strona główna
wybierz miasto:
B G J K L Ł P R S W Z KONKURSY

Lublin
Galeria Gardzienice Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice"
"Ryszard Kaja. Teatralny Bar Świata Małopolskiego"
24.10.2019 - 17.12.2019
Patronat „Arteonu”

Na wystawie w Galerii Gardzienice pokazane zostaną między innymi plakaty, tematycznie dobrane i wykonane przede wszystkim dla wschodnich regionów Polski, jak również portrety małopolskie, projekty kostiumów, scenografii, częściowo fragmenty niezwykłych dzienników Ryszarda Kai. O swoich plakatach zwykł on mawiać: „Moje plakaty są pełne detali, tak jak i mój dom, a mój dom pełen jest wspomnień. Ja kolekcjonuję przeszłość (…). Nie interesują mnie poszukiwania formalne, anektowanie nowych przestrzeni dla sztuki. Mody, także artystyczne, są mi obce, nie patrzę, jak wszyscy w przyszłość, tylko szperam w swej przeszłości”. Popularność i rozpoznawalność dały artyście między innymi plakaty z serii „Polska”, które od 2012 roku Ryszard Kaja tworzył na zamówienie Galerii Polskiego Plakatu we Wrocławiu. Unikatowy język symbolu, skrótowa forma przedstawienia i umiejętne operowanie kolorem czynią jego plakaty niepowtarzalnymi. Odwołania, siła skojarzeń, detal decydują o doskonałości plakatowych dzieł Kai dla teatru. Wypracowana przez niego metafora uproszczonego przedstawienia, oszczędnego przekazu, zdawkowego symbolu, śladowego krajobrazu tudzież tła stanowi element rozpoznawalny w plakatowej, teatralnej twórczości Ryszarda Kai.  Ryszard Kaja był niezwykle pracowitym twórcą, o nieskrępowanej wyobraźni i ogromnym zapale do pracy. Jego spektakularna przygoda ze sztuką to także rozmaite realizacje teatralne, od scenografii po kostiumy i dekoracje. Mówi się o ponad 200 scenografiach teatralnych, baletowych, operowych i telewizyjnych. W późniejszych latach życia artysta chętnie sięgał po rysunek i monotypie. Autorem tytułu lubelskiej ekspozycji i współkuratorem wystawy jest Leszek Jamrozik.  

Ryszard Kaja, bez tytułu, olej, mat. pras. Galerii Gardzienice

[zwiń]

Wstęp / Pożegnanie
Karolina Staszak

Muszę przyznać, że ostatnie numery „Arteonu” robiło mi się niezwykle ciężko. Nie dlatego, by decyzja o zawieszeniu tytułu była dla mnie niewyobrażalna czy zaskakująca. Właściwie była logiczna. Niektórzy jednak w sytuacjach końca mentalnie zamykają temat o wiele wcześniej, niż jest to dostrzegalne z zewnątrz, i już jedną nogą są gdzieś dalej, a to nie ułatwia pracy. Tak było w moim przypadku. Bez sentymentu? Nie, nie »

reklama
reklama