strona główna > wstęp
wybierz miasto:
B C G J K Ł O P R S T W Z KONKURSY

Katowice
Galeria Szyb Wilson
XII Art Naif Festiwal
07.06.2019 - 23.08.2019
Patronat „Arteonu”

Międzynarodowy Festiwal Sztuki Naiwnej – Art Naif Festiwal – jest wydarzeniem cyklicznym, dzięki któremu już od ponad 10 lat postindustrialne wnętrza Galerii Szyb Wilson w Katowicach zapełniają się kolorową, radosną i odświeżającą sztuką naiwną z całego świata. W 2019 roku Festiwal odbywa się po raz dwunasty. Krajem przewodnim tegorocznej edycji, a jednocześnie gościem specjalnym Katowic jest odległa Kolumbia, w której sztuce do dziś zauważalne są wzajemne wpływy sztuki europejskiej, która dotarła do Ameryki na przełomie XV i XVI wieku, i pierwotnej, rodzimej kultury Inków. Nie zabraknie również reprezentantów innych krajów Ameryki Południowej: Argentyny, Brazylii, Ekwadoru, Urugwaju czy Wenezueli. Wystawie głównej towarzyszyć będą wystawy dodatkowe, zorganizowane przez Muzeum Śląskie, Muzeum Historii Katowic, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, Łódzki Dom Kultury. Podczas festiwalu nie zabraknie warsztatów artystycznych dla dzieci, koncertów i corocznego ArtJarmarku na nikiszowieckim rynku. Szczegółowy program znajduje się na stronie: www.artnaiffestiwal.pl

Głównym celem Art Naif Festiwalu jest rewitalizacja społeczna oraz przełamanie stereotypowego spojrzenia na przemysłowy charakter Śląska. Aby w pełni zrealizować zamierzone działania i dotrzeć do jak największego grona odbiorców, oprócz wystawy prac z nurtu naiwnego, organizatorzy przygotowują warsztaty plastyczne i inne wydarzenia edukacyjno-kulturalne. 

Sala Pilar (Argentyna), „The Moose in Katowice”, mat. pras. XII Art Naif Festiwal

[zwiń]


Katowice
Galeria ASP Rondo Sztuki
"Problemy pierwszego świata: życie przed śmiercią"
01.08.2019 - 07.09.2019

Karolina Bielawska, Agata Bogacka, Agnieszka Brzeżańska, Bartek Buczek, Grzegorz Drozd, Michał Frydrych, Łukasz Korolkiewicz, Dominika Kowynia, Agata Kus, Norman Leto, Marcin Maciejowski, Robert Maciejuk, Anna Panek, Michał Slezkin

Problemy pierwszego świata to temat memów. Internauci wyśmiewają nieznośną lekkość niepokojów, które pojawiają się, kiedy nie ma się naprawdę poważnych problemów. Głód nie zagląda w oczy. Przemoc nie wisi w powietrzu. Życiu może zagrozić tylko śmierć, ta jednak odsunięta jest w nieokreśloną przyszłość. W pierwszym świecie żyje się aż do śmierci. Nam Problemy pierwszego świata posłużyły za tytuł wystawy, która swoją premierową odsłonę w Fundacji Stefana Gierowskiego w Warszawie. Pierwsza wersja projektu zakończyła się w marcu 2019 roku, ale tytułowe problemy trwają. W Katowicach przedstawiamy więc remake wystawy, w wersji zaadaptowanej do przestrzeni Ronda Sztuki i w poszerzonej obsadzie artystek i artystów. Problemy… są wystawą malarstwa i zarazem wystawą o malarstwie. W pierwszym świecie malarstwo jest jednym z jego problemów. To dyscyplina w swej istocie pierwotna, a jednocześnie niezwykle zaawansowana w rozwoju własnego języka, opleciona siecią kontekstów swojej historii. Możliwość zajmowania się subtelnymi inwencjami współczesnego malarstwa jest pewnego rodzaju przywilejem: społecznym, kulturowym, oczywiście również ekonomicznym. Jako emblemat statusu, atut w rynkowej grze malarstwo wydaje się niepodważalne. Nie podważajmy go zatem i spytajmy raczej, czy malarstwo jako jeden z „problemów pierwszego świata” samo zdolne jest te problemy obrazować? Czynić je widzialnymi? Wobec globalnych problemów, z którymi mierzy się cały świat, problemy tego pierwszego wydają się rzeczywiście śmieszne, godne memów, a nie obrazów. Bo czym są problemy ludzi sytych i bezpiecznych, którzy mogą cieszyć się przywilejem namysłu nad jakością życia (albo namysłu nad malarstwem...), wobec dramatów osób głodnych, ludzi w niebezpieczeństwie, tych, którzy walczą o przetrwanie każdego dnia? Należy podkreślić, że choć na wystawie proponujemy zajęcie się problemami pierwszego świata, sztuka generalnie nie zaniedbuje innych palących kwestii współczesności. Przeciwnie, instytucje, wystawy i różne biennale pełne są ich reprezentacji i krytyki, rozwijanej również, a właściwie przede wszystkim w pierwszym świecie, który gotów jest wręcz artystycznie bagatelizować własne problemy, by pochylać się nad dramatami spoza swojego obszaru. Na wystawie nawet nie próbujemy zważyć tych dwu kategorii problemów na jednej szali, bo wynik pomiaru jest przecież znany. Zamiast ważenia zauważmy tylko, że przy całej różnicy wagi, problemy światów, które nie są tym pierwszym, pozostają rozwiązywalne, a w każdym razie ich rozwiązania są znane. Głodnych należy nakarmić. Na wojnę lekarstwem jest pokój. Na uścisk i wyzysk – sprawiedliwość. I tak dalej. Problemy pierwszego świata, przy całej swej niemalże komicznej nieważkości, mają to do siebie, że są nierozwiązywalne. Problemom pierwszego świata brakuje dramatyzmu, są trudno uchwytne, ale zarazem ostateczne. To te problemy, którym stawia się czoła, kiedy rozwiąże się problemy możliwe do rozwiązania. Jeżeli istnieje jeszcze jakiś wielki projekt społeczny poruszający ludzkość w globalnej skali, to jego przedmiotem są właśnie „problemy pierwszego świata”. Ci, którzy je mają, pragną borykać się z nimi dalej. Ci, którzy ich nie mają, pragną je mieć, i dążą do tego – poprzez migrację, globalizację, modernizację, ekonomiczny wzrost, albo przynajmniej na gruncie aspiracji i marzeń. W tym świetle nieważkość pierwszoświatowych problemów nabiera jednak pewnej wagi. Przestają być takie śmieszne, samym śmiechem nie da się ich zbyć i nie wystarczy mem, aby się z nimi rozprawić. A malarstwo – czy potrafi ich dotknąć? W sensie technicznym może wydawać się tradycyjne, archaiczne, wręcz anachroniczne – najczęściej manualne, analogowe, subiektywne. Właśnie w tych kategoriach tkwią jednak niektóre ze źródeł jego możliwości. Współczesny świat posiada wizualną reprezentację, o której powiedzieć, że jest bogata, obszerna czy szczegółowa to powiedzieć o wiele za mało. Trudno jednak rozstrzygnąć, czy ta mnogość wizerunków w większym stopniu odsłania czy przesłania rzeczywistość; szerzący się kryzys poznawczy podpowiada skłanianie się ku temu drugiemu przypuszczeniu. I można by zaryzykować tezę, że jeżeli w obliczu mnogości obrazów w ogóle moglibyśmy potrzebować ich jeszcze więcej, to takich, jakich dostarcza malarstwo. Wizualności – nieprzejrzystej, nieprzeźroczystej, ale za to pogłębionej, rozumiejącej i umożliwiającej zrozumienie – wizualności intuicyjnej mijającej się z krótką perspektywą teraźniejszości, ale za to obliczanej na długie trwanie – również w świadomości odbiorcy. Wystawa jest zatem propozycją spojrzenia na malarstwo przez pryzmat „problemów pierwszego świata”. I vice versa, jest poszukiwaniem odbijającego się w malarstwie obrazu życia, które trwa aż – i tylko – do śmierci. /Stach Szabłowski/

[zwiń]

   »

W sierpniowym „Arteonie” o Helene Schjerfbeck, malarce uchodzącej za ikonę fińskiego symbolizmu, w kontekście wystawy w Royal Academy of Arts w Londynie pisze Karolina Greś. Wojciech Delikta przybliża tekstylną i zarazem kobiecą mikrohistorię Bauhausu z okazji pokazów w Textiel Museum w Tilburgu oraz Art Institute w Chicago. Wojciech Skibicki z kolei przygląda się V Piotrkowskiemu Biennale Sztuk, a Karolina Staszak w rubryce „Czytanie sztuki” omawia prezentowaną w Muzeum Śląskim w Katowicach instalację „Jestem” Teresy Murak. W najnowszym „Arteonie” także Kajetan Giziński komentuje Triennale Rysunku Wrocław 2019, a Agnieszka Salamon-Radecka recenzuje prezentację sztuki Heleny Berlewi w Galerii Sztuki w Legnicy. Z Joanną M. Sosnowską, autorką książki „Polacy na Biennale Sztuki w Wenecji 1895-1999”, rozmawia Marek Maksymczak. Aleksandra Kargul rekomenduje sztukę Magdy Hueckel, w rubryce „Sztuka młodych” dyplom Antoniny Kieliszewskiej przedstawia Maria Roszyk, a w dziale „Filmowo” o bohaterce filmu Jacka Borcucha, artystce Marii Linde, pisze Zbigniew J. Mańkowski. Alicja Wilczak kontynuuje w rubryce „Zapojektowane” opowieść o współczesnej polskiej biżuterii artystycznej – tym razem omawia projekt „Moim zdaniem”. W najnowszym „Arteonie” także inne aktualia i inne stałe rubryki.

Okładka: Helene Schjerfbeck, „Self-portrait, Black Background”, 1915, oil on canvas, 45.5 x 36 cm, Herman and Elisabeth Hallonblad Collection, Finnish National Gallery / Ateneum Art Museum; fot. Yehia Eweis

Spotkanie z kimś
Karolina Staszak

Lubię ten specyficzny rodzaj ulgi towarzyszący przyznaniu się do błędu, z którego jednak najpierw trzeba zdać sobie sprawę. Chyba jeszcze nie pisałam o tym na łamach „Arteonu” – wydaje mi się, że jako krytyk sztuki dość długo tkwiłam w ślepej uliczce formalizmu. Chodzi mi o to, że ze strachu przed ideologiami i polityczną wojną uparcie obstawałam przy nadrzędności formy dzieła sztuki, zdecydowanie pomniejszając przy tym wagę tematu. Kierowała mną następująca logika – nie chcę, by przypisano mi propagowanie treści, zwłaszcza politycznych, spoza obszaru sztuki, postawię więc na to, co dla sztuki jest najbardziej charakterystyczne, a więc na formę. Była to moja niewinna strategia. I nadal uważam, że forma jest niezwykle ważna, jednak zdecydowanie od dawna już nie traktuję jej na wzór abstrakcyjnego bożka.
Zrozumienie to przyszło z kilku stron. Przede wszystkim poznałam młodych artystów pracujących w rozmaitych mediach, którzy stawiają przed sobą zadanie opowiedzenia o swojej bardzo określonej wierze – mają więc przede wszystkim temat i pewne umiejętności, wrażliwość itp. Zobaczyłam proces twórczy od tej strony – rzetelne poszukiwanie formy dla bardzo konkretnego tematu – i nie potrafiłam ocenić go negatywnie. Przykładem niech będzie praca, której właśnie przyznano Grand Prix na V Piotrkowskim Biennale Sztuki – „Droga” Aleksandry Pulińskiej, o której pisze Wojciech Skibicki w recenzji z Piotrkowa. Pasja budowana światłem w ciemnych, obskurnych łódzkich podwórkach – nikt jeszcze nie opowiedział w taki sposób o tym niezwykle ważnym dla chrześcijan wydarzeniu. Nikt dotąd nie znalazł takiej formy dla tego doniosłego tematu. Jednocześnie recenzja Skibickiego pokazuje, że narzucony temat (w wypadku piotrkowskiego konkursu była to idea ofiarowania w nawiązaniu do twórczości Tarkowskiego) rzadko przynosi interesujące rezultaty.
Być może Pulińską fascynowały te odrapane podwórka od zawsze i w końcu znalazła dla nich właściwe zadanie. To oczywiste, że inspiracje formalne mają ogromny wpływ na wypowiedź artystyczną. W sierpniowym numerze w rubryce „Sztuka młodych” Maria Roszyk prezentuje twórczość Antoniny Kieliszewskiej, natomiast Aleksandra Kargul przedstawia zdjęcia i kolaże Magdy Hueckel. Obie inspirują się m.in. starymi drukami. Ich twórczość nie jest wyłącznie zabawą z niosącą łatwy ładunek nostalgii formą, mimo że nie zawsze dana wypowiedź artystyczna jest wprost przetłumaczalna na język dyskursywny – chyba, że zastosowalibyśmy środki poetyckiego wyrazu (może właśnie takiej krytyki nam brakuje...). Dla mnie jako dla odbiorcy ważne stało się poczucie, że dzieło sztuki jest o czymś, a za nim jest ktoś. Spotkanie z najsprawniejszą formą nie zastąpi spotkania z człowiekiem, który chce nam o czymś opowiedzieć.

Okładka: Helene Schjerfbeck, „Self-portrait, Black Background”, 1915, oil on canvas, 45.5 x 36 cm, Herman and Elisabeth Hallonblad Collection, Finnish National Gallery / Ateneum Art Museum; fot. Yehia Eweis