strona główna > wstęp
wybierz miasto:
B C G J K L Ł O P R S T W Z

Sanok
BWA Galeria Sanocka
Marcin Pecka, "ex trico"
06.09.2019 - 04.10.2019

"Autor czerpie inspiracje z otaczającego go świata. Pretekstem do namalowania obrazu może być wszystko: pejzaż, wspomniane zwierzęta, napotkani ludzie – rozmowy z nimi, stany emocjonalne, tacka po zjedzonym torcie, kawałek topiącego się loda na chodniku, sierść zgubiona przez jego kota…. Chaos? Raczej wielość bodźców – może czasem meczących, zbyt obciążających – przekształca w swoistą rodzaju wizje na płótnie. Jak mówi sam autor „przełożenie czegoś złego na coś dobrego”. Surrealistyczny świat z obrazów Marcina Pecki daje dużą przestrzeń interpretacyjną każdemu odbiorcy. Żywe, ostre kolory, odważnie stawiane plamy, miękkie, organiczne formy zestawione ze stanowczą prostą geometryczną linią jak i dynamika kontekstualna - wszystko to angażuje wyobraźnię i wciąga widza w iluzyjny świat autora(...)." /Paulina Dębosz/Marcin Pecka (ur. w Bieczu, 1985r.). Przygodę ze sztuką rozpoczął w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu. W 2012 r. obronił licencjat ze specjalizacją grafiki warsztatowej w pracowni prof. Marka Olszyńskiego, a następnie w 2015 r. uzyskał tytuł magistra z wyróżnieniem w pracowni rysunku prof. Stanisława Góreckiego i prof. Marleny Makiel-Hędrzak na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Pasją artysty są również podróże. Od 2007 r. zwiedził łącznie 28 krajów na różnych kontynentach, zostawiając swoje obrazy m.in. w Australii, na Filipinach, w Malezji, Norwegii, Niemczech, Danii, Kanadzie oraz w Meksyku. Mieszka i pracuje w Rzeszowie.

Marcin Pecka, "Psychorybokotosowa", mat. pras. Galerii Sanockiej
[zwiń]


Sosnowiec
Sosnowieckie Centrum Sztuki – Zamek Sielecki

06.09.2019 - 06.10.2019
Patronat „Arteonu”

Nie można w pełni zrozumieć teraźniejszości, nie znając przeszłości. Stąd idea, aby polską sztukę współczesną ukazać w kontekście czasowym. Ważne dzieła awangardowe mają bowiem swoje źródła, mają też kontynuacje. Sztuka, tworzona kilkadziesiąt lat temu nadal jest sztuką: może oddziaływać na widza, może wchodzić w dialog z dziełami tworzonymi obecnie, może poruszać. Wystawa ma przeciwdziałać umuzealnieniu dzieł sztuki współczesnej: ich „wypadnięciu” z aktualnego obiegu i postrzeganiu tylko jako pamiątek przeszłości. Ekspozycja będzie prezentować najważniejsze problemy  polskiej sztuki współczesnej: warunki jej rozwoju, podejmowane przez nią tematy, najciekawsze nurty i różnorodność form wypowiedzi. W każdej części zobaczymy dzieła awangardowe z różnych dekad: od pierwszych lat powojennych do najnowszych; prace artystów, którzy zyskali statut mistrza, jak i twórców najmłodszego pokolenia. Chcemy, żeby dzieła wchodziły z sobą w ponadpokoleniowy dialog, tworząc nowe narracje. Otworzy to zwiedzającemu przestrzeń na indywidualny odbiór i refleksję.
Jan Berdyszak, Jerzy Bereś, Judyta Bernaś, Zbigniew Blukacz, Urszula Broll, Tadeusz Brzozowski, Anna Bujak, Karina Czernek, Stanisław Dróżdż, Jerzy Duda-Gracz, Andrzej Dudek-Dürer, Edward Dwurnik, Ryszard Grzyb, Władysław Hasior, Paweł Jarodzki, Jerzy Kałucki, Koji Kamoji, Wassily Kandinsky, Tadeusz Kantor, Elżbieta Kapusta-Kozera, Piotr Kossakowski, Edward Krasiński, Janina Kraupe, Natalia Lach-Lachowicz, Lucjan Mianowski, Michał Minor, Teresa Miszkin, Jerzy Nowosielski, Roman Opałka, Patrycja Pawęzowska, Maria Pinińska-Bereś, Artur Przebindowski, Jacek Rykała, Wilhelm Sasnal, Henryk Stażewski, Andrzej Szewczyk, Ireneusz Walczak, Ewa Zawadzka, Joanna Zdzienicka. Kurator Małgorzata Malinowska-Klimek

Anna Bujak, „Niedobre zakończenie”,2013, stal, brąz, fot. Grzegorz Stadnik, mat. pras. SCS - Zamek Sielecki

[zwiń]

We wrześniowym „Arteonie”: Joanna Winnicka-Gburek, w kontekście wystawy w Lizbonie i jej tytułu, zastanawia się, czy Banksy to geniusz, czy wandal. Maria Roszyk przedstawia z kolei twórczość Pipilotti Rist w związku z wystawą „Åbn min lysning (Open My Glade)” w Museum of Modern Art w Louisianie. Karolina Staszak natomiast komentuje tegoroczne „Najlepsze Dyplomy ASP”, a w rubryce „Dossier” twórczość Ryszarda Kai przedstawia Georgi Gruew. Wojciech Delikta z okazji wystawy w sztokholmskim Moderna Museet pisze o Atsuko Tanace.
W najnowszym „Arteonie” także: Karolina Greś przybliża sylwetkę Natalii Gonczarowej na marginesie retrospektywnej wystawy artystki w londyńskiej Tate Modern, Weronika Kobylińska-Bunch recenzuje wystawę Kazimierza Urbańskiego, kluczowego twórcy w historii polskiego filmu animowanego, w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Agnieszka Salamon-Radecka natomiast omawia wystawę „Franciszka Themerson. Linie życia” w CSW Łaźnia w Gdańsku. Marcin Krajewski rekomenduje malarstwo Piotra Worońca juniora, w „Sztuce młodych” Wojciech Skibicki przedstawia Ignacego Oboza, a z kolei w dziale „Zaprojektowane” Alicja Wilczak pisze o 28. Międzynarodowym Konkursie Sztuki Złotniczej „Srebro” w Legnicy. We wrześniowym „Arteonie” ponadto aktualia i inne stałe rubryki.

Okładka: Widok wystawy „Banksy. Genius or Vandal?” w Cordoaria Nacional w Lizbonie; mat. pras. Cordoaria Nacional

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

Strach przed prostotą
Karolina Staszak

Uprzedzam, że będę generalizować i sama się zastanawiam, czy moje obserwacje są zasadne, dlatego podaję je w formie pytań. Czy nie jest tak, że jako odbiorcy sztuki współczesnej, pozujący na tych, którzy znają się na rzeczy, bardzo boimy się prostoty, o której lubimy mówić „banał”? Czy nie jest tak, że sztuka przystępna dla szerokiej publiczności automatycznie jest przez nas postrzegana jako schlebiająca niewybrednym gustom? Bo przecież „prawdziwa sztuka jest dwuznaczna i trudna” – jak pisze ironicznie Joanna Winnicka-Gburek, przytaczając opinie krytyków sztuki na temat twórczości Banksy’ego. Znawcy kpią nie tylko z lakonicznej, zrozumiałej formy, ale także z przekazu – zbyt sentymentalnego. Jakiemuś krytykowi przeszkadza np. balonik w kształcie serca, który ulatuje z dłoni zawiedzionej dziewczynki. Podoba mi się, że Winnicka-Gburek podjęła ten wątek, opowiadając się za tym, że nie ma nic złego w „nadmiarze uczuć”. Przy okazji sama sobie robię rachunek sumienia – czy nie zdarza mi się okazać niechęci wobec czyjejś egzaltacji „banałem”, podczas gdy bolą mnie przypadki wykpiwania moich upodobań estetycznych? Na pewno tak bywa. Ale ta refleksja pójdzie w kierunku niebezpiecznym dla rozsądnego (a więc jednak krytycznego) odbiorcy sztuki, jeśli nie zaznaczę, że z całą pewnością istnieje taka twórczość, która jest nie tyle sentymentalna, ile powierzchowna i byle jaka – do jej zaakceptowania w obszarze sztuki nie zmusi mnie żaden emocjonalny szantaż. 
Od dawna marzył mi się w „Arteonie” materiał na temat twórczości Pipilotti Rist, ale nie mogłam znaleźć autora, który chciałby poświęcić jej czas. Dwa razy usłyszałam, że Rist to trochę jednak banał. Taką ocenę mogą podpowiadać pozory – kolorowym, dziewczyńskim filmom wideo bliżej jest do teledysków ze starego dobrego MTV niż do wykoncypowanych instalacji z poważnego white cube’a. No i o czym to jest? Na przykład o tym, że bardzo pragniemy miłości, ale jednocześnie bardzo boimy się zakochać. O Rist na łamach wrześniowego „Arteonu” pisze Maria Roszyk, która zwraca uwagę na fakt, iż artystka, mimo że opowiada o swoich „obrazach pod powiekami” – jak mówi tytuł artykułu – a więc uprawia emocjonalny ekshibicjonizm, zdecydowanie jest zainteresowana odbiorcą. Ufa, że dzieląc się z nim swoją intymną przestrzenią oraz stwarzając mu sztuką odpowiednie warunki, zainspiruje go do otwarcia się na obrazy własne i innych. Czy sztuka Rist naprawdę działa w ten sposób, czy nie – trzeba przyznać, że w jej myśleniu o odbiorcy dostrzegalna jest ta banalna czułość.
Wspominający Ryszarda Kaję, Georgi Gruew rozpoczyna artykuł od przypomnienia, co artysta mówił na temat tego, jak widzi sztukę, że jest ona jak „obiad, który po prostu trzeba przygotować”. Dania przyrządzone przez Kaję są wykwintne, ale też proste – choćby plakaty z serii „Polska”, które podbijają nasze serca. Gruew pisze także, że artysta widział świat jako pełen ludzi wyjątkowych, lecz dalekich od doskonałości – takimi ich akceptował, a nawet afirmował ich swoją twórczością. Nasuwa się wniosek, że prostota w sztuce bierze się z prostoty widzenia. Czy nie jest tak, że im bardziej wyrafinowani intelektualnie usiłujemy być, tym trudniej jest nam prostym gestem okazać drugiemu (artyście, odbiorcy...) czułość, zamiast tego w sposób niegodny walczymy czy to o tzw. jakość w sztuce, czy o inną szalenie „ważną sprawę”?

okładka: Widok wystawy „Banksy. Genius or Vandal?” w Cordoaria Nacional w Lizbonie; Mat. pras. Cordoaria Nacional