzny i scenograficzny dorobek artysty. Jak mówił Władysław Hasior: „Bo tu chodzi o ruch wyobraźni, o ścieranie się poglądów – sam eksponat nie musi być arcydziełem – wystarczy, że jest skuteczną płaszczyzną do ćwiczenia wspólnoty wyobraźni”. W Muzeum w Gliwicach zostanie w sposób przekrojowy ukazana twórczość Władysława Hasiora przez prezentację najbardziej znanych prac artysty, w tym tych odnoszących się do doświadczenia wojny, cierpienia i przemijania. Kuratorami wystawy są Julita Dembowska (Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem) oraz Wojciech Nowicki (Czytelnia Sztuki).          

Władysław Hasior, „Zwiastowanie II”, kolekcja Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem
[zwiń]


Katowice
Galeria Szyb Wilson
XII Art Naif Festiwal
07.06.2019 - 23.08.2019
Patronat „Arteonu”

Międzynarodowy Festiwal Sztuki Naiwnej – Art Naif Festiwal – jest wydarzeniem cyklicznym, dzięki któremu już od ponad 10 lat postindustrialne wnętrza Galerii Szyb Wilson w Katowicach zapełniają się kolorową, radosną i odświeżającą sztuką naiwną z całego świata. W 2019 roku Festiwal odbywa się po raz dwunasty. Krajem przewodnim tegorocznej edycji, a jednocześnie gościem specjalnym Katowic jest odległa Kolumbia, w której sztuce do dziś zauważalne są wzajemne wpływy sztuki europejskiej, która dotarła do Ameryki na przełomie XV i XVI wieku, i pierwotnej, rodzimej kultury Inków. Nie zabraknie również reprezentantów innych krajów Ameryki Południowej: Argentyny, Brazylii, Ekwadoru, Urugwaju czy Wenezueli. Wystawie głównej towarzyszyć będą wystawy dodatkowe, zorganizowane przez Muzeum Śląskie, Muzeum Historii Katowic, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, Łódzki Dom Kultury. Podczas festiwalu nie zabraknie warsztatów artystycznych dla dzieci, koncertów i corocznego ArtJarmarku na nikiszowieckim rynku. Szczegółowy program znajduje się na stronie: www.artnaiffestiwal.pl

Głównym celem Art Naif Festiwalu jest rewitalizacja społeczna oraz przełamanie stereotypowego spojrzenia na przemysłowy charakter Śląska. Aby w pełni zrealizować zamierzone działania i dotrzeć do jak największego grona odbiorców, oprócz wystawy prac z nurtu naiwnego, organizatorzy przygotowują warsztaty plastyczne i inne wydarzenia edukacyjno-kulturalne. 

Sala Pilar (Argentyna), „The Moose in Katowice”, mat. pras. XII Art Naif Festiwal

[zwiń]

   »

W lipcowym numerze Arteonu: Kajetan Giziński pisze entuzjastycznie o wystawie „Wokół Konrada Krzyżanowskiego. Asocjacje i ekspresje” odbywającej się w Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi. Grażyna Krzechowicz przedstawia sylwetkę Olgi Wisinger-Florian z okazji jej monograficznej wystawy w Leopold Museum we Wiedniu. „Historie o starości” w białostockim Galeria Arsenał elektrownia recenzuje Sebastian Kochaniec. Wystawę „Choroba jako źródło sztuki” odbywającą się w Muzeum Narodowym w Poznaniu omawia Aleksandra Kargul. Karolina Staszak komentuje wystawę malarstwa kobiet pt. „Farba znaczy krew” w Muzeum nad Wisłą. Karolina Greś przybliża wystawę „Mocne kawałki. Feminizmy i geografie” w Stadtgalerie Saarbrücken. Agnieszka Salamon-Radecka recenzuje pokaz "Ekspresje wolności. Bunt i Jung Idysz - wystawa, której nie było" w Muzeum Miasta Łodzi. W rubryce "Sztuka młodych" Wojciech Delikta przedstawia twórczość ilustratorki Joanny Bartosik. W rubryce "Rekomendacje" Zbigniew J. Mańkowski pisze o postawie artystycznej Sofii Dzemidovich i Łukasza Lewandowskiego. W rubryce "Dossier" Tomasz Biłka OP opowiada o obrazach Zbigniewa Cebuli. W dziale "Zaprojektowane" Alicja Wilczak prezentuje działania na pograniczu biżuterii i sztuki współczesnej duetu LIS². Poza tym aktualia i inne stałe rubryki. Zapraszamy do lektury.

Okładka: Konrad Krzyżanowski, „Portret żony z kotem”,1912, z kolekcji Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, mat. pras. Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi

19.09.08 / Sabina Czajkowska / Sztuka i pieniądze... Z innej beczki, ale i tak o Krasnalach

Po ostatniej majstersztyk „akcji 111” Hirsta w Londynie, który uważam zrobił wszystkich wokoło w tak doskonałe bambuko, że aż nic, tylko się uśmiechnąć, myślę, że Krasnale mają wielką szansę na karierę międzynarodową.

Nie tylko u nas tak jest okropnie, że wszyscy wszystkim zazdroszczą i wiedzą doskonale co kto powinien robić, jak być szlachetnym i wielkim… Ostatnio w The Guardian pojawiła się sugestia autorstwa Charlotte Higgins (http://www.guardian.co.uk/culture/charlottehigginsblog), że za te 111milionów, za które dzieła niedobrego Hirsta poszły na aukcji można by kupić dwa rewelacyjne Tycjany, które National Gallery of Scotland posiada w depozycie od Księcia Sutherland od 1945r., a który (nie ten sam, już potomek) teraz zdecydował się je sprzedać (oj, niedobry książę, niedobry, jak można taki narodowy skarb narodowi odbierać?). Wspaniałomyślnie zaoferował je za jedyne 50 milionów każdy (podczas gdy ich wartość to 300m funtów). Rany boskie, ależ by było, gdyby to Hirst podarował narodowi te Tycjany! A ten naród jak by się ucieszył! (U nas naród mógłby się unieść dumą i ich np. nie przyjąć, ach, jakie to by było „nasze”.) A tak to nie, sprzedał te swoje formaliny tym rosyjskim oligarchom (bo oczywiście mimo, że aukcja w tych najwyższych kwotach była telefoniczna i anonimowa, wszyscy i tak wiedzą, kto kupił, żeby sobie w domu postawić) i jest obrzydliwie i niesprawiedliwie (w komentarzach do rzeczonego artykułu pojawia się również przymiotnik „niemoralnie”) bogaty.

Bo nie przymierzając Hirst z Sasnalem (wiem, że to nadużycie takie wulgarne porównanie) mają wspólne dwie rzeczy: karierę błysk w związku z Saatchim i nadzwyczajny (każdy na miarę swojego miejsca geograficznego, ale jednak) sukces finansowy. Więc odnosząc się do poruszanej już na forum kwestii, typu „gdyby Krasnale nie byli z Polski”, myślę, że mieliby szansę zaistnieć mocno w świecie, bo tematy się chyba nigdy nigdzie nie skończą (już zresztą zaczęli wycieczki). A poważnie rzecz biorąc, Monolit w komentarzu do ostatniego wpisu Piotra napisał, że całkiem serio co poniektórzy powinni się zainteresować, bo na Krasnalach można zarobić. Otóż na pewno tak, przy odpowiednim marketingu i świadomym (czytaj: wyrachowanym) działaniu. Pytanie tylko, czy to jeszcze będą Krasnale. Również idea wystawy (swoją drogą jako takie działanie na przekór nienormalności znakomita, poszłabym na nią chętniej niż na nutrie…) wydaje mi się nieco niebezpieczna z tego samego powodu – czy to nie zniszczy krasnalowej partyzantki? Bo Krasnale póty żyją, póki wzbudzają emocje i są nieuchwytni i za prawdziwy fenomenem uznałabym raczej tę dyskusję, która się toczy (wskazanie placem na pewne sprawy, jak choćby na to błędne koło, o którym pisał Piotr), niż ich wirtualne prace. I mam nadzieję, że to było ich właściwym celem.  

Komentarze:
Monolit
No i właśnie, proszę Państwa, moim bardzo skromnym zdaniem, z punktu widzenia czysto biznesowego mamy produkt krajowy bardzo wysokiej jakości.
Mianowicie: pomijając kwestie lokalne, kto kogo czy nienawidzi, The Krasnals są: kontrowersyjni, dynamiczni, zwinni, szybcy, zawsze aktualni i, z tego co jestem w stanie zauważyć w Internecie, dość dobrzy w malarstwie, rysunku i takich tam...
A dowód na to taki, proszę Państwa: komu wcześniej udało się, w niespełna pół roku, przeryć całą naszą scenę artystyczną i obrócić wszystko (i wszystkich) do góry nogami?!
Podsumowując, Krasnale spełniają Wszystkie warunki i normy dobrego towaru eksportowego...
piotr.b
ależ drogi Monolitcie, krasnale są już od wielu lat najlepszym towarem eksportowym... wystarczy zajrzeć do niemieckich ogródków :)
sabina
tak tak, sympatyczny towar eksportowy pierwsza klasa. Ja jednak oderwę się od Krasnali i podryfuję znowu w stronę Hirsta, bo muszę dopowiedzieć dlaczego facet mnie po prostu zachwycił i właściwie swoją akcją podekscytował znacznie bardziej niż niegdysiejsze skandale związane z jego pracami. Otóż po co cała ta akcja z aukcją? Hirst, biedactwo, w swoich wypowiedziach ostatnio stwierdza jaki jest zmęczony, znudzony i jak to musi siebie "stworzyć na nowo", nabrać dystansu. No, jasne, jak chcemy wpuścić wiosnę do domu, to robimy porządki, pozbywamy się staroci i czyścimy szafy na nowe rzeczy. Więc ta aukcja to takie, jak mówią Francuzi "vide grenier", czyszczenie - wyprzedawanie - staroci ze strychu. No i wystarczy rzucić mimochodem, że będzie się zmieniać dryf, że obrazy z kropkami to się już kończą, więc jak ktoś ma ochotę, to tylko teraz... No i pooooszlyy! Polecam też rzucić okiem na video z wywiadem z wystawy przedaukcyjnej na stronie Sotheby's, tam widać znakomicie, jak została zakomponowana. Otóż "centralna" (określenie Sotheby's) praca dla wystawy (i aukcji) "The Golden Calf", złote cielę w formalinie ze złotym dyskiem pomiędzy rogami, jest ustawione na czymś w rodzaju marmurowego piedestału dla konnego pomnika czy też ołtarza antycznego. I tak jak ci wszyscy żądni sztuki przez duże $ wchodzą do jej świątyni stając w końcu przed złotym cielcem, chcąc czy nie chcąc. Ojoj, czyżby zdolny, ale prosty chłopak z Leeds miał tyle wyobraźni i inteligencji żeby sobie tak doskonale z nas zakpić? Teraz, żeby nabrać tego dystansu, otworzy sklep z gadżetami obok Sotheby's, będzie sprzedawał koszulki i plakaty... Jeden wielki już kiedyś podobny manewr wykonał (no inna klasa, inna), zaczął grać w szachy. Ciekawe, co dalej. Muszę powiedzieć, że spojrzawszy na całą aferę w ten sposób jestem zachwycona ruchem akrobaty, który zdaje się bezbłędnie wyczuł moment, kiedy należy się z pompą wycofać i zrobić na tym interes zagrawszy na nosie całemu tzw. establishmentowi. (Jeśli się mylę, mnie również zagrał na nosie, tak czy siak zdaje się, że jest górą.)Historia z Tycjanami pokazuje wyraźnie, że w oczach społeczeństwa "godnym jest" wydać 100m na "godne" dzieła niż zarobić 111m w świetle jupiterów. Moja ekscytacja będzie zapewne krótkotrwała, niemniej jednak w erze tzw. newsów jest to news pierwsza klasa. Bo jakoś miło tak się uśmiechnąć czasami...
Monolit
Czy to nie zniszczy krasnalowej partyzantki?
No tak, to pomysł Stacha Szabłowskiego, który dzisiaj, na łamach Dziennika, rozważa nad sensem sztuki, chciwością artystów, machiną biznesu w sztuce etc...
I to wszystko w kontekście "sztuki" Damiena Hirsta.
W tym samym czasie, w CSW, została otwarta wystawa Yoko Ono. Jak to według mnie wyglądało?
Przy całym moim szacunku do całokształtu twórczości artystki, wyglądało to dokładnie tak, jakby ktoś wypuścił babunię (z zabawką-latarką) z domu starców, po tym jak właśnie wypiła Coca-Colę, po czym zrobiła z siebie pośmiewisko na scenie (nawet Wyborcza, która była patronem medialnym przedsięwzięcia przyznała skromnie, że publiczność niespecjalnie zareagowała) i, aż strach pomyśleć, co mogło się zdarzyć dalej... mogła się np. naćpać i wykorzystać kilku młodych chłopców. To trochę spóźniony (o jakieś 40 lat) New Age Wave.
A powinno to wyglądać tak, że Yoko siedzi sobie w swoim ciepłym foteliku przy kominku a my, zachowując respekt do jej twórczośći i osoby, oglądamy jej wystawę w Muzeum Narodowym (bo to przecież prace sprzed 20, 30 lat) a nie w CSW, bo to Centrum SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ, czyli miejsce dla aktualnych prowokatorów.
Więc, Panie Szabłowski, więcej odwagi, a nie tylko dywagować w gazetach i pokazywać nam w CSW eksponaty muzealne o charakterze antykwarycznym!

pozdrawiam.
peaches
słyszałam, że Saatchi już prowadzi negocjacle z grupą The Krasnals, może to jest powodem, że jeszcze nie widzieliśmy ich obrazów na żywo... Czy to prawda??
ewka
Z pewnością Krasnale spełniają obecnie wszystkie wymagania, by ich sztuka stała się bardzo chodliwym towarem. Nie sądzę jednak, by dali się tak po prostu sprzedać, bo to totalnie zaprzeczyłoby ich "krasnalowości". Uważam, że już dawno zorientowali się, że są nie tylko anonimowymi komentatorami rzeczywistości, ale także krytycznym głosem wielu ludzi mających podobne poglądy. Nie sądzę, by wystawa The Krasnals coś zepsuła. Dla mnie byłaby przede wszystkim okazją przyjrzenia się z bliska ich twórczości(nikt przecież nie każe im się od razu demaskować). Jeżeli tylko będą kontynuować swoją partyzantkę z taką błyskotliwością i zaangażowaniem, to uważam, że ich niezależności i nieuchwytności nic nie grozi.
marek s.
Wystawa… zastanawiam się właściwie po co, co kilka dni urządzają wernisaże (wirtualne), na bieżąco prezentują swoje najnowsze prace. Dla mnie to fenomen, bo traktują widza z wielkim szacunkiem, możemy co kilka dni oglądać, oceniać, krytykować, rozmawiać. Stali się jakby bohaterem sztuki teatralnej, który co chwilę zadziwia, zachwyca, smuci, nudzi, wkurza, doprowadza do szału… A z nas zrobili publiczność interaktywną, co chwilę jest nowy bodziec, prowokują do myślenia, do reagowania, pozytywnie lub negatywnie. Wszyscy staliśmy się jakby uczestnikami, aktorami w tej sztuce. I to chyba istotniejsze, bo ta cała akcja przerodziła się w projekt artystyczny, gdzie widz wraz ze swoimi odczuciami i przemyśleniami jest ważniejszy… Krasnale tylko zapodają temat i tyle, resztę to my tworzymy… To według mnie jest prawdziwy fenomen – funkcjonowanie otwartego dyskursu. Biorąc po uwagę ten oto kontekst, w jakim celu miałaby być zrealizowana wystawa Krasnali? Tylko po to, żeby obejrzeć materię malarską – według mnie to nie ma już żadnego znaczenia.
W tym samym czasie, jak się mają nasi czołowi artyści: jednemu udało się wcisnąć do Saatchiego, drugi wystawił się w Wenecji, trzeci znakomicie sprzedaje swe malunki w Wiedniu, chętnie zapraszani są do Zachęty, CSW, biorą udział w najważniejszych, a zarazem najbardziej skomercjalizowanych targach na świecie, np. Frieze Art Fair, Art Basel, Art Forum Berlin, itd., itd.
W sumie ok, nie jestem temu przeciwna, trzeba zarabiać, im więcej tym lepiej dla nas wszystkich, takie są reguły kapitalizmu. Natomiast jakie są konsekwencje tego dla nas zwykłych widzów? Uważam, że jesteśmy traktowani jak zwykłe bydło, obraźliwie, bez szacunku, bo nie mamy żadnego prawa wypowiedzenia swoich poglądów, opinii (chyba że w kuchni przy kawce z koleżanką ze studiów). Zaraz będzie jakiś histeryczny wpis – jak to, przecież są fora, każdy może się wypowiedzieć. Tak, ale po tym jak Obieg, Art & Business, Arteon, itd., poświęcili już całe numery temu, jaki dany artysta jest wspaniały, niezwykły, jakie ma wielkie znaczenie dla historii sztuki, po tym jak już zostało wzdłuż i wszerz opisane, jaki ma niesamowity warsztat, do jakiej odwołuje się estetyki, dlaczego i co chce nam przekazać, po tym jak już opisano gdzie miał wystawę, nawet jakie są przyciski w windzie w budynku, i na końcu po tym, jak ktoś palnie, że to nasz obowiązek narodowy podziwiać danego artystę (acha, no i jeszcze wydaje się gazetkę edukacyjną dla dzieci o wielkim artyście)…
Jednym słowem, nam po prostu odgórnie rozkazano zachwycać się! Inaczej mówiąc, powiedziano nam, że jesteśmy za głupi na to, aby samemu oceniać sztukę, chyba że wyedukujemy się w ‘odpowiednich’ kryteriach. A to już nie marketing, PR, a zwykła manipulacja na masową skalę.

I na końcu, powracając do Krasnali, bez względu na to jak malują, (jaka jest malatura, rozrzedzona czy nie terpentyną), jako pierwsi i jak na razie jedyni rozpoczęli i prowadzą prawdziwy dyskurs na temat ustalania wartości w sztuce… stawiając tylko proste pytania, nam wszystkim.
marek s.
Przepraszam, zapomniałam się przedstawić; powyżej skożystałam z konta kolegi i wyszło na to że wypowiedział się on jako kobieta.

Pozdrawiam wszystkich, Magda.
gość niedzielny
bardzo fajnie napisane Panie Marku,Magdo...
-czyli normalnym językiem ;)
Myślę ,że jak Krasnale trochę kasy zarobią to zrealizować będą mogli projekty , które na czas obecny nie są wstanie zrealizować....
W Art und Biznes zdaje się już nie ma konkursu Obraz Roku ,a szkoda(sam nie jestem malarzem zaznaczam),ale uwielbiałem czytać forum ,gdzie Malarze i Malarki wyzywali się nawzajem,jury ,sponsora ,Boga itd. itp.
Krasnale mogą w przyszłości np.zrobić otwarty konkurs (i ufundować nagrodę) na np.,,świnię roku,,(odniesienie jeśli ktoś nie wie o co chodzi ,to do akcji Krasnali w NRD)

świnia w malarstwie,rzeźbie,fotografii,itp...
pięnie by było.... ;)
usznowania
Trylobit Wschodu
"Jednym słowem, nam po prostu odgórnie rozkazano zachwycać się! Inaczej mówiąc, powiedziano nam, że jesteśmy za głupi na to, aby samemu oceniać sztukę, chyba że wyedukujemy się w ‘odpowiednich’ kryteriach. A to już nie marketing, PR, a zwykła manipulacja na masową skalę."

Święte słowa pani Magdo! Mam dokładnie takie samo wrażenie - że stara się odebrać nam swobodę odbioru! Tyle tylko, że choćby nawet sążnisty i uczony tekst tego czy innego krytyka nas przekonał to w końcu i tak stajemy przed samym "dziełem". I czar pryska.
qwerty
krasnale są przewidywalne ,sztampa i tyle
ewuttek
może i przewidywalne i lekko tandetne , ale bezkonkurencyjne w trafności komentowania naszej rzeczywistości , a o to przede wszystkim chodzi . A konkurs na "świnię" wydaje mi się rewelacynym pomysłem . Pozdrawiam wszystkich
Bodziann
A ja z kolei Pani Magdo chętnie bym obejrzał ich wystawę. Dlaczego? Byłby to triumf ich kpin (uzasadnionych zresztą) z Sasnalem i resztą jemu podobnych, głównie z punktu widzenia warsztatu. Bo moim zdaniem oni świadomie, bardzo inteligentnie używają „styl” Sasnala (styl w cudzysłowiu, bo to przecież nie jego, ale to już inny temat), po to żeby dalej ośmieszać tę całą gromadkę pseudomalarzy. Zresztą Łukasz Guzek kiedyś o tym pisał, że oni już udowodnili jak łatwo można powielić „malowidełka” Sasnala ze strony formalnej, tematów też im nie brakuje, do tego są dużo poważniejsze od sztucznie naciąganych „super poważnych zagadnień” „naszych czołowych artystów”. Także z tego punktu widzenia Pani Moskalewicz, to co Pani mówiła o „geniuszu” Sasnala, to niestety zwykły bełkot. Broń Boże nie chciałbym Pani w żaden sposób obrazić, ale pomimo tego że Pani studiowała historię sztuki, kulturoznawstwo, czy coś z tych rzeczy, świetnie też Pani pisze o sztuce, to widać że Pani kompletnie nie zna się na warsztacie, na technikach malarskich, na rysunku, na wiedzy o kolorach, itd., właściwie na niczym z tej dziedziny. Więc proponuję, niech się Pani nie ośmiesza i nie zabiera głosu w sprawach, o których nie ma Pani zielonego pojęcia, bo to obniża Pani poziom, strasznie. Przecież Sasnal nawet płótna nie potrafi porządnie naciągnąć, większość jego płócien jest pofałdowana w narożnikach, a co dopiero jego „gest malarski” (ha ha) Krasnale mądrze, myślę że specjalnie, od czasu do czasu robią takie popisy swoich umiejętności (Sierakowski, Gruzja, Jaruzelski…) po to żeby dodatkowo dobić i zaraz pokazać iż operują dużo większym potencjałem możliwości. Bo w porównaniu do nich, byli członkowie grupy Ładnie są po prostu niewykształceni, do bólu nudni i przewidywalni. Myślę, że jeśli chodzi o kreatywność, oni już swą karierę zakończyli. Teraz mogą zajmować się tylko i wyłącznie biznesem.
I na końcu Pani Sabino, sądzę że trafnie porównała Pani The Krasnals do Hirsta – chodzi mi o spryt, perfidię i wulgarność (mówię o tym w świetle pozytywnym), natomiast finansowo? No nie wiem, czas pokaże.
gość niedzielny
Bodziann....
Sasnal a rynek szuki(czyli biznes) to sa 2 odrębne dziedziny..
proszę o tym pamiętać...
tzw. rynek sztuki przypomina obecnie bardziej kabaret,bez obrazy dla kabaretów.. .
pzdr.

moskalewicz
Do p.Bodzianna:

Nie przypominam sobie, żebym gdziekolwiek kiedykolwiek napisała, że Wilhelm Sasnal jest "geniuszem". Na tym forum użyłam raz określenia "świetny malarz" - jest jednak między nimi dość znaczna różnica.

Fajnie, że wyraża Pan swoją opinię o jakości malarstwa tego artysty, nie wydaje mi się jednak, żeby skierowane w moją stronę argumetny ad personam dodały siły Pańskiej wypowiedzi czy mogły przekonać do Pańskiego stanowiska w sprawie Sasnala. Wręcz przeciwnie. Obniża to poziom tej wypowiedzi, strasznie.

Trylobit Wschodu
Raz by wystarczyło :)
ewuttek
W zupełności , no chyba , że ma to nam się wbić w pamięć :)
moskalewicz
Błąd strony, już naprawiony.
Bodziann
„bo to wlasnie sposob, w jaki kladzie on farbe czynią jego obrazy tak wyjatkowymi”
Pani Magdo, co ma oznaczać to zdanie? Tam nie ma nic wyjątkowego. Takich sasnalowych pociągnięć pędzla jest pani w stanie nauczyć się w 5 minut. Niech sobie pani popatrzy jak malarz ścienny operuje pędzlem malując ściany. Niech Pani spróbuje zrobić to na płótnie i uzyska efekt wyjątkowych Sasalskich pociągnięć pędzla.
A kwestia tego „co się robi”, czyli tematów – co tu robią historia, Holocaust, widać gołym okiem że ten człowiek tych tematów nie zgłębił. Maluje je ze zdjęć i do tego dorabia się teorię. Wykonuje je na zlecenie, bo tylko dzięki tym tematom jego obrazy są komercyjne i chodliwe.
Dlatego też napisałem, że Pani nie wie o co chodzi, kiedy zachwala technikę i tematykę obrazów Sasnala.
jan
Ale byście się zdziwili na wiadomość, że pewna ładna grupa stoi za działalnością naszych krasnali. Wiadomość z pierwszej ręki.
Skomentuj:
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować