strona główna > wstęp
wybierz miasto:
A B C D H I K L M N O P S W KONKURSY

Berlin
Hamburger Bahnhof
"Local Histories – Friedrich Christian Flick Collection"
15.12.2018 - 29.09.2019

Jaką sztuką inspirował się Donald Judd? Co łączy Konrada Luega, Sigmara Polke i Gergarda Richtera? Które galerie wspierały Bruce’a Naumana i Jenny Holzer na początku ich kariery? To na te pytania między innymi stara się odpowiedzieć nowa ekspozycja berlińskiego Hamburger Bahnhof Museum für Gegenwart. Wystawa „Local Histories” stanowi przegląd dzieł pochodzących ze zbiorów Friedricha Christiana Flicka. Niemiecko-szwajcarski kolekcjoner zaczął nabywać sztukę w 1975 roku. Kiedy 26 lat później plany wzniesienia prywatnego muzeum (według projektu Rema Koolhaasa) spaliły na panewce – wskutek licznych kontrowersji wokół pomysłodawcy i historii jego rodziny – Flick postanowił podzielić swoje zbiory i przekazać je do berlińskich muzeów na prawach długoterminowego depozytu. U progu nowego tysiąclecia Hamburger Bahnhof zyskało więc ponad 1600 prac europejskich i amerykańskich twórców, z kolei bez mała 400 artystycznych realizacji trafiło do Neue Nationalgalerie, stając się najhojniejszym darem, jaki otrzymała ta instytucja od momentu powstania w 1861 roku. Zainteresowania kolekcjonerskie Flicka skupiają się przede wszystkim na sztuce nowoczesnej i współczesnej, ze szczególnym uwzględnieniem praktyki amerykańskiej. W jego zasobach znajdują się dzieła m.in. Johna Cage’a, Isy Genzken, Martina Kippenbergera, Bruce’a Naumana, Raymonda Pettibona, Wolfganga Tillmansa, Dana Grahama, Kathariny Fritsch, Cindy Sherman i Stana Douglasa. Flick zasilił zatem Hamburger Bahnhof tak, jak uczynili to wcześniej Edigio Marzona oraz Erich Marx, których zbiory eksponowane są stale, w różnych aranżacyjnych permutacjach, tematycznych kontekstach i lokalizacjach. Pokaz „Local Histories” to dość konwencjonalna prezentacja kolekcjonerskich wyborów. Tym, co ma ją wyróżniać, jest nakreślona przez kuratorkę, Matildę Felix, narracja, wiodąca przez sieci zależności i powiązań XX- oraz XXI-wiecznego świata sztuki. Układ i dobór wystawionych prac prowadzi zwiedzających od Nowego Jorku i Düsseldorfu lat 60. i 70., przez Kolonię z lat 80., do Berlina i Los Angeles w latach 90. Wystawa stanowi zatem nie tylko okazję do pochwalenia się kolekcją, lecz swego rodzaju zrekonstruowania historii sztuki – krzyżujących się losów artystów, międzynarodowych połączeń między galerzystami, muzealnikami i kolekcjonerami, a w końcu – między istotnymi koncepcjami artystycznymi. Jako motto kuratorka przyjęła słowa Donalda Judda, skreślone w jednym z artykułów w 1964 roku: „Historia sztuki i kondycja sztuki, bez względu na czas, są zawsze pogmatwane”. Berlińska wystawa ma na celu wprowadzić widza w tę gmatwaninę lokalnych historii. (Wojciech Delikta)

George Segal, „Man Installing Pepsi-Sign”, detail, 1973, © Staatliche Museen zu Berlin, Nationalgalerie, The George and Helen Segal Foundation, VG Bild-Kunst, Bonn 2018, mat. pras. Hamburger Bahnhof

[zwiń]

   »

W lipcowym numerze Arteonu: Kajetan Giziński pisze entuzjastycznie o wystawie „Wokół Konrada Krzyżanowskiego. Asocjacje i ekspresje” odbywającej się w Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi. Grażyna Krzechowicz przedstawia sylwetkę Olgi Wisinger-Florian z okazji jej monograficznej wystawy w Leopold Museum we Wiedniu. „Historie o starości” w białostockim Galeria Arsenał elektrownia recenzuje Sebastian Kochaniec. Wystawę „Choroba jako źródło sztuki” odbywającą się w Muzeum Narodowym w Poznaniu omawia Aleksandra Kargul. Karolina Staszak komentuje wystawę malarstwa kobiet pt. „Farba znaczy krew” w Muzeum nad Wisłą. Karolina Greś przybliża wystawę „Mocne kawałki. Feminizmy i geografie” w Stadtgalerie Saarbrücken. Agnieszka Salamon-Radecka recenzuje pokaz "Ekspresje wolności. Bunt i Jung Idysz - wystawa, której nie było" w Muzeum Miasta Łodzi. W rubryce "Sztuka młodych" Wojciech Delikta przedstawia twórczość ilustratorki Joanny Bartosik. W rubryce "Rekomendacje" Zbigniew J. Mańkowski pisze o postawie artystycznej Sofii Dzemidovich i Łukasza Lewandowskiego. W rubryce "Dossier" Tomasz Biłka OP opowiada o obrazach Zbigniewa Cebuli. W dziale "Zaprojektowane" Alicja Wilczak prezentuje działania na pograniczu biżuterii i sztuki współczesnej duetu LIS². Poza tym aktualia i inne stałe rubryki. Zapraszamy do lektury.

Okładka: Konrad Krzyżanowski, „Portret żony z kotem”,1912, z kolekcji Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, mat. pras. Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi

W afekcie
Karolina Staszak

Kilka miesięcy temu do redakcji zadzwonił telefon. Pewna czytelniczka chciała podzielić się ze mną swoimi obserwacjami na temat „Arteonu”. Przyznam, że ton miała zaczepny a liczne uwagi się znosiły, dlatego potraktowałam je z dystansem. Ale jeden z zarzutów był sformułowany w interesujący sposób: „Państwa teksty są zbyt osobiste, jest to zapewne spowodowane faktem, iż w redakcji są same kobiety!”. To oczywiście nie jest fakt. Przypomniała mi się ta uwaga kiedy czytałam niektóre teksty nadesłane do lipcowego numeru, ale akurat nie te, których autorkami są moje koleżanki.

Zbyszek Mańkowski napisał do mnie pewnego dnia, że koniecznie musi na naszych łamach zaprezentować twórczość artystów, u których był z wizytą – piękni ludzie, piękna sztuka, piękne okoliczności przyrody. Chodziło mu o Sofię Dzemidovich i Łukasza Lewandowskiego mieszkających w miejscowości Polskie Łąki. Mańkowski pisze o nich w tekście „Dom sztuki”, ale tak naprawdę ich twórczości nie poświęca wielu zdań. Autor, oczarowany atmosferą miejsca, które stworzyli artyści, snuje refleksje – osobiste, lecz przecież mające wagę ogólnych i, w moim przekonaniu, trafnych spostrzeżeń. Zastanawiam się co powie na ich temat owa czytelniczka.  

Tomasz Biłka zaproponował omówienie malarstwa Zbigniewa Cebuli. Czytając nadesłany tekst zatytułowany „Płonące pola” z rozbawieniem odnotowałam, że więcej w nim wyrazów osobistej fascynacji poezją Emily Dickinson niż formalnych analiz kompozycji. Oczywiście przywołanie jej rozumienia motywu wulkanu, który pojawia się jako główny w wielu obrazach Cebuli jest zasadne, gdyż tworzy niezwykle interesującą ramę interpretacyjną, jednak w mojej głowie pojawia się pytanie – czy nasza czytelniczka uzna ten obszernie zarysowany kontekst jako konieczny, czy odnotuje jedynie brak formalnych analiz wpisujących cykle malarza np. w tradycję pejzażu czy też malarstwa materii? Nie piszę tego ironicznie – ważny jest dla mnie czytelnik, ale równie ważny jest autor tekstu, tzn. jego osobisty stosunek do twórczości, którą przeżywa jako podmiot myślący i czujący. I lubię osobistą, nie „dziennikarską” perspektywę niektórych moich współpracowników.

Punktem wspólnym praktyk badawczych wprowadzających osobisty/prywatny głos jest traktowanie pisania jako ważnego elementu procesu tworzenia swojej tożsamości” – zauważa Agata Jakubowska omawiając wartości jakie mógłby wnieść feminizm m.in. do historii sztuki („Feminizmy i współczesna historia sztuki”, [w:] „Artium Quaestiones”, XX, Poznań 2009, s. 113). Podkreśla przy tym, że dużym uproszczeniem byłaby ocena osobistego tonu jako przejawu narcyzmu, czy też ekshibicjonizmu. Osobisty ton autorów – gdyby został podjęty przez większość – uczyniłby naszą dziedzinę bardziej humanistyczną, gdyż silniej związaną z doświadczeniem konkretnego ludzkiego podmiotu. Komentując wystawę „Farba znaczy krew” odbywająca się w Muzeum nad Wisłą, powołuję się właśnie na ów feministyczny postulat transparentności, choć nigdy nie potrzebowałam feminizmu jako legitymacji swojego osobistego tonu. I chociaż niezbyt interesuje mnie czwarta fala feminizmu, to od zawsze do pisania o sztuce potrzebowałam afektu, który zostaje dziś przez nią dowartościowany. Jak widać zresztą, potrzebują go także moich koledzy, którzy pozwalają sobie, a to odbiec od tematu, a to z ramy uczynić główny wątek artykułu. I myślę, że nie ma w tym nic złego.   

Pracując nad lipcowym numerem „Arteonu”, a zwłaszcza pisząc tekst o feministycznej wystawie malarstwa, próbowałam zrozumieć postawy artystyczne, z których wynika estetyka będąca dla mnie na granicy akceptowalności. Jadąc na wystawę byłam pełna nadziei, że znajdę choćby niewielkie pole do rozmowy o kobiecych sprawach. Bardzo ucieszyła mnie obecność na wystawie obrazu Agaty Bogackiej zatytułowanego „Rzeczywiście, młodzi są realistami”, ponieważ mam do niego ogromny sentyment sprzed lat. Więcej! Mam do niego ogromną sympatię, ów afekt, który podyktował mi cały tekst. Jest więc bardzo osobisty... Nie wiem czy umiałabym napisać inaczej.

Okładka: Konrad Krzyżanowski, „Portret żony z kotem”,1912, z kolekcji Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, mat. pras. Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi