strona główna > wstęp
wybierz miasto:
A B C D H I K L M N O P S KONKURSY

W sierpniowym „Arteonie” o Helene Schjerfbeck, malarce uchodzącej za ikonę fińskiego symbolizmu, w kontekście wystawy w Royal Academy of Arts w Londynie pisze Karolina Greś. Wojciech Delikta przybliża tekstylną i zarazem kobiecą mikrohistorię Bauhausu z okazji pokazów w Textiel Museum w Tilburgu oraz Art Institute w Chicago. Wojciech Skibicki z kolei przygląda się V Piotrkowskiemu Biennale Sztuk, a Karolina Staszak w rubryce „Czytanie sztuki” omawia prezentowaną w Muzeum Śląskim w Katowicach instalację „Jestem” Teresy Murak. W najnowszym „Arteonie” także Kajetan Giziński komentuje Triennale Rysunku Wrocław 2019, a Agnieszka Salamon-Radecka recenzuje prezentację sztuki Heleny Berlewi w Galerii Sztuki w Legnicy. Z Joanną M. Sosnowską, autorką książki „Polacy na Biennale Sztuki w Wenecji 1895-1999”, rozmawia Marek Maksymczak. Aleksandra Kargul rekomenduje sztukę Magdy Hueckel, w rubryce „Sztuka młodych” dyplom Antoniny Kieliszewskiej przedstawia Maria Roszyk, a w dziale „Filmowo” o bohaterce filmu Jacka Borcucha, artystce Marii Linde, pisze Zbigniew J. Mańkowski. Alicja Wilczak kontynuuje w rubryce „Zapojektowane” opowieść o współczesnej polskiej biżuterii artystycznej – tym razem omawia projekt „Moim zdaniem”. W najnowszym „Arteonie” także inne aktualia i inne stałe rubryki.

Okładka: Helene Schjerfbeck, „Self-portrait, Black Background”, 1915, oil on canvas, 45.5 x 36 cm, Herman and Elisabeth Hallonblad Collection, Finnish National Gallery / Ateneum Art Museum; fot. Yehia Eweis

Spotkanie z kimś
Karolina Staszak

Lubię ten specyficzny rodzaj ulgi towarzyszący przyznaniu się do błędu, z którego jednak najpierw trzeba zdać sobie sprawę. Chyba jeszcze nie pisałam o tym na łamach „Arteonu” – wydaje mi się, że jako krytyk sztuki dość długo tkwiłam w ślepej uliczce formalizmu. Chodzi mi o to, że ze strachu przed ideologiami i polityczną wojną uparcie obstawałam przy nadrzędności formy dzieła sztuki, zdecydowanie pomniejszając przy tym wagę tematu. Kierowała mną następująca logika – nie chcę, by przypisano mi propagowanie treści, zwłaszcza politycznych, spoza obszaru sztuki, postawię więc na to, co dla sztuki jest najbardziej charakterystyczne, a więc na formę. Była to moja niewinna strategia. I nadal uważam, że forma jest niezwykle ważna, jednak zdecydowanie od dawna już nie traktuję jej na wzór abstrakcyjnego bożka.
Zrozumienie to przyszło z kilku stron. Przede wszystkim poznałam młodych artystów pracujących w rozmaitych mediach, którzy stawiają przed sobą zadanie opowiedzenia o swojej bardzo określonej wierze – mają więc przede wszystkim temat i pewne umiejętności, wrażliwość itp. Zobaczyłam proces twórczy od tej strony – rzetelne poszukiwanie formy dla bardzo konkretnego tematu – i nie potrafiłam ocenić go negatywnie. Przykładem niech będzie praca, której właśnie przyznano Grand Prix na V Piotrkowskim Biennale Sztuki – „Droga” Aleksandry Pulińskiej, o której pisze Wojciech Skibicki w recenzji z Piotrkowa. Pasja budowana światłem w ciemnych, obskurnych łódzkich podwórkach – nikt jeszcze nie opowiedział w taki sposób o tym niezwykle ważnym dla chrześcijan wydarzeniu. Nikt dotąd nie znalazł takiej formy dla tego doniosłego tematu. Jednocześnie recenzja Skibickiego pokazuje, że narzucony temat (w wypadku piotrkowskiego konkursu była to idea ofiarowania w nawiązaniu do twórczości Tarkowskiego) rzadko przynosi interesujące rezultaty.
Być może Pulińską fascynowały te odrapane podwórka od zawsze i w końcu znalazła dla nich właściwe zadanie. To oczywiste, że inspiracje formalne mają ogromny wpływ na wypowiedź artystyczną. W sierpniowym numerze w rubryce „Sztuka młodych” Maria Roszyk prezentuje twórczość Antoniny Kieliszewskiej, natomiast Aleksandra Kargul przedstawia zdjęcia i kolaże Magdy Hueckel. Obie inspirują się m.in. starymi drukami. Ich twórczość nie jest wyłącznie zabawą z niosącą łatwy ładunek nostalgii formą, mimo że nie zawsze dana wypowiedź artystyczna jest wprost przetłumaczalna na język dyskursywny – chyba, że zastosowalibyśmy środki poetyckiego wyrazu (może właśnie takiej krytyki nam brakuje...). Dla mnie jako dla odbiorcy ważne stało się poczucie, że dzieło sztuki jest o czymś, a za nim jest ktoś. Spotkanie z najsprawniejszą formą nie zastąpi spotkania z człowiekiem, który chce nam o czymś opowiedzieć.

Okładka: Helene Schjerfbeck, „Self-portrait, Black Background”, 1915, oil on canvas, 45.5 x 36 cm, Herman and Elisabeth Hallonblad Collection, Finnish National Gallery / Ateneum Art Museum; fot. Yehia Eweis